piątek, 31 maja 2013

17. I want you to stay



Chłopcy wyszli właśnie z hotelu. Mają dziś dosyć napięty grafik. Kilka wywiadów, nagranie w programie i jakiś występ. Za chwilę mają do mnie wpaść Jowita i Kels, bo to już taka nasza mała tradycja, że pijemy kawę na tarasie. Nie może się też obyć bez ciasta czekoladowego. Siadam z laptopem przy stoliku i obserwuję panoramę Paryża. Jest pięknie, słonecznie i ciepło. Jestem szczęśliwa, zakochana. Niczego więcej mi nie trzeba. No, może oprócz dobrej kawy, ale na to jeszcze muszę chwilę poczekać. Zanim zjawią się dziewczyny mam moment, żeby sprawdzić pocztę i facebooka. Nie logowałam się tam od czasu wyjazdu, ale nie mogę przecież chować głowy w piasek i zerwać kontaktu ze znajomymi dlatego, że ktoś wysyła mi pogróżki.  Wchodzę w skrzynkę odbiorczą i wstrzymuję oddech. Nie wiedzieć dlaczego, nagle na ekranie laptopa zaczynają pojawiać się jakieś makabryczne zdjęcia. Krew, rozszarpane ludzkie zwłoki, pourywane kończyny. Zdjęcia otwierają się jedno za drugim, a ja nie potrafię tego zatrzymać. Łzy napływają do moich oczu. Drżącymi rękami staram się cokolwiek zrobić, ale nie mogę zrobić nic. Odwracam w końcu spojrzenie i szlochając zamykam klapę laptopa niemal go przy tym uszkadzając. W tej chwili jest mi wszystko jedno. Uciekam z tarasu i rzucam się na łóżko. Nie potrafię się uspokoić. Nie mogę przestać płakać. Nie mogę pozbyć się z głowy widoku tych okropnych zdjęć. Na niektórych było napisane, że właśnie to czeka Nathana, jeśli go natychmiast nie zostawię. Może powinnam spakować się w tej chwili i wyjechać do Polski? Wciąż zanosząc się od płaczu wstaję i biegnę do swojej walizki. Otwieram ją i wrzucam do niej co popadnie. Moje kosmetyki, moje ciuchy, buty. Nie jestem w stanie się opanować. Cała się trzęsę. Tak bardzo się boję, że jeśli wciąż będę z Nathanem, stanie mu się coś złego. Kocham go, chcę, żeby był bezpieczny. Muszę go opuścić. Muszę wrócić do Anglii. Może nawet do Polski? Łzy nadal płyną po mojej twarzy, kiedy biegnę do łazienki, żeby zabrać resztę swoich rzeczy. Muszę się dostać na lotnisko. Muszę po prostu zniknąć.
- Ada, co Ty wyprawiasz?! – Odwracam się szybko i widzę Jowitę I Kelsey, które patrzą na mnie zszokowane. – Jezu, co się stało?! – Pyta znowu Jowita, a ja nie mogę wydobyć z siebie ani słowa. – Ada?! Ada, co się stało?!
- Ja muszę… - Zaczynam, ale nie jestem w stanie powiedzieć więcej. Zginam się w pół i płacz targa mną na wszystkie strony.
- Ada, słońce. Chodź tutaj! – Kelsey podchodzi do mnie z Jowitą. Prowadzą mnie do pokoju i każą mi usiąść na łóżku. – Kochana, co się dzieje? Dlaczego się pakujesz? – Mówi Kels spokojnym tonem.
- Facebook… Ja… Dostałam… - Staram się powiedzieć, ale od ciągłego płaczu nie mogę złapać tchu. Jowita pędzi na taras i widzę, że sięga po mojego laptopa. Na wspomnienie tych przerażających zdjęć znów zaczynam płakać. Kels daje sygnał mojej przyjaciółce, żeby została tam, gdzie jest i popycha mnie na łóżko.
- Połóż się, Ada. Zrobię Ci drinka. To Ci pomoże. – Kels idzie do małego barku i tworzy dla mnie jakąś miksturę. Podaje mi szklaneczkę i słyszę, że Jowita woła ją do siebie. Kiedy obie wracają są prawie tak samo przerażone, jak ja.
- Jasna dupa. - Odzywa się moja przyjaciółka, łapiąc się za głowę. – Dzwonić po chłopaków?
- Nie! – Nieco przytomnieję, upijając kolejny łyk alkoholu.
- Co Ty chciałaś zrobić, co?
- Kels, ja muszę go zostawić, ja muszę…
- Ada! – Beszta mnie Jowita, łapiąc za rękę. – Jak możesz tak w ogóle myśleć?
- A co mam myśleć?! – Znów zbiera mi się na płacz, chociaż przed sekundą się trochę uspokoiłam. – Widziałyście te obrzydliwe zdjęcia…
- To tylko zdjęcia.
- Może dla Ciebie! – Odpowiadam przyjaciółce chyba trochę za ostro. – Przepraszam… - Mówię po chwili, widząc, że sprawiłam jej tym przykrość.
- Rozumiemy, że jesteś zdenerwowana, ale nie możesz dać się zastraszyć.
- O, tak. Kelsey ma rację. Nic złego się nie stanie. Chłopaki mają wszystko pod kontrolą.
- A jeśli nie? Jeśli Nathan…
- Nie kończ! – Jowita mi przerywa. – Proszę, uspokój się, dobrze? – Przyjaciółka siada obok mnie, a Kels z drugiej strony. – Jesteśmy w Paryżu, cieszmy się tym.
Łatwo powiedzieć, gorzej wykonać. Dziewczyny zagadują mnie na różne sposoby, ale ja wciąż mam przed oczami te paskudne zdjęcia. Na samą myśl robi mi się niedobrze. Sączę kawę, ale na ciasto nie mam ochoty. Rozmawiamy bardzo długo. Jestem wdzięczna Jowicie i Kels, że starają się odciągnąć moje myśli od tego dramatycznego tematu.


Budzę się zamknięta w ramionach Nathana. Spałam? Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam zmęczona tym długim płaczem I nerwami. Odwracam się twarzą do niego. Nic nie mówi, patrzy tylko na mnie z czułością tak wielką, że znów łzy napływają do moich oczu. Jak długo przy mnie czuwał? Domyślam się, że dziewczyny wszystko mu przekazały. Przytulam się do niego mocno, ciesząc się, że jest tutaj ze mną cały i zdrowy. Umarłabym, gdyby jemu się coś stało. I to z mojej winy.
- Widziałeś… - Szeptam odsuwając się trochę, żeby móc spojrzeć w jego oczy.
- Tak. – Odpowiada, gładząc opuszkami palców mój policzek. – Chciałaś odejść? – Pyta nagle po dłuższej chwili, z bólem w głosie. – Chciałaś mnie zostawić?
- Tak… Ale chciałam zrobić to dla Ciebie, nie dla siebie. Dla Ciebie, żebyś był bezpieczny.
- Kochanie… - Nath przybliża swoją twarz do mojej i dostrzegam, że w jego oczach zbierają się łzy. – Proszę, nie odchodź ode mnie. Proszę…
Nic nie mówię. Po prostu wpijam się zachłannie w jego usta. Całujemy się tak, jakby zaraz miał się skończyć świat. Żarliwie, wręcz rozpaczliwie, aż brakuje nam tchu, między kolejnymi pocałunkami wyznając sobie miłość. Gdy przerywamy, żeby zaczerpnąć powietrza, rozlega się głośnie pukanie do drzwi. Uśmiechamy się do siebie i wstajemy. W tej samej chwili do pokoju wtaczają się nasi przyjaciele.
- Cześć, ludzie. Wiemy, że może chcecie być sami, ale właściwie mamy to w dupie i przyszliśmy oglądać z wami filmy. – Odzywa się Jay i wybuchamy śmiechem.
Tak oto wszyscy rozsiadają się na naszym wielkim łóżku. Wiem, że przyszli tutaj, żeby nas wesprzeć. I za to ich uwielbiam. Bo właśnie tego mnie i Nathanowi teraz trzeba. 

Zostały dwa dni do powrotu do domu. Chłopcy chcieli zrobić nam niespodziankę i jak się okazuje, nie mają już żadnych zobowiązań zawodowych, dlatego plan jest taki, że mamy trochę pozwiedzać. Jestem z tego powodu bardzo zadowolona, bo w Paryżu jest mnóstwo miejsc, które zawsze chciałam zobaczyć. Szykujemy się z Nathanem do wyjścia, bo za kilka minut mamy być na dole. Obowiązkowo zabieram do torby aparat, bo chcę mieć dużo zdjęć.
Rozpoczynamy standardowo, czyli od wizytówki Paryża, którą jest Wieża Eiffela. Całą bandą wjeżdżamy na górę. Obserwuję Jowiśkę i Maxa, którzy uśmiechają się do siebie, patrząc sobie głęboko w oczy. Pewnie wspominają swoją romantyczną kolację. Miło na nich patrzeć, ale wolę teraz inny widok. Odwracam głowę i spoglądam w zielone tęczówki Nathana. Widzę w nich miłość, troskę i czułość. Nie potrzeba tutaj słów. Wystarczy jego spojrzenie i wiem, że on kocha mnie tak bardzo, jak ja kocham jego. Uśmiechamy się do siebie, bo kątem oka widzę, że Kels robi nam zdjęcia. Staję na palcach i skradam Nathanowi całusa mając nadzieję, że Kelsey uwieczniła to na fotografii.
- Jestem panem świata! – Wrzeszczy Jay, rozkładając ręce, gdy stajemy w końcu wszyscy przy barierkach.
- Idioto, to ja jestem panem świata! – Tom też rozpościera ramiona, zarażając wszystkich śmiechem.
- Chciałbyś! – Mówi Jay, grzebiąc w plecaku. – Gdzie jest moje polskie piwo?
- Wiecie co? Musimy tutaj wrócić wieczorem. – Propnuje Kels, a ja przyznaję jej rację. W nocy wieża jest cudownie oświetlona.
- Wow, co za widok. – Biorę od niej aparat i staram się jak najlepiej uwiecznić panoramę Paryża.
- Zrobimy sobie zdjęcie, kochanie? – Pyta Nath, gładząc mnie po plecach.
- Z Tobą? Zawsze. – Podaję mu aparat I przytulam się do niego. – Nie ma to, jak fotka z ręki. – Wybucham śmiechem, kiedy spoglądamy na ekran, żeby zobaczyć efekt.
- Epicko. – Stwierdza Sykes, uśmiechając się tak, że kolana się pode mną uginają.
- Nathan, przestań, bo za chwilę zwariuję. – Mruczę, czując, jak mój żołądek robi fikołki.
- Wiem, co sobie tam myślisz. – Nath zagląda mi w oczy i czyta ze mnie, jak z otwartej książki. Co ja poradzę na to, że przez niego i jego perfekcję mam grzeszne myśli? Najchętniej bym z nim teraz…
- Ada, chcę mieć z Tobą foteczkę! – Zjawia się Jay i bezczelnie odciąga mnie od Nathana, który stara się bardzo, żeby się nie zdenerwować. – No, dajże pyska, mała! – Mówi i składa na moim policzku soczystego buziaka. Śmieję się jak wariatka i chociaż widzę, że Nath jest wściekły, robi nam zdjęcie. Będzie fajna pamiątka.
- Dobra, już dobra. Chodź tu, bracie. – Jay wyciąga ramiona w stronę Nathana i widzę, że mój chłopak został właśnie udobruchany. 

Nasza wyprawa do Paryża, to już przeszłość. Od dwóch dni jesteśmy w domu. Nathan uznał, że powinnam mieć ochronę, więc Ted stał się teraz moim nieodłącznym towarzyszem. Czuję się trochę jak w jakimś filmie, albo książce. Do tej pory byłam zwykłą dziewczyną z Polski, a teraz doszło do tego, że mam swojego ochroniarza. Moje życie wywróciło się do góry nogami i stanęł na głowie. Może i nie byłam na to wszystko gotowa, ale dla takiej miłości warto się poświęcić. Nie poddam się. Nie zrezygnuję z Nathana. Zbyt mocno mi zależy, za bardzo go kocham. 

xxx
 
Mieszam i mieszać będę dalej! 

poniedziałek, 27 maja 2013

16. Pocałuj mnie. Po francusku.



Dopiero świta. Leżę obok Nathana i po prostu patrzę, jak śpi. Nie mogę uwierzyć we własne szczęście. I nie chodzi o to, że Nath jest sławny, że jest gwiazdą, że ma pieniądze. To nie ma znaczenia. Ja nie mogę pojąć, że ktoś tak cudowny jak on mnie kocha. Właśnie mnie. Wystarczy jedno jego spojrzenie, a ja unoszę się nad ziemią. Przeżywam coś tak pięknego, że ciężko opisać mi to słowami. Dopiero przy nim czuję, że żyję. Dopiero z nim wiem, że mogę wszystko. Że razem, możemy sięgnąć nieba. Że nasza miłość jest silniejsza niż skała i że nic nas nie powstrzyma. Zdałam sobie sprawę, że wcześniej nigdy nikogo nie kochałam tak naprawdę. Aż do teraz.
Myślami wracam do dnia, w którym się poznaliśmy. Uśmiecham się wspominając tą niedorzeczną sytuację, kiedy Sykes wpakował mi się do samochodu na środku skrzyżowania. Od początku między nami iskrzyło, tylko ja udawałam przed sobą, że wcale tak nie jest. Bałam się, sądziłam, że może mi się tylko wydaje i że jestem… niewystarczająca. Dziś już tak nie myślę. Oddałam mu swoje serce, oddałam mu całą siebie. Oddałam wszystko, co mam. Uśmiecham się lekko, bo Nathan powoli otwiera oczy.
- Uwielbiam budzić się przy Tobie. – Mówi zaspanym głosem i w sekundzie moje ciało pokrywa gęsia skórka. Jak on to robi?
- Mógłbyś się do tego przyzwyczaić? – Przysuwam się bliżej, delikatnie muskając jego ciepłe usta.
- Żartujesz? Ja już się uzależniłem. – Szepta Nath, patrząc mi w oczy. – Dzień dobry, kochanie.
- Dzień dobry, panie Sykes. – Mruczę i po chwili zostaję obsypana pocałunkami.
- Wiesz co? Chcę, żebyś w końcu poznała moją rodzinę. Najwyższa pora. – Mówi nagle Nathan, czym sprawia, że moje wnętrzności się skręcają. Co…?
- Eee…
- Moja siostra bardzo chcę Cię w końcu zobaczyć. Nie wspominając o mamie. – Śmieje się Nath, widząc moją minę. – Nie bój się, oni nie gryzą.
- No co Ty, ja nie… - Zaczynam, ale on zamyka mi usta pocałunkiem. Ach, ten  Sykes.
- Wrócimy do Anglii i zabieram Cię do mojego domu. – Oznajmia i nie mam nic do gadania. Chcę poznać jego rodzinę, ale to nie zmienia faktu, że się zdenerwowałam. Co, jeśli źle wypadnę? Tak, to ja i mój wieczny pesymizm.
- Powiedzmy, że się zgadzam. – Uśmiecham się, całując go w lekko zarośnięty policzek. – Pora wstawać, prawda?
- Co? Jakie wstawać, chodź tutaj.- Nathan ciągnie mnie z powrotem na łóżko i przygniata swoim ciałem. Jego usta wędrują wzdłuż mojej szyi, zostawiając na niej mokre ślady…

Szlag by to trafił. Odnoszę wrażenie, że mam wypisane na twarzy, iż ledwo godzinę temu ja i Sykes rozrabialiśmy w łóżku. Jesteśmy na wspólnym śniadaniu w hotelowej restauracji i Jay dziwnie mi się przygląda. Czy to aż tak widać, czy po prostu on zna się na rzeczy? Chce mi się śmiać ale jednocześnie trochę mi niezręcznie. Staram się na niego nie patrzeć, ale on nie daje za wygraną. W końcu uśmiech sam wkrada się na moje usta. Bird natomiast mruga do mnie porozumiewawczo. Aż dziw, że Nathan jest zajęty swoim śniadaniem i wcale nie reaguje na to, że Jay zachowuje się jak… Jay. Spoglądam na Jowitę. Moja przyjaciółka i Max to przykład pary idealnej, bez dwóch zdań. On wpatrzony w nią jak w obrazek, a ona rozpromieniona szczęściem, zakochana po uszy. Przypominam sobie chwile, kiedy to Jowiśka jeszcze bujała się z Tomem. Nie, to nie było to. Parker jest stworzony dla Kelsey. Czy mówiłam już, że uwielbiam tą dziewczynę? Uśmiecha się teraz do mnie z drugiego końca stolika. Odpowiadam jej tym samym. Myślę, że Kels pretenduje do tego, żeby zostać moją drugą najlepszą przyjaciółką. Przenoszę swoje spojrzenie na siedzącego obok mnie Sivę. Zajada się właśnie rogalikiem z czekoladą i miesza łyżeczką w filiżance z kawą. Mam ogromną nadzieję, że i on spotka niedługo kogoś wyjątkowego. Właściwie, to mam przeczucie, że to stanie się bardzo szybko. Seev jest taki słodki i kochany! Zasługuje na szczęście. Resztę ekipy też uwielbiam. BigKev, Ted i reszta składu, to tacy pozytywnie nakręceni ludzie. Zawsze uśmiechnięci, zawsze chętni do rozmowy, otwarci i wyluzowani. Wzdycham cicho i kładę głowę na ramieniu Nathana, który właśnie skończył jeść. Czuję się z nimi wszystkimi naprawdę dobrze. Można powiedzieć, że jesteśmy jak rodzina. Nie chciałabym być teraz nigdzie indziej, jak z nimi.

Jak się dowiedziałam, wieczorem mamy imprezę. Okazja jest taka, że jutro w Anglii odbędzie się premiera klipu do „Lie to me”. Wcześniej widzieliśmy tylko wersję roboczą, ale dziś po raz pierwszy zobaczymy teledysk w całości. Czuję się naprawdę podekscytowana. Nathan jest właśnie pod prysznicem, ja suszę włosy i dumam, w co by się tutaj ubrać. Zgodnie z sugestią Kels decyduję się w końcu na cytrynową, rozkloszowaną sukienkę. Włosy lekko zakręcam na lokówce, robię stonowany makijaż i w zasadzie mogę już wkładać sukienkę. Muszę jednak czekać na Nathana, żeby zasunął mi zamek na plecach. Staję przed dużym lustrem i czynię jeszcze ostatnie poprawki w makijażu. Akurat Sykes wychodzi z łazienki. Jak zwykle, w samych bokserkach. Obserwuję w lustrzanym odbiciu, jak wyciera włosy w ręcznik, który po chwili rzuca na łóżku i przenosi swoje spojrzenie na mnie. Czy w tym pokoju zrobiło się nagle za gorąco, czy tylko mi się wydaje? Nath wciąż patrzy mi w oczy i powoli zmierza w moją stronę. Jak to możliwe, że nawet sposób, w jaki on się porusza, doprowadza mnie do szaleństwa?
- Zasuniesz? – Odgarniam włosy, kiedy staje przy mnie i otula nas mgiełka orzeźwiającego zapachu.
- Mhm… - Mruczy i zamiast zasunąć ten zamek, on obejmuje mnie w talii, przyciągając do siebie i składa pocałunek na moim ramieniu. Jeden, drugi, trzeci…
- Nathan… - Przymykam powieki, poddając się jego pieszczotom. Po chwili odwraca mnie twarzą do siebie. Wplata dłoń w moje włosy i z czułością spogląda na mnie błyszczącymi tęczówkami. Jego usta odnajdują moje.
- Kocham. Bardzo. – Szepta wprost w moje wargi. I znów unoszę się do chmur.

Spotykamy się wszyscy na dole, w hotelowym lobby. Kels wygląda cudownie, Jowita wręcz bosko. George co chwilę robi do niej maślane oczy. Widać, że poza Jowitą świata nie widzi, bo nie może oderwać od niej spojrzenia. Siva coś do niego mówi, ale on chyba nawet go nie słucha. Gapi się na moją przyjaciółkę, która właśnie rozmawia z Tomem i Kelsey. Zjawia się Jay. Od razu startuje w naszą stronę. Nathan przewraca oczami, a ja śmieję się pod nosem.
- Cześć! – Bird ma ochotę się do mnie przytulić, ale Nathan obejmuje mnie od tyłu i przytula się do moich pleców. Jednak to nie stanowi dla tego człowieka żadnej przeszkody.
- Jay, udusisz mnie! – Mówię, uwięziona między nimi dwoma.
- McGuiness, doigrasz się! – Nath się irytuje, no a mnie znów chce się z tego powodu śmiać.
- Co tam, zakochańce? – Bird odgarnia niesforne loki z czoła i świdruje mnie spojrzeniem.
- W porządku. U Ciebie? – Pytam, bo jak widzę Nathan nie ma ochoty na konwersację. Nadal mocno wtula się w moje plecy.
- Bywało lepiej.
- Chodźcie, jest już transport! – Woła do nas Kevin i zmierzamy za nim do wyjścia.
- Ada? – Zagaduje mnie Jay, idący obok mnie.
- Hm?
- Pocałuj mnie. Po francusku.
- Jay, dobrze wiesz, że tego nie zrobię. – Odpowiadam szybko, zanim Nathan zdąży soczyście zakląć. Bardzo chciałabym się roześmiać, ale próbuję zachować powagę.
- Cóż, zawsze warto próbować. – Jay wzrusza ramionami i wyprzedza nas z uśmiechem.
- Co za wariat. – Teraz już nie mogę się powstrzymać i rechotam jak głupia. Jednak widzę, że Nathanowi nie jest do śmiechu. – Sykes, kocham tylko Ciebie, jasne? – Mówię, zatrzymując się i przyciągając go do siebie. – Tylko Ciebie. – Całuje go i w końcu się uśmiecha. Wychodzimy przed hotel, gdzie na chłopaków znów czeka grupa fanów.

Klub w którym jesteśmy został wynajęty na dzisiejszą noc tylko dla nas. Okazuje się, że do Paryża przyleciała też ekipa z planu teledysku. Co za niespodzianka! Szykuje się naprawdę fajna impreza w doborowym towarzystwie. Najpierw jednak ja i Jowita zostajemy przedstawione managerowi chłopaków. Scooter to całkiem sympatyczny facet, ale już na pierwszy rzut oka widać, że ma wobec zespołu spore wymagania.  Z jednej strony to dobrze, ale z drugiej… Nie mam jednak teraz czasu o tym myśleć, bo za minutę w końcu zobaczymy klip. Nathan przynosi dla mnie kolorowego drinka i siada obok. Nie mogę się doczekać projekcji! Kiedy na ekranie dużego telewizora pojawia się w końcu obraz, pierwszym co wszyscy widzą jest moja twarz. Mój Boże, to naprawdę ja? Muszę przyznać, że wcale nie jest tak źle, aczkolwiek to dziwne uczucie oglądać siebie samą na ekranie. Moim oczom ukazuje się teraz Nathan i po prostu zamieram. Wygląda tak nieziemsko, że w środku cała płonę, a na dodatek on siedzi teraz tak blisko i trzyma mnie za rękę. Jeśli za moment go nie pocałuję, to zwariuję. Teraz muszę się jednak opanować i wytrzymać jeszcze chwilę. W klipie dochodzimy do momentu naszego spontanicznego pocałunku, który wtedy tak spodobał się reżyserowi. Mam ochotę, wręcz potrzebę powtórzyć tą scenę teraz, natychmiast. Nie wiele myśląc biorę twarz Nathana w swoje dłonie i wpijam się w jego usta. I każdy nasz kolejny pocałunek jest jak ten pierwszy. Wyjątkowy, tak bardzo jedyny. Tylko nasz.

xxx

Długo mnie nie było, ale doznałam nagłego przypływu weny. Sprawcą tego jest niejaki Nathan Sykes, który praktycznie obiecał mi wczoraj na twitterze, że mój pierwszy raz będzie memorable, hahaha <3
Kocham Was, kocham chłopców, kocham wszyyyyyyystkooooo!
Enjoy x

niedziela, 12 maja 2013

15. We were made to never fall away



Nigdy więcej nie będę piła z Jayem kamikaze. Nigdy. Budzę się z bólem głowy tak uporczywym, że nie mam nawet siły się podnieść. Rejestruję, że w łóżku jestem sama. Z łazienki dobiega szum wody. Sykes jest pod prysznicem. Powoli odwracam głowę i zauważam, że mój kochany chłopak zostawił na szafce obok łóżka butelkę wody. Biorę ją natychmiast do rąk i opróżniam połowę jej zawartości. Gdyby nie to, że kocham Jaya, chyba bym go zatłukła za tego kaca, którego mi sprezentował. Zastanawiam się, jak tam u Jowity i Maxa, ale oczywistym jest, że na pewno oboje są w siódmym niebie po wczorajszej nocy. W przeciwieństwie do mnie…
- Nie dość, że podrywa mi dziewczynę, to jeszcze ją upija. – Nath wychodzi z łazienki i idzie w moją stronę. – Już ja się z nim policzę!
- Sykes, no weź… - Jęczę, zauważając, że mój chłopak jest półnagi. Ma na sobie tylko bokserki. Gdyby nie to, że nie czuję się za dobrze, pewnie bym się na niego rzuciła.
- No co? Zaraz pójdę i mu nagadam.
- Sykes, pójdź ale tutaj i mnie przytul. – Mruczę, czując, jak moja skroń pulsuje od bólu. Ałć.
- Biedactwo… Bardzo boli? – Pyta Nathan, kładąc się obok mnie i całując mnie w czoło.
- Bardzo…
- No widzisz? I dlatego zaraz pójdę do tego idioty!
- Nathan, kochanie… Sama jestem sobie winna. Mogłam przyhamować z tym piciem. – Wtulam się w niego mocniej i nie wiem, jak to się dzieje, ale z sekundy na sekundę zaczynam czuć się lepiej.
- Próbowałem Cię powstrzymać, ale mnie nie słuchałaś.
- Byłam niegrzeczna, wiem. Przewidujesz dla mnie jakąś karę?
- Mimo wszystko nagrodę… - Mruczy mi do ucha Nathan. Jego wargi rozpoczynają wędrówkę od mojego obojczyka, przez szyję, aż docierają do moich ust.
Tak. Zdecydowanie mi lepiej.

Chłopcy mają dziś napięty grafik. Pojechali właśnie na pierwszy z pięciu wywiadów. Ja, Jowita i Kels zostałyśmy w hotelu ale pomiędzy czwartym a piątym wywiadem chłopaki po nas przyjadą. Ciekawe, co oni znowu wymyślili. Zaprosiłam dziewczyny do siebie, żebyśmy z kawą usiadły na tarasie i pogapiły się trochę na wieżę Eiffela.
- Czeeeść! – Jowita rzuca mi się na szyję, kiedy otwieram przed nią drzwi. – Stęskniłam się za Tobą.
- Głupia! – Śmieję się, wpuszczając ją do środka. – A gdzie Kels?
- Powiedziała, że musi wykonać jeszcze kilka telefonów i że przyjdzie do nas z kawą.
- Chodź. – Biorę przyjaciółkę za rękę i ciągnę na taras. – Opowiadaj mi wszystko!
- Nie wiem, od czego zacząć…
- Od początku najlepiej. – Uśmiecham się, siadając naprzeciwko niej.
- Byliśmy na kolacji. Tam. – Jowita wskazuje palcem na wieżę Eiffela. – Jestem taka zakochana!
- Widać!
- Czuję się, jak jakaś pieprzona księżniczka, rozumiesz?
- Wariatka! – Wybucham śmiechem i trochę zbyt gwałtownie ruszam głową, przez co znów zaczyna mnie boleć. – Jakieś szczegóły?
- No co… Było cudownie. Jak w bajce. Cholernie romantyczna kolacja, a potem cholernie dobry seks.
- Jowiśka!– Przyglądam jej się uważnie, a przecież sama nie jestem cnotką. Godzinę temu baraszkowałam jeszcze w łóżku z Nathanem.
- I odezwała się ta święta i niewinna! – Przyjaciółka chyba czyta w moich myślach. Kuźwa. Czuję, że się rumienię. – Ha, zgadłam. Dziś rano, co?
- Skąd wiesz?!
- Widzę to w twoich oczach. – Mówi Jowita i obie wybuchamy śmiechem.
- Zdradzisz mi więcej?
- Max jest niesamowicie czuły. Namiętny, ale jednocześnie delikatny. – Jowita uśmiecha się rozmarzona i zdaję sobie sprawę, że nigdy nie widziałam jej tak szczęśliwej z żadnym facetem. - Nie umiem opisać tego słowami. Wciąż czuję na sobie jego zapach. Zawsze marzyłam o takiej miłości. A czuję, że to jest miłość. Tak na przekór wszystkiemu, bo w zasadzie można powiedzieć, że więcej nas dzieli niż łączy. On jest gwiazdą, no a ja jestem zwykłą dziewczyną z Polski…
- Ej, to moja kwestia! – Trącam przyjaciółkę w ramię i uśmiechamy się do siebie. – Miłość nie wybiera.
- Racja… A jak u Ciebie? Pomijając już ten zajebisty seks!
- Hm. Szczerze?  Mogłabym w ogóle nie wychodzić z łóżka. A tak na poważnie… Kocham go. Wiem to już na pewno. Ale nie mam odwagi mu tego wyznać.
- Adaaaa! – Jowita dosłownie rzuca mi się w ramiona. – Tak się cieszę! Jestem pewna, że on czuje to samo. Powiedz mu to!
- Wiesz, to z Maćkiem... To było nic w porównaniu z tym, co czuję teraz. Jowita, cholera. Ja naprawdę kocham Nathana.
- Nie mów tego mnie, tylko jemu!
- Czego ma nie mówić? – Na taras wchodzi uśmiechnięta Kels. Kładzie na stole trzy kawy ze Starbucksa i jakieś pudełko. – To ciasto. Czekoladowe! – Odpowiada, gdy napotyka moje spojrzenie. – No, to czego masz nie mówić i komu?
- Właśnie, że ma mówić! Ma powiedzieć Nathanowi, że go kocha! – Jowita niemal wrzeszczy, przez co mam wrażenie, że całe miasto ją zaraz usłyszy.
- Ciszej! – Sięgam po kawę, zagryzając wargę.
- Pamiętam, kiedy po raz pierwszy dotarło do mnie, że kocham Parkera. To było niesamowite. – Mówi Kels, otwierając pudełko z pysznie pachnącym ciastem.
- Ale Ada powinna iść mu powiedzieć, prawda?
- Tak, Jowiśka. Wstaję i idę. – Parskam śmiechem, rozkoszując się smakiem przepysznej kawy.
- Będziesz wiedziała, że to jest ta chwila. Poczujesz to. – Odpowiada Kelsey i uśmiecha się do mnie.
Ta dziewczyna jest cudowna. I ma rację!

Chłopcy są po ostatnim wywiadzie. Na dziś fajrant i bardzo mnie ciekawi, co też oni wymyślili, bo na pewno coś jest na rzeczy. Uśmiechają się podejrzanie, gdy wszyscy ładujemy się do busa. Jay częstuje mnie piwem, ale ja stukam go w głowę i mówię, że po wczorajszym piciu absolutnie nie zamierzam brać od niego alkoholu.
- Dobra. Bez zbędnych ceregieli. Dawaj te chustki, Siva. – Odzywa się Max, kiedy ruszamy. Chustki? Jakie znowu chustki?
- Się robi!
- Co Ty wyprawiasz? – Pytam Nathana, który bierze czerwony materiał od przyjaciela i przesłania mi nim oczy.
- To będzie niespodzianka.
- Wariaci! – Słyszę Kels i śmiech Jowity, więc przypuszczam, że im też chłopcy przewiązali oczy. 

Pół godziny później jesteśmy na miejscu. Zupełnie nie wiem, o co chodzi. Nathan skrada mi buziaka i obejmuje mnie w pasie, wyprowadzając z wozu. Dobrze, że nie ubrałam szpilek a trampki, bo grunt nie jest stabilny. Nic nie widzę, ale czuję, że idziemy po kamieniach. Nathan nic nie mówi ale wiem, że cały czas się uśmiecha. Reszta składu idzie gdzieś przed nami. Nie mam pojęcia, co oni wymyślili, ale chcę się już dowiedzieć!
- Okay, jesteśmy na miejscu. – Słyszę Maxa, a w chwilę później pisk Jowity. Kuźwa, co ona ujrzała?!
- Nathan, zdejmuj już tą chustkę!
- Jaka Ty jesteś niecierpliwa, skarbie. – Szepta mi do ucha Sykes. Moim ciałem wstrząsa dreszcz. Cholera, wystarczy, że on do mnie mówi, a ja już szaleję. – Mówisz i masz…
- Nie! – Ściskam mocno dłoń Nathana i nie mogę uwierzyć w to, co widzę. – Nie!
- Tak. Będziemy skakać na bungee. 

Umieram. Zaraz umrę z nerwów. Ja i Nathan mamy skakać razem i to jako pierwsi. Nie! Mogę odmówić? Nie, nie mogę. Nie mam prawa głosu. Boże. Jowita cieszy się jak dziecko i mówi, że zawsze chciała to zrobić. Kelsey też jest uradowana. Jay, jak Jay, ma ubaw ze wszystkiego. Tylko ja panikuję. Jak Nathan może być taki spokojny?! Twierdzi, że robi to pierwszy raz. Stoimy już na szczycie dźwigu. Boję się rozejrzeć wokół siebie, a co dopiero mówić o rzuceniu się w dół.
- A jeśli umrzemy? Nathan, jesteśmy tacy młodzi! – Mówię, próbując jeszcze coś wskórać, kiedy instruktor po raz ostatni sprawdza uprząż.
- Nie przekonasz mnie. Zrobimy to razem! – Sykes śmieje się, tak, śmieje, całując mnie w policzek, podczas gdy ja ledwo stoję na nogach. Cholera jasna! – Myślę, że to świetna zabawa i dobry sposób na odstresowanie. A Tobie tego właśnie teraz trzeba.
- Jak możesz mi to robić! – Mówię płaczliwym głosem, ale to naprawdę nie działa.
- Jeszcze mi za to podziękujesz, słoneczko. – Nathan przyciąga mnie do siebie i całuje czule. Nie, nawet jego usta nie pomagają mi się wyluzować.
- Moi mili, wszystko gotowe. – Odzywa się Tim, instruktor. – Dajcie czadu!
- Ale ja…
- Ada, jestem przy Tobie. Ze mną jesteś bezpieczna, rozumiesz? – Nathan poważnieje w jednej chwili i patrzy w moje oczy. Zieleń jego tęczówek uspokaja. – Rozumiesz?
- Tak…
- Dobra, kochani. Wiecie co robić. – Mówi Tim, uśmiechają się szeroko. Do zobaczenia na dole!
- Skaczemy. – Nathan obejmuje mnie mocno. Tonę w jego kojącym spojrzeniu. – Na raz… Dwa… Trzy…
Strach. Ekscytacja. Adrenalina. Radość. Ulga. Wszystko to w ciągu dosłownie kilku sekund. Nathan miał rację. Czuję się tak, jakbym wyzwoliła się od wszystkich złych emocji, które się we mnie kumulowały. Uśmiecham się ale jednocześnie oczy mam zaszklone od łez. To było niesamowite! Nogi mam jak z waty, kiedy zostajemy ściągnieci z liny i stawiam swoje stopy na ziemi. Ktoś uwalnia nas od uprzęży, ktoś ściąga mi kask, jeszcze ktoś rozsuwa kombinezon.
- Zrobiliśmy to! – Nathan podnosi mnie do góry, obracając w kółko. – Moja piękna!
- Nathan, kocham Cię. – Mówię i dopiero po chwili dociera do mnie, co zrobiłam.
- Co Ty powiedziałaś…? – Sykes zatrzymuje się i stawia mnie na ziemi. Moje serce wali jak szalone, gdy zarzucam mu ręce na szyję i spoglądam w jego błyszczące, zdziwione oczy.
- Kocham Cię. – Powtarzam, uśmiechając się nieśmiało.
- Kochanie... Ja Ciebie też kocham. Nawet nie wiesz, jak bardzo.

Kocham i jestem kochana. Czy może być coś piękniejszego w życiu?

xxx

Łoooo ale znowu romansidło, no wiem! Ale niedługo pomieszam trochę szyki ;D
Kocham Was! x

niedziela, 5 maja 2013

14. I'll be your silver, I'll be your gold



Za kilka godzin mamy lot do Francji. Jesteśmy z Jowitą w naszym mieszkaniu, żeby spakować jeszcze kilka rzeczy na podróż. Ja jestem już gotowa, toteż siadam w kuchni i czekam, aż Jowita w końcu przestanie biegać jak wariatka w te i z powrotem. Postanawiam sprawdzić co tam na facebooku. Loguję się więc i widzę, że moja skrzynka pęka w szwach. Dziwne… Nie było mnie tam raptem od wczoraj. Skąd tyle wiadomości? Odbieram pierwszą i zamieram. Nie, tylko nie to… „Dziwko, on jest mój! Zostaw go zanim będzie za późno!” Otwieram kolejne i robi mi się niedobrze. Treść mniej więcej podobna, a momentami nawet gorsza. Odkładam telefon trzęsącą się ręką. A czego ja się spodziewałam? Że nagle wszystko ucichnie? Że to się skończy zanim tak naprawdę się zaczęło?
- Co Ci jest? – Zjawia się Jowita, trzymająca w dłoniach dwie pary trampek.
- Mi? Nic. – Uśmiecham się krzywo, mając nadzieję, że to kupi.
- Jaja sobie ze mnie robisz? Jesteś blada jak ściana!
- Zobacz… - Podaję jej telefon uznając, że i tak nie ma sensu ściemniać.
- Kurwa! – Jowita aż przysiada z wrażenia. – Kurwa, kurwa…
- Może jak wrócimy z Francji, naszego mieszkania już nie będzie, bo ktoś wysadzi je w powietrze? – Śmieję się głupio, chociaż to wcale zabawne nie jest. – Boże…
- Przestań! Max mówił, że ochrona będzie miała oko na nasz dom. Ale właściwie, to… Może jakby to mieszkanie zniknęło z powierzchni  ziemi byłoby lepiej. Mieszkałybyśmy wtedy z chłopakami tak na serio.
- Jowiśka!
- Oj, żartowałam! Chciałam rozładować napięcie. Chyba mi się nawet udało. – Przyjaciółka spogląda na mnie uważnie. W jej oczach dostrzegam troskę. –  Zostaw to teraz. Zapomnij o tych pogróżkach.
- Jak mam o tym zapomnieć? Ktoś grozi mi śmiercią…
- Powiesz Nathanowi?
- Nie będę musiała. Sam zauważy, że jestem zdenerwowana. – Wzruszam ramionami i wychodzę z facebooka. Nie mogę dłużej patrzeć na te wszystkie anonimowe, pełne nienawiści wiadomości.
- Ada, to tylko jakieś fanki, a nie seryjny morderca.
- Może i tak, ale to nie zmienia faktu, że się boję. O siebie, ale przede wszystkim o Nathana, o was.
- Stop! – Jowita przerywa mój wywód i wstaje. – Koniec. Zbieraj tyłek i lecimy do Francji!
- Ja? Kochana, ja dawno jestem gotowa. To Ty się grzebiesz. Jak zwykle zresztą! – Śmieję się czując, jak napięcie powoli ze mnie ulatuje. Jowita ma rację. Nie pora na zmartwienia.

Jesteśmy w drodze na lotnisko. W busie jest głośno, bardzo głośno, bo Jay jest w imprezowym nastroju. A kiedy nie jest? Bird włącza stary, ale jary kawałek ‘I Get knocked down’ na cały regulator i wszyscy śpiewamy, zachowując się przy tym jak idioci. Serio, życie z nimi, to nieustająca balanga. Myślałam, że Nathan nie domyśli się, że coś jest nie tak, ale on oczywiście ciągnie mnie na koniec busa i sadza sobie na kolanach.
- Mów mi natychmiast, co jest grane.
- Kurcze, przed Tobą nic się nie ukryje, co?
- Czuję, że coś Cię gryzie. Mam rację? – Sykes zaplata na swoim palcu kosmyk moich włosów i patrzy na mnie wyczekująco.
- Dostałam trochę wiadomości na facebooku. – Mówię, zagryzając wargę. – Nie będę cytowała…
- Kochanie, przepraszam Cię…
- Przestań, Nathan. To nie twoja wina! Przejdziemy przez to razem, tak?
- Chyba, że chcesz odejść i żyć w spokoju. – Mówi Nathan cicho.
- Nigdzie się nie wybieram! – Niemal krzyczę, biorąc jego twarz w swoje dłonie. – Ile razy mam Ci to jeszcze powtórzyć?
- Moja śliczna… - Sykes przyciąga mnie do siebie i nasze usta się spotykają. Jednak nie dane jest nam rozkoszować się tą chwilą długo. Siva przerywa nam, trafiając nas poduszką, którą zabrał w podróż Tom.
- Wysiadka, zakochańce! – Seev Szczerzy się od ucha do ucha. Rzeczywiście, dojeżdżamy do lotniska Heathrow.

Tłum fanek, do tego fotoreporterzy. Jeszcze nie przywykłam do takich akcji, dlatego cieszę się, że mam na twarzy ogromne okulary przeciwsłoneczne, dzięki czemu mam wrażenie, że jestem trochę niewidzialna. Taaa, chciałoby się. Paparazzi wołają mnie po imieniu, chcąc, żebym odwróciła się w ich stronę. To istne szaleństwo! W jednej ręce trzymam walizkę, którą ciągnę za sobą, a moja druga dłoń mocno ściska dłoń Nathana. Czym ja jestem zszokowana? Sykes uprzedzał mnie, jaka będzie sytuacja. Muszę wziąć się w garść. Natychmiast. Słyszę, że fotoreporterzy wołają też Jowitę. Oglądam się za nią i widzę, że jest dużo mniej spięta, niż ja. Jak ona to robi? Max całuję ją w czoło i zostawia na moment, podchodząc do fanek. Zauważam, że Jay przytula każdą z dziewczyn na powitanie i nie szczędzi im buziaków. Siva jest dużo mniej wylewny, ale Tom i Max zachowują się identycznie jak Bird. W końcu Nathan puszcza moją dłoń i mówi, że idzie przywitać się z fankami. Nie mam mu tego za złe. Chłopcy opowiadali nam, jak ważni są dla nich fani. Wcale nie dziwię się tym dziewczynom, że kochają tych wariatów.
- Jesteś zazdrosna? – Obok mnie zjawia się Jowita.
- Nie. A Ty? – Zerkam na nią, a potem na Maxa, który całuje właśnie fankę w oba policzki.
- Nieeee.
- Nathan mówił mi, w jaki sposób traktują fanki. Tu urocze, nie sądzisz? – Uśmiecham się, spoglądając w stronę swojego chłopaka. Przytula właśnie do siebie uszczęśliwioną, niską blondynkę.
- Właściwie, to masz rację. Oni są wyjątkowi. – Przyjaciółka daje mi kuksańca w bok.
- Przepraszam, mogę prosić o autograf? – Słyszę za swoimi plecami. Odwracamy się z Jowitą za siebie i napotykamy spojrzenie drobnej, uśmiechniętej brunetki.
- To chyba jakaś pomyłka… - Bełkotam zmieszana.
- Jesteś dziewczyną Nathana, tak?
- Tak…
- To poproszę o autograf. I zdjęcie, jeśli można.
- Ja wam zrobię. – Jowita bierze od niej telefon, a ja bazgram na kartce swoje imię i ustawiam się do fotki. Jestem po prostu w szoku.
- Dzięki. Z dziewczyną Maxa też chciałabym zdjęcie. – Brunetka uśmiecha się do mojej przyjaciółki i teraz to ja robię fotkę im. – Dziękuję wam, dziewczyny. Do zobaczenia!
- Ej, co to było? – Jowita wybucha śmiechem i klepie mnie w plecy. – Rodzi się nam nowa gwiazda!
- Odezwała się!
- Nie, ale serio. Co to było?
- Nie wiem… Ale wiesz co? Ulżyło mi, że nie wszystkie fanki chcą mnie zabić. – Mówię, zdając sobie sprawę, że może naprawdę nie będzie tak źle.
- Wszystkie nie, ale te tam… - Jowita patrzy na lewo więc podążam wzrokiem tuż za nią. Kilka metrów od nas stoją dwie dziewczyny, które spoglądają na mnie tak, jakbym była najobrzydliwszym stworzeniem na ziemi. Dobrze, że wciąż mam na nosie okulary przeciwsłoneczne. Mogę im się bezkarnie przyjrzeć. – A co, jeśli to one wysyłają Ci te pogróżki?
- No co Ty… - Odpowiadam ale zastanawiam się nad słowami Jowity. Nagle zdaję sobie sprawę, że te obsesyjne fanki naprawdę mogą tu być. I to może być każda z nich.
- Dziewczęta, idziemy. – Nie mam czasu na dalsze rozmyślania. Ted, przesympatyczny ochroniarz, który nam towarzyszy kieruje nas powoli na odprawę. 

W samolocie zostaję posadzona między Nathanem a Jayem. Przypadek? McGuiness od razu zaczyna się drażnić z moim poirytowanym chłopakiem. Kładzie mi głowę na ramieniu i mówi, że jest mu wygodnie, jak w niebie, a będzie jeszcze lepiej, jak położy się nieco niżej. Nathan od razu reaguje i odpycha go ode mnie. Wybucham śmiechem i już wiem, że lot do Francji będzie niezapomniany. 

Stoję właśnie na balkonie w hotelu, w którym zostaliśmy zakwaterowani i nie mogę uwierzyć w to, co widzę. Jesteśmy w Paryżu i mam przed sobą widok na Wieżę Eiffela. Powoli zapada zmrok, jestem totalnie oczarowana tym miastem. Zawsze marzyłam o tym, żeby się tu znaleźć, ale nie sądziłam, że trafię tutaj z kimś, na kim tak bardzo mi zależy. Ten ktoś staje teraz za mną i obejmuje mnie mocno, składając pocałunek na mojej szyi. I znów moje zmysły wariują, ze szczęścia kręci mi się w głowie. Mam wrażenie, że śnię, ale kiedy Nathan odwraca mnie w swoją stronę i zaczyna całować, dostaję dowód na to, że to wszystko dzieje się naprawdę. 

- S.O.S. Adaaa! – Półtorej godziny później do naszego pokoju wpada Jowita. Wyszłam właśnie spod prysznica, a Nathan leży na łóżku i korzysta z laptopa.
- Co się stało?
- Byłam w łazience, a jak wróciłam, Maxa już nie było. Zostawił mi liścik, że mam być gotowa za godzinę, bo po mnie przyjdzie. – Jowita jest podekscytowana tak, że mam wrażenie, iż zaraz eksploduje. – Zrobisz mnie na bóstwo?!
- No to ba!
- Jowita, Ty się przyzwyczajaj. Max tak ma. – Nathan staje obok nas i całuje mnie w policzek. – Pogadajcie sobie, ja pójdę do chłopaków. – Udanej randki państwo George!
- Dzięki, Nath! – Jowita niemal podskakuje z radości.
- Dobra, koniec gadania. Biorę Cię w obroty moja panno. 

Jowita jest już gotowa. Ma na sobie czerwoną, dopasowaną sukienkę do połowy uda, która odsłania plecy, a na stopach czarne szpilki. Zrobiłam jej nieco mocniejszy makijaż, włosy potraktowałam lokówką. Coś mi mówi, że Max zaniemówi na widok mojej przyjaciółki. Jesteśmy u nich w pokoju i już właśnie mam wychodzić, kiedy zjawia się właśnie on. Będę świadkiem pięknej sceny, czuję to. George wygląda oszałamiająco, muszę to przyznać. Włożył grafitowy garnitur, który podkreśla kolor jego oczu. Oczu, które teraz wpatrzone są w Jowitę. Trzyma w dłoni długą, czerwoną różę i jak w transie zmierza w stronę Jowiśki, która dosłownie promienieje szczęściem. Mam wrażenie, że oboje zapomnieli, że ja też jestem w tym pomieszczeniu. Przysiadam na łóżku i rozkoszuję się widokiem tej dwójki. Przyciąganie między nimi jest niemal namacalne.
- Kochanie, jesteś niewyobrażalnie piękna.
- Max… Wariacie. – Jowita bierze od chłopaka różę i zarzuca mu ręce na szyję. – Co Ty znowu wymyśliłeś?
- Zabieram Cię na kolację. Na jedną taką wieżę…
- Oh! – Moja przyjaciółka wpija się w usta Maxa. Od patrzenia na nich serce rośnie!
- Ekhm. – Odchrząkuję, uśmiechając się szeroko, kiedy Max i Jowita uzmysławiają sobie fakt, że nie są tu sami. – Bawcie się dobrze, moi kochani. Ja wracam do mojego królewicza.
- Dziękuję za wszystko. Uwielbiam Cię! – Woła za mną przyjaciółka. Max mi odmachuje, a ja zmierzam do pokoju, który dzielę z Nathanem. Nie zastaję go tam, więc wędruję do Jaya. Po drodze spotykam Kels i Toma, którzy też idą tam, gdzie ja.
- Robimy imprezę! – McGuiness wita nas od progu tymi oto słowami i rzuca mi się na szyję. Kątem oka już widzę zmierzającego w naszym kierunku Nathana. Wybucham śmiechem, bo to naprawdę słodkie, kiedy on jest o mnie zazdrosny mimo, że Jay specjalnie mu dokucza.
- McGuiness, zajmij się swoim drinkiem! – Sykes zachowuję się niczym rycerz odbijający księżniczkę z rąk potwora. Nie mogę przestać się śmiać. To takie urocze!
- Skarbie, dobrze wiesz, że jestem tylko twoja. – Mówię, gdy Jay oddala się od nas tanecznym krokiem. – Bird się z Tobą tylko droczy.
- Wiem, ale i tak trafia mnie szlag, jak ten głupek się koło Ciebie kręci.
- Nathan… - Znów się śmieję, czym zarażam i jego. – Chodź tu… - Przyciągam chłopaka do siebie i całuję go żarliwie.
- Zakochani! Tutaj się pije! – Woła Siva, nalewając nam po kieliszku.
To będzie długa noc.

xxx
Coś mi tu nie gra, ale no co tam... Dla Jowiśki, bo chyba wiadomo, dlaczego! Love you <3
I chciałam tylko powiedziec, że nadal żyję piątkiem i nadal jest fangirling... The Wanted followed me yaaaaaay! Jestem z tego powodu w niebie!