poniedziałek, 29 kwietnia 2013

13. Ada, słoneczko, masz cudowne nogi



Max i Siva wracają od sąsiadów. I są nieźle wkurzeni. Nie rozumieją, jak to możliwe, że nikt nic nie widział. Co prawda było już trochę ciemno, ale nie tak, żeby nie dostrzec niczego. Sąsiedzi niby coś słyszeli, ale nic z tego nie wynika. Siva twierdzi, że pewnie nie chcą się w to mieszać. No cóż… Nie dziwię się im, ale liczyłam jednak na jakieś zainteresowanie z ich strony. Tymczasem nikt nie wystawił nawet nosa za drzwi. Mam mętlik w głowie i martwię się, bo wszystko zaczyna się komplikować. Tylko czy ktoś obiecywał mi, że będzie łatwo?
- Nie wiem jak wy, ale ja i Nathan uważamy, że dziewczyny powinny się do nas wprowadzić. – Odzywa się George, obejmując Jowitę.
- Nie no, chłopaki… - Zaczynam, ale Nathan nie daje mi dokończyć.
- Nie ma nawet mowy, że zostaniecie tutaj same! To byłoby dla was zbyt niebezpieczne. Nie sprzeciwiaj mi się, kochanie.
- Ale my nie chcemy wam się tak zwalać na głowę. – Odzywa się Jowita, chociaż widzę po niej, że ten pomysł przypadł jej do gustu. W sumie, to oni chyba mają rację. Tam będziemy czuły się spokojniej.
- Może faktycznie powinnyśmy tak zrobić… Nie macie nic przeciwko? – Pytam resztę składu, a oni uśmiechają się szeroko w odpowiedzi.
- Tak i zrobimy imprezę! Dużo imprez! – Mówi Jay rozkoszując się kolejnym polskim piwem.
- I pierogi! – Dodaje Tom, szczerząc się od ucha do ucha.
- Koniec gadania. Pakujcie walizki, dziewczyny. – Max klepie Jowiśkę w tyłek i wygania ją do pokoju.

 Jay obiecał imprezę, to jest impreza. Dołączyła do nas także Kelsey. Jest sympatycznie i wesoło i najważniejsze, że chociaż na chwilę mogę zapomnieć o tym, co nie daje mi spokoju. Siva przytaszczył do salonu Twistera i zaczynamy grać. Śmiechu jest przy tym tyle, że dosłownie boli mnie szczęka. Kończy się sok do drinków, więc idę do kuchni. Przyłącza się do mnie Kels. Muszę przyznać, że strasznie fajna z niej dziewczyna.
- Słyszałam od Toma o tych groźbach…
- Nie wiem, co myśleć. Ty chyba nie miałaś takich problemów, Kelsey? – Pytam, otwierając lodówkę.
- Nie, chociaż było kilka niemiłych zdarzeń. Ale muszę Cię uprzedzić, że w twoim przypadku może być gorzej.
- Nie strasz mnie… - Blednę, czując jak mój żołądek skręca się z nerwów.
- Nie mówię tego, żeby Cię wystraszyć, kochana. – Uspokaja mnie dziewczyna Toma, kładąc mi dłoń na ramieniu. – Chcę Cię tylko uświadomić, że Nathan jest ulubieńcem fanek, a niektóre z nich są naprawdę stuknięte…
- Myślisz, że naprawdę to fanki Nathana rozbiły nam tą szybę w mieszkaniu?
- Całkiem prawdopodobne. Ale nie martw się, będzie dobrze! Jesteśmy z wami. – Kelsey się uśmiecha i aż mam ochotę ją przytulić.
 - Dzięki… Jesteś kochana! – Ściskam ją przelotnie i wracamy do salonu, gdzie zabawa trwa w najlepsze.

Leżę w łóżku i czekam na Nathana, który jest właśnie pod prysznicem. W tym wielkim domu wolnych pokoi jest pod dostatkiem, ale chyba nikogo nie dziwi, że wprowadziłam się tymczasowo do czterech ścian swojego chłopaka. Gapię się w sufit i staram nie myśleć o tym, co usłyszałam od Kels.
- Nathan, czy Ty robisz to specjalnie? – Mówię i oblewa mnie fala gorąca, bo właśnie Sykes wchodzi do pokoju w samych bokserkach.
- Ale… Co?
- Nie udawaj. – Lustruję go z góry na dół i z powrotem.
- Skarbie… I kto to mówi? – Nathan się uśmiecha i chyba muszę przyznać mu rację. Mam na sobie bowiem tylko majtki i podkoszulek. Kusimy siebie nawzajem. I chyba wiem, co za chwilę z tego wyniknie.
- Skończ z tym gadaniem i chodź tutaj. – Zagryzam wargę patrząc, jak zmierza w moją stronę.
- Jestem. – Mruczy Nath, pochylając się nade mną. Pachnie żelem pod prysznic. Moje zmysły szaleją.
- Uhm…
- Mhm… - Nathan przyciska swoje ciało do mojego. Wstrząsa mną przyjemny dreszcz. Pragnę go. Cholernie go pragnę!
- Nie drocz się ze mną, Sykes. – Szeptam, a on w odpowiedzi przywiera ustami do mojej szyi. Doskonale wie, jak to na mnie działa.
- To Ty mnie prowokujesz, kochanie. – Usta Nathana wędrują nieco niżej. Pali się we mnie płomień pożądania.  
- Nie wydaje mi się… - I to ostatnie słowa, które wypowiadam, zanim wargi chłopaka atakują moje. 
Dotyk jego dłoni elektryzuje. Ciepło jego ust rozpala mnie od środka. Bliskość jego ciała sprawia, że cała drżę. Nigdzie się nie spieszymy. Mamy przecież tyle czasu. Splatamy palce naszych dłoni, zatracając się w pocałunku. Nathan całuje mnie powoli, ale jednocześnie z pasją. Chcę znów to poczuć. Chcę unieść się wysoko. Do naszego wspólnego nieba.
- Kochaj się ze mną. – Szeptam, pragnąc go całą sobą. A on patrzy w moje oczy z czułością tak wielką, że rozpływam się pod jego spojrzeniem. I znów dane jest mi poczuć smak jego ust.
Jesteśmy jednym pragnieniem. Jednym spełnieniem i biciem serc. Jednym oddechem. W jego ramionach jestem bezpieczna. Czuję, że żyję. I teraz już wiem, że kocham.

Kiedy się budzę, zauważam, że Nathana nie ma obok mnie. Zegar wiszący na ścianie wskazuje na godzinę ósmą. Porywam z krzesła jakąś koszulę chłopaka i zakładam ją na siebie. Jak myślę o tym, co wyprawialiśmy w nocy, robi mi się gorąco. Niesamowite, jak bardzo jestem szczęśliwa. Żadne słowa nie są w stanie tego opisać. Schodzę na dół, kierując swoje kroki prosto do kuchni. A tam zastaję nie kogo innego, jak Nathana, na widok którego przysłowiowe motyle uśpione w moim brzuchu, zrywają się do lotu. Nasze spojrzenia się spotykają. I znowu jest tak, ze czas staje w miejscu, świat przestaje istnieć i jesteśmy tylko my. Uśmiechy powoli wkradają się na nasze usta. Zagryzam lekko wargę, mając ochotę na gorące przywitanie z chłopakiem.
- Przepraszam bardzo, ale czuję się ignorowany! – To Jay domaga się uwagi, sprowadzając mnie z obłoków na ziemię. Och, to on też tu jest? Niechętnie przenoszę swój wzrok na niego i uśmiecham się szeroko.
- Cześć, Jaybird. – Podchodzę bliżej i czochram mu grzywę. On natomiast mierzy mnie spojrzeniem, zatrzymując je na moich nogach. Ups.
- McGuiness, ja Ci się zaraz popatrzę! – Nathan rzuca ścierką w przyjaciela, a ja wybucham śmiechem. – Kochanie, następnym razem włóż na siebie moją jednoczęściową piżamę.
- Z byka spadłeś? Ada ma ukrywać takie boskie nogi? – Jay wyraźnie ma ochotę podrażnić się z Nathanem, więc ja siadam i obserwuję to całe przedstawienie.
- Spaść, to Ty możesz za chwilę z tego krzesła.
- Oh, Sykes. Już się boję. – Odpowiada Jay ze śmiechem i patrzy na mnie. – Ada, słoneczko, masz cudowne nogi. I nie tylko.
- McGuiness! – Cierpliwość Nathana się kończy, zaczyna się za to gonitwa po kuchni. Nie mogę przestać się śmiać. To takie urocze! Przez dobrą chwilę chłopaki gonią się wokół stołu, ale w końcu Jay ucieka z pomieszczenia i wtedy Nathan mnie dopada. - Nikomu Cię nie oddam.
- Ale ja nie chcę nikogo innego. Tylko Ciebie, skarbie.
- A tak w ogóle, to dzień dobry. – Mruczy Sykes i obdarowuje mnie pocałunkiem. Tak, ten dzień na pewno będzie dobry.

Śniadanie jemy w komplecie. Siva opowiada jakieś zabawne historie ze swojego życia i co chwilę muszę odkładać kubek, żeby się nie poparzyć herbatą, bo targa mną ze śmiechu. Uwielbiam tych wariatów, a jednego w szczególności. Patrzy teraz na mnie swoimi zielonymi tęczówkami i uśmiecha się tak, że mam ochotę się na niego rzucić i całować go do utraty tchu.
- O, sorki. – Max sięga po swój telefon, który zaczyna głośno wibrować na stole. – Muszę odebrać. To manager. Wybaczcie na moment. Zaraz wracam, kochanie. – George całuje moją przyjaciółkę w czoło i wychodzi z kuchni. Jaki on słodki! Nie muszę chyba mówić, że Jowita się rozpływa?
- A mnie kto pocałuje? – Odzywa się Jay, wymownie patrząc w moją stronę.
- Jay, co ja Ci mówiłem? – Nathan grozi mu palcem, obejmując mnie mocniej.
- Ja Cię cmoknę! – Woła Tom i zanim Jay zdąży zaprotestować, Parker składa na jego policzku buziaka.
- Kels, co Ty na to? – Parskam śmiechem, a wraz ze mną reszta ekipy. Zauważam, że do kuchni wraca Max. Jest tak uśmiechnięty, jakby właśnie wygrał milion dolarów.
- Chłopaki, załatwione!
- Ale o co chodzi? – Jowita patrzy na Maxa marszcząc czoło. Ja i Kelsey też nie wiemy, co jest grane.
- Więc… - Odzywa się Nathan, uśmiechając się od ucha do ucha. – Za kilka dni lecimy na dwa tygodnie do Francji.
- Och… - Mrugam powiekami i jakoś tak mi smutno. Nie chcę rozstawać się z Nathanem. Nie teraz.
- Tak, a wy lecicie z nami. – Odzywa się nagle Tom. Słucham?
- Jak to…? – Pyta Jowita, wytrzeszczając oczy.
- Chyba nie sądzicie, że zostawimy was tutaj same na czternaście dni? – Odpowiada Max i skrada zszokowanej Jowicie całusa.
- Nathan…? – Odwracam się w stronę chłopaka, ale on kręci głową.
- Prędzej umrę, niż zostawię Cię samą w Anglii.
Do moich oczu napływają łzy. Rzucam się chłopakowi na szyję i mocno się do niego przytulam. 

xxx
Coś kurde... No nie wiem? Miało być pikantnie a wyszło mi bardziej romantycznie, no ale może następnym razem ;D 

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

12. I was made to keep your body warm



Staram się wstać tak, żeby nie obudzić Nathana. Jakimś cudem wyplątuję się z jego ramion, a on tylko przekręca się na drugi bok i mruczy coś przez sen. Niech sobie jeszcze trochę pośpi, bo w nocy nieźle się nagimnastykował… Na wspomnienie cudownych chwil, moje ciało pokrywa gęsia skórka ,a na usta wkrada się uśmiech. Jestem zakochana bardziej niż wczoraj, ale mniej niż jutro. Nie umiem znaleźć słów na to, jak bardzo jestem szczęśliwa. Mam ochotę na dużą kawę z mlekiem, dlatego wędruję do małej kuchni, uprzednio zakładając na siebie bluzę Nathana. Z kubkiem parującego napoju wychodzę na zewnątrz i siadam na ławce tuż przed naszym domkiem. Pogoda jest cudowna. Odzwierciedla mój nastrój i to, jak się w tej chwili czuję.
- Pssst! – Uśmiechnięta Jowita siada obok mnie. Też ma na sobie bluzę swojego faceta i też trzyma w dłoniach kawę. – Jak się spało?
- Hmm…
- Ej, co wy robiliście w nocy?
-  A jak myślisz? – Spoglądam na przyjaciółkę znacząco, nie mogąc powstrzymać uśmiechu.
- Nie!
- Tak. A wy, to niby co? Rączki na kołdrę? Jasne!
- My… - Jowita zagryza wargę i już wiem, że u nich też było gorąco. – Ada, kiedy on mnie dotyka, ja odlatuję. Płonę. Cała drżę. Nie wiem, co się ze mną dzieje!
- Zakochałaś się, Jowiśka. – Stwierdzam, popijając pyszną kawę. – Ja też się zakochałam.
- I przestaniesz mi w końcu ględzić, że jesteś niewystarczająco ładna, mądra i tak dalej?!
Uśmiecham się szeroko. Tak, w końcu uwierzyłam, że ja i Nathan możemy być razem. Mimo wszystko.

Kończę właśnie zmianę w kinie. Wciąż jeszcze żyję weekendem i bujam w obłokach, dlatego cieszę się, że mam już wolne i mogę bezkarnie wspominać ostatnie dni. Chłopcy mają dziś zapracowany dzień. Rano byli z wizytą w szpitalu dziecięcym, potem mieli jechać do studia, gdzie na pewno dalej są, bo nie mam żadnych wieści od Nathana. Jowita też skończyła właśnie pracę, więc umówiłyśmy się na zakupy. Miała po mnie przyjechać, dlatego idę na parking, gdzie przyjaciółka powinna już czekać. Mijają mnie dwie dziewczyny, które obrzucają mnie morderczym spojrzeniem. Marszczę brwi, bo nie bardzo rozumiem, o co chodzi. Nie zamierzam jednak się tego dowiadywać. Po prostu idę dalej i w tej samej chwili dostrzegam żółty wóz Jowity.
- To ta szmata! – Słyszę nagle za swoimi plecami. Że co?
- Mówiłaś do mnie? – Odwracam się do nich natychmiast, jednak nie uzyskuję żadnej odpowiedzi. Te dwie dziewczyny po prostu z szyderczymi uśmieszkami oddalają się w swoją stronę. Jestem wściekła. Może powinnam za nimi pójść i się z nimi rozprawić? Stwierdzam jednak, że szkoda mojego czasu na wygłupy takich gówniar.
- A co Ty taka zła? – Pyta mnie Jowita, gdy zasiadam obok niej w aucie.
- Przed chwilą miałam niemiły incydent. Jakaś dziewczyna nazwała mnie szmatą.
- Coooo? – Jowiśka zdejmuje z nosa okulary przeciwsłoneczne, przyglądając mi się ze zdziwieniem.
- Serio. Nie wiem, o co chodzi, ale jestem wkurzona, więc jedźmy już na te zakupy. To mi poprawi humor!

Rzeczywiście, pół godziny później zapominam o tym zdarzeniu i oddaję się przyjemnościom. Buszujemy z Jowitą po sklepach z ciuchami. Obie dostałyśmy ostatnio wypłaty, więc możemy pozwolić sobie na kilka nowych ubrań. Ja kupuję jak zwykle trampki, a do tego dżinsy, sukienkę, kilka koszulek, luźniejszych bluzek i trzy pary nowych kolczyków. Jowita za to obłowiła się w kilka fajnych kiecek. Oczywiście wszystko po to, żeby Max oszalał. Nie, żeby już nie wariował na jej punkcie. Wracamy do domu w wyśmienitych nastrojach, po drodze kupujemy jeszcze duże lody waniliowe. Jowita przekręca klucz w zamku i otwiera przed nami drzwi. To co zastajemy w środku mrozi nam krew w żyłach.

- Jezu… Dzwonię po Maxa. – Mówi Jowita, grzebiąc w torebce za telefonem. Minął kwadrans, a my wciąż jesteśmy roztrzęsione. To się dzieje naprawdę. Cała podłoga usłana jest odłamkami szkła z wybitej szyby. A na środku kuchni leży niemałych rozmiarów kamień, na którym ktoś napisał czarnym mazakiem „Zginiesz, suko”. Boże, chyba nie możemy już nazwać tego przypadkiem, jak poprzednio przy sytuacji z drzwiami. – Ada, chłopcy do nas przyjadą zaraz. Nathan, to w ogóle wyleciał ze studia z prędkością światła, kiedy Max mu powiedział, co się stało…
- Jowita, ja nie rozumiem…
- Chodź tu… Będzie dobrze. – Przyjaciółka przytula się do mnie i staramy się jakoś uspokoić w oczekiwaniu na chłopaków.

Kilkanaście minut później do naszego mieszkania wpadają chłopcy. Patrzą na to całe pobojowisko i są w szoku. Nathan doskakuje do mnie i przytula mnie tak mocno, że prawie miażdży mi żebra.
- Kochanie, nic Ci nie jest?
- Wszystko dobrze. Nath, udusisz mnie…
- Boże, tak się wystraszyłem. – Sykes odkleja się ode mnie i nasze spojrzenia się krzyżują. W jego zielonych tęczówkach widzę przejęcie i nagle zachciewa mi się płakać.
- Cholera jasna, nieźle ktoś ma w głowie powalone! – Odzywa się Jay, zgarniając butem rozbite szkło. – Chyba muszę się napić.
- Piwo jest w lodówce. – Mówi Jowita, wtulając się w Maxa. – Ada, myślę, że musimy im powiedzieć o drzwiach.
- O jakich drzwiach? – Pytają jednocześnie Siva i Tom.
- Ktoś nam farbą namalował słowo „SUKA”. – Odpowiadam cicho, naprawdę  mając ochotę się rozpłakać.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś?! Kochanie… - Sykes przyciąga mnie do siebie i już nie mogę powstrzymać łez. Co to wszystko ma znaczyć? – Nie płacz. Jestem przy Tobie.
- Kurde, to jakaś grubsza sprawa. – Mówi Tom, przez co cała się spinam.
- Nie wiem, czy to ma związek, ale jakaś dziewczyna zaczepiła dziś Adę na ulicy i nazwała ją szmatą. – Odzywa się Jowita. Zaczynam się zastanawiać, czy faktycznie przyjaciółka nie ma racji. Odrywam się od swojego chłopaka i zauważam, że cała piątka patrzy na siebie porozumiewawczo.
- O co chodzi? – Pytam, bo widzę, że coś świta im w głowach.
- Teraz wszystko układa się w całość…
- W całość? W jaką całość? Siva, co Ty mówisz?
- Fanki… - Mówi cicho Nathan.
- Jakie… Że co? – Nie dociera do mnie, o co chodzi, ale za chwilę zapala mi się lampka w głowie. Och, no tak…
- Chyba wszyscy musimy się napić. – Decyduje Jay i wyjmuje z lodówki więcej piwa.
- Najpierw, to ja dzwonię po kumpla. Trzeba wstawić nową szybę. – Mówi Tom i sięga po swój telefon.

Szyba wstawiona, piwo wypite. Siedzimy wszyscy w naszej maleńkiej kuchni. Staram się nie myśleć o tym wszystkim, ale kiepsko mi wychodzi. Chociaż dużo pomaga mi Jay, który opowiada jakieś sprośne kawały. No i Nathan, który odkąd do nas przyszli, nie wypuszcza mnie z ramion. Musimy porozmawiać na osobności. Wstaję więc i ciągnę chłopaka do pokoju, przymykając drzwi.
- I co teraz będzie, kochanie? – Pytam, zarzucając mu ręce na szyję. Znowu chce mi się płakać.
- Poradzimy sobie.
- Zostawisz mnie…?
- Nie! A Ty mnie chcesz zostawić? – Szepta Nath, przybliżając swoje usta do moich warg.
- Nie potrafiłabym…
- A myślisz, że ja umiałbym teraz żyć bez Ciebie?
-  Ale co, jeśli dla dobra zespołu, będziemy musieli się rozstać?
- Nic takiego się nie stanie. Nie pozwolę na to. Za bardzo mi na Tobie zależy. – Mówi Nathan, a w moich oczach stają łzy. Boję się tego, co może się stać.
- Jestem tylko twoja… Skradłeś mi serce, złodzieju. – Uśmiecham się, przeczesując dłonią jego włosy.
- Moja, moja, moja. – Odpowiada Sykes, całując mnie czule.
Mam przeczucie, że już niedługo przyjdzie nam się zmierzyć z czymś trudnym. Czuję, że czeka nas próba uczucia.

xxx

Ekhm. I jak? Co do pikantnych szczegółow, to obiecuję, że takowe tutaj zawitają, skoro chcecie! ;D

piątek, 19 kwietnia 2013

11. My universe will never be the same



- Zobacz tylko, jaki on ma boski tyłek. – Zgaduje do mnie Jowita, wskazując palcem na Maxa, który zarzuca właśnie wędki wraz z Nathanem po drugiej stronie jachtu.
- Bardzo przepraszam, ale nie obchodzi mnie jego tyłek. Interesuje mnie za to tyłek tej chudziny obok. – Spoglądam na przyjaciółkę i wybuchamy śmiechem.
- Co wam tak wesoło? – Woła do nas George, odwracając się w naszą stronę.
- Tajemnica. – Odpowiada Jowita i wyjmuje z torby olejek do opalania. – A tak w ogóle, to zamiast rybami,  wy powinniście się zająć nami.
- Kochanie, umiem połączyć przyjemne z pożytecznym.
- Ciekawe?
- Co, nie wierzymy? – Max zmierza w naszą stronę z uwodzicielskim uśmiechem. Sądzę, że to pora na to, żeby ich zostawić i udać się do mojego Nathana.
- Lubisz łowić ryby? – Pytam, stając obok chłopaka.
- Dużo bardziej lubię Ciebie.
- Och, czuję się wyróżniona. –Śmieję się i zerkam na Jowitę i Maxa, bo coś umilkli. Ach, no tak. Umilkli, bo jak właśnie widzę, całują się w najlepsze. – Może pójdziemy w ich ślady? – Szeptam do mojego chłopaka i w sekundę później czuję jego miękkie wargi na swoich ustach.

- Ryba! Ryba mi bierze! – To Max oznajmia całemu świata, bo tak głośno wrzeszczy, że właśnie ma branie. Słyszą go chyba w samych Stanach.
- Jak się tak będziesz darł, to ucieknie! – Jowita ma niezły ubaw ze swojego faceta, zresztą ja i Nathan też.
- Człowieku, co ja Ci mówiłem? Trzymaj to, bo się zerwie! – Nath, jako wprawny wędkarz podchodzi do przyjaciela i pomaga mu w wyłowieniu zdobyczy.
- Mam nadzieję, że ją wypuścisz? – Zagaduje Jowita, na co Max obrzuca ją rozbawionym spojrzeniem.
- Nie bardzo. Przecież musimy coś mieć na kolację.
- Ty potworze! – Moja przyjaciółka udaje oburzenie, a ja duszę się ze śmiechu. Mówiłam, że będzie zabawnie?
- Nie gap się teraz na swoją kobietę, tylko zajmij się rybą! – Nathan beszta Maxa, przez co ja i Jowita nie możemy powstrzymać śmiechu.
- Fajnie, jestem mniej ważna od jakiejś tam ryby!
- Kochanie, wynagrodzę Ci to wieczorem! – George składa Jowicie obietnicę, posyłając jej przy tym buziaka. Oj, będzie się działo.

Jest cudownie. Wieczór jest przepiękny. Spoglądam w niebo i widzę tysiące gwiazd. Było zabawnie, teraz pora na romantyzm. Siedzimy we czwórkę przy ognisku i pałaszujemy ryby, które złowili dziś chłopcy. Popijamy przy tym piwo, a Max, jak się okazało, zabrał ze sobą gitarę, więc zaraz po kolacji będziemy śpiewali. Czuję się… Zakochana. Zakochana po czubek głowy. Upijam kolejny łyk piwa i zerkam na Nathana. Czy wspominałam już, że uwielbiam jego uśmiech? Jego cudowne oczy? Jego pełne usta? Całego go uwielbiam. Siedzę tak i wpatruję się w niego przez dłuższą chwilę. Tak, zdecydowanie mogłabym się tak gapić do rana. Nath wyłapuje moje spojrzenie. Odkłada butelką z piwem i rozkłada swoje ramiona w moją stronę. O, tak. Tego mi teraz trzeba.
- Chodź tu, skarbie. – Przyciąga mnie do siebie i tonę w jego uścisku.
- Mmm…
- Co tak mruczysz?
- Dobrze mi z Tobą. – Odpowiadam, przyciskając nos do jego szyi. Te perfumy… Zaraz oszaleję i nie wiem, czy kręci mi się w głowie od piwa, czy od samej obecności Nathana.
- Mnie z Tobą lepiej. – Mówi Nath i chociaż go nie widzę, wiem, że się uśmiecha.
-  Mój. Jesteś mój, prawda?
- Tylko twój. – Szepta, a ja nie mogąc się już powstrzymać sięgam jego ust.
- Ej, zakochani państwo Sykes… Śpiewacie z nami? – Niechętnie odrywam się od Nathana i spoglądam na Maxa, który trzyma już gitarę.
- Jasne, że tak! – Jowita odpowiada za naszą dwójkę, ale nie sposób się z nią nie zgodzić.
- Dobra, to lecimy. – Max uśmiecha się od ucha do ucha i zaczyna grać. Po pierwszych dźwiękach rozpoznaję, ze to „Glad you came”.  

The sun goes down
The stars come out
And all that counts
Is here and now
My universe will never be the same
I'm glad you came

Śpiewam i zdaję sobie sprawę, że jest tak, jak w słowach piosenki. Nic nie będzie już takie, jak przedtem, odkąd poznałam Nathana. On wywrócił moje życie do góry nogami. Nigdy nie czułam się tak, jak teraz. Mam ochotę wrzeszczeć i skakać ze szczęścia! Z każdą minutą zakochuje się w tym chłopaku coraz mocniej. Teraz już wiem, że wcześniej moje życie było pozbawione sensu.

Ognisko dogasa. Zrobiło się trochę chłodno, więc Nath oddaje mi swoją bluzę. Pachnie tak pięknie. Pachnie nim. Zakładam ją i przytulam się do chłopaka. Jowita i Max w ogóle w nosie mają, że wszystko widzimy i całują się namiętnie. A niech się całują! Chociaż podejrzewam, że na tym się u nich dzisiaj nie skończy. Widać to w ich oczach. Parskam cicho śmiechem i zerkam na Nathana. Bez słów się rozumiemy. Sykes wstaje i bierze mnie za rękę. Idziemy do siebie, niech tych dwoje ma trochę prywatności.
W domku ściągam bluzę Nathana i kładę ją na oparciu krzesła. Słyszę, że Sykes zamyka drzwi na klucz. Trochę jeszcze kręci mi się w głowie, ale bardziej z radości. Jedynym źródłem światła w pomieszczeniu jest mała lampka usytuowana tuż nad drzwiami. Stajemy naprzeciwko siebie i patrzymy sobie w oczy. Boże, jak on na mnie działa. Między nami iskrzy tak, że to prawie namacalne.
- Czujesz to? – Pyta szeptem Nath, robiąc krok w moją stronę.
- Tak…
- Ada... Oh, kochanie. – Sykes w sekundzie wpija się w moje usta. Kolana się pode mną uginają. Mój Boże, jak on całuje. Mogłabym nic innego w życiu nie robić, jak tylko się z nim całować.
- Nath… - Mruczę, gdy on popycha mnie delikatnie na łóżko i przygniata swoim ciałem. – Ja przez Ciebie zwariuję…
- A ja oszaleję przez Ciebie, skarbie. – Ciepłe wargi Nathana muskają moją szyję. Cała drżę. To niesamowite.
- Mhm… - Zaczyna robić się coraz goręcej. Czuję, że za chwilę nie będziemy w stanie się powstrzymać. Zdejmuje z niego koszulkę i znów przywieram wargami do jego ust. Cała płonę od środka. Na moment odrywamy się od siebie, żeby zaczerpnąć powietrza. Nasze spojrzenia się krzyżują. – Nathan, ja… - Urywam w pół zdania, dotykając opuszkami palców jego twarzy.
- Kochanie, mnie nie na tym zależy. To Ty jesteś dla mnie najważniejsza.
- Ale ja Cię pragnę. Tu i teraz. 

Tej nocy lecimy razem wysoko. 

xxx

przegięłam pałę...? 

jeju, moje Maleństwo kochane... get well soon baby Nath <3
KOCHAM WAS <3