Max i Siva wracają od sąsiadów. I są nieźle wkurzeni. Nie
rozumieją, jak to możliwe, że nikt nic nie widział. Co prawda było już trochę
ciemno, ale nie tak, żeby nie dostrzec niczego. Sąsiedzi niby coś słyszeli, ale
nic z tego nie wynika. Siva twierdzi, że pewnie nie chcą się w to mieszać. No
cóż… Nie dziwię się im, ale liczyłam jednak na jakieś zainteresowanie z ich
strony. Tymczasem nikt nie wystawił nawet nosa za drzwi. Mam mętlik w głowie i
martwię się, bo wszystko zaczyna się komplikować. Tylko czy ktoś obiecywał mi,
że będzie łatwo?
- Nie wiem jak wy, ale ja i Nathan uważamy, że dziewczyny
powinny się do nas wprowadzić. – Odzywa się George, obejmując Jowitę.
- Nie no, chłopaki… - Zaczynam, ale Nathan nie daje mi
dokończyć.
- Nie ma nawet mowy, że zostaniecie tutaj same! To byłoby
dla was zbyt niebezpieczne. Nie sprzeciwiaj mi się, kochanie.
- Ale my nie chcemy wam się tak zwalać na głowę. – Odzywa
się Jowita, chociaż widzę po niej, że ten pomysł przypadł jej do gustu. W
sumie, to oni chyba mają rację. Tam będziemy czuły się spokojniej.
- Może faktycznie powinnyśmy tak zrobić… Nie macie nic
przeciwko? – Pytam resztę składu, a oni uśmiechają się szeroko w odpowiedzi.
- Tak i zrobimy imprezę! Dużo imprez! – Mówi Jay rozkoszując
się kolejnym polskim piwem.
- I pierogi! – Dodaje Tom, szczerząc się od ucha do ucha.
- Koniec gadania. Pakujcie walizki, dziewczyny. – Max klepie
Jowiśkę w tyłek i wygania ją do pokoju.
Jay obiecał imprezę,
to jest impreza. Dołączyła do nas także Kelsey. Jest sympatycznie i wesoło i
najważniejsze, że chociaż na chwilę mogę zapomnieć o tym, co nie daje mi
spokoju. Siva przytaszczył do salonu Twistera i zaczynamy grać. Śmiechu jest
przy tym tyle, że dosłownie boli mnie szczęka. Kończy się sok do drinków, więc
idę do kuchni. Przyłącza się do mnie Kels. Muszę przyznać, że strasznie fajna z
niej dziewczyna.
- Słyszałam od Toma o tych groźbach…
- Nie wiem, co myśleć. Ty chyba nie miałaś takich problemów,
Kelsey? – Pytam, otwierając lodówkę.
- Nie, chociaż było kilka niemiłych zdarzeń. Ale muszę Cię
uprzedzić, że w twoim przypadku może być gorzej.
- Nie strasz mnie… - Blednę, czując jak mój żołądek skręca
się z nerwów.
- Nie mówię tego, żeby Cię wystraszyć, kochana. – Uspokaja
mnie dziewczyna Toma, kładąc mi dłoń na ramieniu. – Chcę Cię tylko uświadomić,
że Nathan jest ulubieńcem fanek, a niektóre z nich są naprawdę stuknięte…
- Myślisz, że naprawdę to fanki Nathana rozbiły nam tą szybę
w mieszkaniu?
- Całkiem prawdopodobne. Ale nie martw się, będzie dobrze!
Jesteśmy z wami. – Kelsey się uśmiecha i aż mam ochotę ją przytulić.
- Dzięki… Jesteś
kochana! – Ściskam ją przelotnie i wracamy do salonu, gdzie zabawa trwa w
najlepsze.
Leżę w łóżku i czekam na Nathana, który jest właśnie pod
prysznicem. W tym wielkim domu wolnych pokoi jest pod dostatkiem, ale chyba
nikogo nie dziwi, że wprowadziłam się tymczasowo do czterech ścian swojego
chłopaka. Gapię się w sufit i staram nie myśleć o tym, co usłyszałam od Kels.
- Nathan, czy Ty robisz to specjalnie? – Mówię i oblewa mnie
fala gorąca, bo właśnie Sykes wchodzi do pokoju w samych bokserkach.
- Ale… Co?
- Nie udawaj. – Lustruję go z góry na dół i z powrotem.
- Skarbie… I kto to mówi? – Nathan się uśmiecha i chyba
muszę przyznać mu rację. Mam na sobie bowiem tylko majtki i podkoszulek. Kusimy
siebie nawzajem. I chyba wiem, co za chwilę z tego wyniknie.
- Skończ z tym gadaniem i chodź tutaj. – Zagryzam wargę
patrząc, jak zmierza w moją stronę.
- Jestem. – Mruczy Nath, pochylając się nade mną. Pachnie
żelem pod prysznic. Moje zmysły szaleją.
- Uhm…
- Mhm… - Nathan przyciska swoje ciało do mojego. Wstrząsa
mną przyjemny dreszcz. Pragnę go. Cholernie go pragnę!
- Nie drocz się ze mną, Sykes. – Szeptam, a on w odpowiedzi przywiera
ustami do mojej szyi. Doskonale wie, jak to na mnie działa.
- To Ty mnie prowokujesz, kochanie. – Usta Nathana wędrują
nieco niżej. Pali się we mnie płomień pożądania.
- Nie wydaje mi się… - I to ostatnie słowa, które
wypowiadam, zanim wargi chłopaka atakują moje.
Dotyk jego dłoni elektryzuje. Ciepło jego ust rozpala mnie
od środka. Bliskość jego ciała sprawia, że cała drżę. Nigdzie się nie
spieszymy. Mamy przecież tyle czasu. Splatamy palce naszych dłoni, zatracając
się w pocałunku. Nathan całuje mnie powoli, ale jednocześnie z pasją. Chcę znów
to poczuć. Chcę unieść się wysoko. Do naszego wspólnego nieba.
- Kochaj się ze mną. – Szeptam, pragnąc go całą sobą. A on
patrzy w moje oczy z czułością tak wielką, że rozpływam się pod jego
spojrzeniem. I znów dane jest mi poczuć smak jego ust.
Jesteśmy jednym pragnieniem. Jednym spełnieniem i biciem
serc. Jednym oddechem. W jego ramionach jestem bezpieczna. Czuję, że żyję. I
teraz już wiem, że kocham.
Kiedy się budzę, zauważam, że Nathana nie ma obok mnie.
Zegar wiszący na ścianie wskazuje na godzinę ósmą. Porywam z krzesła jakąś
koszulę chłopaka i zakładam ją na siebie. Jak myślę o tym, co wyprawialiśmy w
nocy, robi mi się gorąco. Niesamowite, jak bardzo jestem szczęśliwa. Żadne
słowa nie są w stanie tego opisać. Schodzę na dół, kierując swoje kroki prosto
do kuchni. A tam zastaję nie kogo innego, jak Nathana, na widok którego
przysłowiowe motyle uśpione w moim brzuchu, zrywają się do lotu. Nasze
spojrzenia się spotykają. I znowu jest tak, ze czas staje w miejscu, świat
przestaje istnieć i jesteśmy tylko my. Uśmiechy powoli wkradają się na nasze usta. Zagryzam lekko wargę, mając ochotę na gorące przywitanie z chłopakiem.
- Przepraszam bardzo, ale czuję się ignorowany! – To Jay
domaga się uwagi, sprowadzając mnie z obłoków na ziemię. Och, to on też tu jest?
Niechętnie przenoszę swój wzrok na niego i uśmiecham się szeroko.
- Cześć, Jaybird. – Podchodzę bliżej i czochram mu grzywę.
On natomiast mierzy mnie spojrzeniem, zatrzymując je na moich nogach. Ups.
- McGuiness, ja Ci się zaraz popatrzę! – Nathan rzuca
ścierką w przyjaciela, a ja wybucham śmiechem. – Kochanie, następnym razem włóż
na siebie moją jednoczęściową piżamę.
- Z byka spadłeś? Ada ma ukrywać takie boskie nogi? – Jay wyraźnie
ma ochotę podrażnić się z Nathanem, więc ja siadam i obserwuję to całe
przedstawienie.
- Spaść, to Ty możesz za chwilę z tego krzesła.
- Oh, Sykes. Już się boję. – Odpowiada Jay ze śmiechem i patrzy
na mnie. – Ada, słoneczko, masz cudowne nogi. I nie tylko.
- McGuiness! – Cierpliwość Nathana się kończy, zaczyna się
za to gonitwa po kuchni. Nie mogę przestać się śmiać. To takie urocze! Przez
dobrą chwilę chłopaki gonią się wokół stołu, ale w końcu Jay ucieka z
pomieszczenia i wtedy Nathan mnie dopada. - Nikomu Cię nie oddam.
- Ale ja nie chcę nikogo innego. Tylko Ciebie, skarbie.
- A tak w ogóle, to dzień dobry. – Mruczy Sykes i obdarowuje
mnie pocałunkiem. Tak, ten dzień na pewno będzie dobry.
Śniadanie jemy w komplecie. Siva opowiada jakieś zabawne
historie ze swojego życia i co chwilę muszę odkładać kubek, żeby się nie poparzyć
herbatą, bo targa mną ze śmiechu. Uwielbiam tych wariatów, a jednego w
szczególności. Patrzy teraz na mnie swoimi zielonymi tęczówkami i uśmiecha się
tak, że mam ochotę się na niego rzucić i całować go do utraty tchu.
- O, sorki. – Max sięga po swój telefon, który zaczyna
głośno wibrować na stole. – Muszę odebrać. To manager. Wybaczcie na moment. Zaraz
wracam, kochanie. – George całuje moją przyjaciółkę w czoło i wychodzi z
kuchni. Jaki on słodki! Nie muszę chyba mówić, że Jowita się rozpływa?
- A mnie kto pocałuje? – Odzywa się Jay, wymownie patrząc w
moją stronę.
- Jay, co ja Ci mówiłem? – Nathan grozi mu palcem, obejmując
mnie mocniej.
- Ja Cię cmoknę! – Woła Tom i zanim Jay zdąży zaprotestować,
Parker składa na jego policzku buziaka.
- Kels, co Ty na to? – Parskam śmiechem, a wraz ze mną
reszta ekipy. Zauważam, że do kuchni wraca Max. Jest tak uśmiechnięty, jakby
właśnie wygrał milion dolarów.
- Chłopaki, załatwione!
- Ale o co chodzi? – Jowita patrzy na Maxa marszcząc czoło.
Ja i Kelsey też nie wiemy, co jest grane.
- Więc… - Odzywa się Nathan, uśmiechając się od ucha do
ucha. – Za kilka dni lecimy na dwa tygodnie do Francji.
- Och… - Mrugam powiekami i jakoś tak mi smutno. Nie chcę
rozstawać się z Nathanem. Nie teraz.
- Tak, a wy lecicie z nami. – Odzywa się nagle Tom. Słucham?
- Jak to…? – Pyta Jowita, wytrzeszczając oczy.
- Chyba nie sądzicie, że zostawimy was tutaj same na
czternaście dni? – Odpowiada Max i skrada zszokowanej Jowicie całusa.
- Nathan…? – Odwracam się w stronę chłopaka, ale on kręci
głową.
- Prędzej umrę, niż zostawię Cię samą w Anglii.
Do moich oczu napływają łzy. Rzucam się chłopakowi na szyję
i mocno się do niego przytulam.
xxx
Coś kurde... No nie wiem? Miało być pikantnie a wyszło mi bardziej romantycznie, no ale może następnym razem ;D