Jest środek
nocy. Jowita została ze mną, chociaż prawdę mówiąc wolałabym być teraz
sama. Ona śpi, czego nie mam jej za złe, a ja znowu płaczę. Nie wiem ile
jeszcze łez jestem w stanie z siebie wylać. Czuję się tak, jakby ktoś wyssał ze
mnie życie. Dobija mnie fakt, że tak bardzo ranię Nathana ale nie mam innego
wyjścia. Nie mogę narażać go na niebezpieczeństwo. Nie mogłabym funkcjonować ze
świadomością, że jemu stała się jakaś krzywda z mojego powodu. Zresztą teraz
też nie funkcjonuje. Ja egzystuję. Tego nawet nie można nazwać życiem.
Zastanawiam się nad powrotem do Polski. Tysiące myśli kotłuje się teraz w mojej
głowie. Próbuję sobie wyobrazić siebie za kilka dni, miesięcy, lat i ciągle
widzę tylko to, co w tej chwili. Załamaną, zapłakaną dziewczynę, która z dnia
na dzień stała się wrakiem człowieka. Nagle zrywam się z łóżka, bo dzwoniącą mi
w uszach ciszę przerywa głośne walenie do drzwi. Jowita natychmiast się budzi i patrzy na mnie.
- Ada,
otwórz. Wiem, że tam jesteś. Błagam, otwórz! – Słyszę głos Nathana i
moje serce krwawi z bólu. Co on tu robi? Mieli wrócić jutro.
- Idę mu otworzyć. – Moja przyjaciółka już wstaje z łóżka,
ale ja ją powstrzymuję.
- Nie. Nie
pozwalam.
- Ada, do
jasnej cholery!
- Nie otworzysz mu. – Mówię, próbując złapać oddech. – Nie.
- Jak to nie?!
- On musi zrozumieć, że… Nie możemy być razem. Musi
zapomnieć.
- Czy Ty wiesz, jak go tym krzywdzisz? – Pyta Jowita, a ja
łapię się za głowę i siadam na podłodze, nie mogąc przestać płakać. – On nie
może bez Ciebie żyć, wszyscy to wiedzą. Ada, proszę Cię… - Przyjaciółka kuca
obok i gładzi mnie po plecach.
- Ada, kochanie! Otwórz, błagam! – Woła Nathan jeszcze
głośniej waląc do drzwi.
- Otworzę mu teraz, dobrze?
- Jeśli to zrobisz, koniec
z naszą przyjaźnią. – Mówię cicho, umęczonym głosem.
- Ada…
- Uszanuj moją
decyzję.
Jowita już nic nie mówi. Po prostu pomaga mi wstać, kładzie
mnie do łóżka i przytula się do mnie. A Nathan nie przestaje dobijać się do
drzwi. Dopiero nad ranem robi się cicho.
Jowita zrobiła dla nas śniadanie, ale mnie od zapachu tostów
robi się niedobrze. Nie chcę jeść, nie chcę pić. Nic już nie chcę. Ostatnie
godziny były koszmarem, a to dopiero początek tej udręki. Ubieram się i
oznajmiam przyjaciółce, że muszę się przewietrzyć, bo za chwilę chyba
zwymiotuję. Jak widzę, za oknem jest szaro, ponuro i zapewne zimno. To pasuje
do aktualnego stanu, w jakim się właśnie znajduję. Zakładam trampki i ciepłą
bluzę z kapturem. Przelotem przyglądam się sobie w lustrze. Nigdy w życiu nie
wyglądałam tak koszmarnie. Coś zgasło w moich oczach. Nie mogę na siebie dłużej
patrzeć. Otwieram drzwi i… Zamieram. Nathan siedzi skulony na wycieraczce,
opierając głowę o kolana. Powoli podnosi na mnie swoje oczy. Wyglądają zupełnie
jak moje. Są takie puste, bez wyrazu. Przepełnione bólem. Dostrzegam, że
płakał. Mój żołądek boleśnie się skręca, a serce pędzi szybko, coraz szybciej. On
był tutaj całą noc. Nie wiem, co zrobić. Tak bardzo chcę go teraz przytulić i
nigdy już nie wypuścić. Tak bardzo chcę go pocałować. Chcę, żeby było dobrze,
żebyśmy byli razem i szczęśliwi. Ale tak się nie stanie. Łzy na powrót
napływają do moich oczu, gdy wymijam go bez słowa i idę w stronę schodów. On
jednak natychmiast zrywa się na nogi i łapie mnie za rękę.
- Ada, proszę… - Mówi z nieopisanym bólem w głosie.
- Daj mi spokój. – Nie wiem, jak udaje mi się wypowiedzieć
te słowa.
- Błagam,
spójrz na mnie.
- Nie, zostaw mnie. – Próbuję mu się wyrwać, ale on mi na to
nie pozwala.
- Jak możesz nam to robić? Jak możesz… - Słyszę, że głos mu
się załamuje i mimowolnie spoglądam w jego zielone tęczówki.
- Mogę. – Mówię starając się nie rozpłakać gdy widzę, że do
jego oczu napływają łzy.
- Nie zostawiaj mnie!
- Za późno. – Ledwo wypowiadam te słowa i uciekam schodami w
dół. On biegnie za mną. Nie chcę, żeby mnie dogonił chociaż wiem, że to zrobi.
Przyspieszam, dławiąc się płaczem, ale on mnie wymija i zachodzi mi drogę.
- Nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie! – Mówi Nath. Po jego
policzkach spływają łzy. – Rozumiesz? Nie rób mi tego!
- Nathan, ja… - Urywam w pół zdania, bo nie wiem, czy te
słowa przejdą mi przez gardło. – Nathan, ja Cię nie kocham. Już nie.
- Jak to… Nie
kochasz mnie? – Grymas bólu na jego twarzy sprawia, że mam ochotę umrzeć,
zniknąć z powierzchni ziemi i nie czuć tego, co czuję w tej chwili.
- Nie kocham Cię, nie chcę być z Tobą.
- Nie wierzę w ani jedno twoje słowo.
- Zostaw mnie. – Mówię, chociaż przecież tak naprawdę tego
nie chcę.
- Nie mam zamiaru! Myślisz, że tak po prostu się poddam? Że
jacyś obcy ludzie będą mówili mi, kogo mam kochać? – Nath przysuwa się w moją
stronę, ale ja robię krok w tył.
- Nie… Ja… Nie
chcę Ciebie, nie chcę. – Znów go okłamuję. Siebie, jego, jakby to miało nam
obojgu pomóc, coś ułatwić w tej sytuacji. Naprawdę nie wiem, dlaczego to robię.
Czuję się taka zagubiona, otumaniona tym wszystkim. Próbuję już każdego sposobu.
On musi mnie zostawić, bo nie chcę, żeby stała się mu jakakolwiek krzywda. –
Nie kocham Cię, Nathan!
- Udowodnij! – W momencie, kiedy Nathan wypowiada to słowo,
zaczyna padać rzęsisty deszcz. A w chwilę później jego wargi zachłannie,
desperacko wpijają się w moje usta. Nie jestem w stanie się oprzeć. Nie chcę
się opierać. Nath wplata palce w moje mokre już włosy i nie przestaje mnie
całować. Przyciskam dłoń w miejscu, gdzie bije jego serce i zatracam się w tej
chwili.
- Nie kochasz mnie…? – Pyta cicho między pocałunkami. Wciąż
pada, ale mam to gdzieś.
- Kocham Cię. Nie umiem bez Ciebie żyć, ale Nathan…
- Kochanie, zrozum jedną ważną rzecz. – Nath bierze moją
twarz w swoje dłonie i patrzy z miłością w moje oczy. – Jeśli umrę, to tylko
dlatego, że Ciebie przy mnie nie będzie.
- Ale…
- Kocham
Cię. Kocham Cię tak bardzo. – Sykes nie pozwala mi dokończyć i znów jego
usta dotykają moich.
Zabieram Nathana do mieszkania. Jowita wręcz skacze pod
sufit, kiedy widzi nas razem. Stwierdza, że zdecydowanie zostawia nas teraz
samych i pędzi do Maxa bo okropnie się za nim stęskniła. Jesteśmy przemoczeni i
trochę zmarznięci. Zamykam za przyjaciółką drzwi i mam gonitwę myśli.
Spanikowałam, wystraszyłam się nie na żarty, że Nathanowi naprawdę może się coś
stać, jeśli nadal z nim będę. Ale on nie pozwoli mi od siebie odejść. Nie
pozwoli mi się poddać bez walki. Nie da się zastraszyć. Odwracam się w jego
stronę i widzę, jak zdejmuje z siebie mokrą koszulę. Moje wnętrzności wariują. Nathan jest taki
piękny. Piękny i tylko mój. Zagryzam wargę i odsuwam zamek bluzy. Przykuwam
tym jego uwagę. Uśmiecha się do mnie i wyciąga w moim kierunku swoją dłoń.
Ujmuję ją i on przyciąga mnie do siebie. Zsuwa bluzę z moich ramion i rozbiera
mnie z podkoszulka. Moje ciało w sekundzie pokrywa gęsia skórka, bynajmniej nie
dlatego, że jest mi zimno. Zieleń jego oczu jest najpiękniejszym kolorem, moim
ulubionym. Nathan się pochyla i czuję jego gorące usta na swojej szyi. Znów wiem,
że żyję.
- Kochaj mnie. Teraz. – Szeptam, gdy jego ciepły oddech
otula moje wargi.
Nath bierze mnie za rękę i prowadzi do pokoju, gdzie lekko
popycha mnie na łóżko. Przygniata mnie swoim ciężarem i podpierając się na
łokciach, patrzy w moje oczy tak czule, jak jeszcze nigdy przedtem. A potem znów jego usta sięgają moich warg,
żeby w chwilę później rozpocząć wędrówkę po moim ciele. Przymykam powieki,
wplatając palce w jego włosy i chłonę każdy jego pocałunek. Napawam się ciepłem
i miękkością jego ust, bo mam wrażenie, że ostatnie godziny, to były długie
dni, w ciągu których umierałam kawałek po kawałku. Teraz, kiedy on jest przy
mnie na nowo mogę oddychać. Nathan na
moment odrywa usta od mojego brzucha i zsuwa ze mnie mokre dżinsy. Cała płonę
od jego spojrzenia. Tyle w nim uczucia. Nigdy nie przypuszczałam, że zakocham
się tak bardzo. Że spotka mnie taka miłość, jak ta. Że poznam zupełnie przez
przypadek kogoś tak idealnego jak Nathan. Zastanawiam się, czy to nie sen, ale
wtedy nasze usta ponownie łączą się w pocałunku. Nath splata swoje palce z
moimi, całując mnie subtelnie, ale zarazem zachłannie.
- Razem. Zawsze.
– Szepta po dłuższej chwili, patrząc w moje oczy. Kiwam głową, a po moim
policzku spływa łza. Łza szczęścia.
Leżemy przytuleni i rozmawiamy, kiedy rozdzwania się telefon
Nathana. To Jay.
- Ej,
ludzieeee! Robimy imprezę z okazji tego, że skończył się ten wasz krótki
dramat. Wracajcie natychmiast do domu! – Bird mówi tak głośno, że Nathan odsuwa
telefon od ucha. Wybucham śmiechem, wtulając twarz w jego szyję. – O, Ada
słoneczko! Wróć, bo tęsknię!
- Jay, zapominasz się! – Nath od razu się bulwersuje, ale ja
podnoszę głowę i składam buziaka na jego ustach, żeby go udobruchać.
- No, to ile mamy na was czekać?
- Będziemy niedługo! – Mówię i Nathan się rozłącza.
- Co za
ludzie. Ani chwili spokoju. – Mruczy Nath, mocniej mnie obejmując.
- Im tylko imprezy w głowie. Za to nam… - Nasze spojrzenia
się spotykają i uśmiechamy się do siebie.
- Masz ochotę na spaghetti, zanim wrócimy do domu? – Pyta Nath,
zakładając kosmyk włosów za moje ucho.
- Jasne!
Jestem strasznie głodna. Ale zaraz… Ty chcesz mi puścić kuchnię z dymem,
kochanie?
- Bardzo śmieszne, wiesz? – Nath przewraca oczami i skrada
mi całusa. – Przecież umiem gotować!
- Okay, ufam Ci. – Śmieję się i podnoszę, jednak Nathan nie
pozwala mi wstać.
- A Ty dokąd? – Sykes zahacza nosem o mój nos, jego dłonie
wędrują wzdłuż moich nagich pleców.
- Chciałam iść pod prysznic. – Odpowiadam czując, że znowu
robi mi się gorąco.
- Jeszcze nie… - Szepta Nath i jego wargi muskają delikatnie
moje.
Wchodzimy do domu, a tam… Muzyka dudni, gwar, śmiechy,
radosne okrzyki i pijaństwo. Dopada mnie Kelsey i mocno się przytula. To już
oficjalne, mogę ją nazwać przyjaciółką. Mówi mi, że strasznie się martwiła, ale
zna Nathana i wiedziała, że on nie pozwoli mi odejść. Rozmawiamy chwilę, ale w
całym domu rozbrzmiewa właśnie „Teenage dream” Katy Perry i porywam Nathana do
tańca. Uwielbiam sposób w jaki on się porusza. Zarzucam mu ręce na szyję i czuje
jego dłonie na swoich biodrach.
- My heart stops, when you look at me. – Śpiewam razem z
Katy, zatracając się w zieleni jego oczu.
- Just one touch, now baby I believe this is real. –
Odpowiada Nathan i pochyla się, żeby mnie pocałować. I znów mam przy sobie cały
mój świat. Mam jego.
Piosenka się kończy i Nath ciągnie mnie do ogrodu. Po drodze
witam się z Jayem, bo on chyba nie przeżyłby, gdyby mnie nie uściskał. Jakby
tego było mało, Bird każe nam wypić po jednym kieliszku wódki, bo jest co oblewać.
Oczywiście nie odmawiamy mu. Więc Jay się rozkręca i wmusza w nas jeszcze po
jednym shotcie. On idzie pić dalej, a my przechodzimy przez drzwi balkonowe i
wychodzimy na taras. Mijamy Jowitę i Maxa, jednak oni wcale nas nie widzą. Moja
przyjaciółka stoi oparta o ścianę, a George namiętnie wpija się w jej usta. Kto
by pomyślał, że tak się w sobie zakochają. Uśmiecham się pod nosem i idę za
Nathanem, który prowadzi mnie w głąb ogrodu. W końcu się zatrzymuje i przyciąga
mnie do siebie. Smakuje jego pocałunków i jestem tak cholernie szczęśliwa.
- Myślałem, że umrę, kiedy się dowiedziałem, że odeszłaś. –
Mówi cicho Nath, gdy odrywamy się na moment do swoich ust.
- Przepraszam Cię, kochanie. Wystraszyłam się, że ktoś zrobi
Ci krzywdę. Chciałam Cię chronić.
- Jesteś…
Niesamowita. Każdego dnia dziękuję Bogu, że Cię mam. – Szepta Nathan, a
w moich oczach stają łzy. Zastanawiam się, czym sobie zasłużyłam na tak
cudownego faceta.
- Boję się o Ciebie.
- Nie bój
się, skarbie. Poradzimy sobie. Obiecuję Ci. Tylko nie zostawiaj mnie już
nigdy więcej.
- Nigdy więcej. – Mówię i moje usta na powrót sięgają jego
ciepłych warg.
xxx
Okej... To tyle... Jak wyszło? ;D