Jesteśmy właśnie w samolocie, który leci na Bahamy. Wszyscy
zgodnie uznali, że musimy odpocząć od tego całego dramatu. Wciąż się boję, że
może stać się coś złego. Ciągle mam koszmary, stale dostaję pogróżki. Czy to
się kiedykolwiek skończy? Nie wiem, jednak obiecałam sobie, obiecałam
Nathanowi, że nie dam się zastraszyć. Nieważne jak będzie źle, jak będzie
ciężko, my się nie poddamy. Mam wrażenie, że z dala od domu będziemy czuć się
nieco bezpieczniej. Zerkam na zegarek. Niebawem lądujemy. Nathan śpi z głową na
moim ramieniu, obejmując mnie w pasie. Uśmiecham się i delikatnie gładzę jego
lekko zarośnięty już policzek. Zerkam na Jowitę i Maxa. Też śpią w najlepsze
wtuleni w siebie. To będą
niesamowite wakacje.
- Jaaaaaaaacież ale hotel! – Jay zachwyca się na głos, kiedy
wysiadamy z wozu. Faktycznie, hotel robi wrażenie.
- Cóż, jestem najlepszy. Wiem, że mnie kochacie. – Odzywa
się Nano, manager chłopaków, który zabrał się z nami na urlop. Swoją drogą ten
facet jest tak samo walnięty, jak ta cała banda.
- Nano, nie pochlebiaj sobie. – Odpowiada Tom, taszcząc
za sobą walizkę. – Hotel jak hotel.
- No, właśnie. – Przytakuje Siva. – Stać Cię na coś
lepszego.
- Dajcie mu już święty spokój. – Śmieje się Kels, chociaż
dobrze wiemy, że oni tak zawsze.
- Potem się policzymy! – Oznajmia Nano, wymijając nas i idąc
do wejścia. – Załatwiłem darmowe drinki, no ale skoro tak…
- Nano, ja Cię tak bardzo kocham! – Woła Max i wszyscy
wybuchamy śmiechem.
W recepcji Nano melduje nas wszystkich i rozdaje nam klucze
do pokoi. Chcę mi się śmiać.
Opiekun się znalazł. Przecież on sam jest jak duże dziecko. To doprawdy
zabawne, ale nie narzekam. Nano jest taki uroczy w tym, co robi. W drodze do
windy Jay potyka się o swoją walizkę i po chwili leży jak długi na posadzce.
Tom postanawia położyć się na kumplu, bo czemu nie? Dołącza do nich Max, potem
Siva no i Nathan. Nano przewraca oczami i mlaska głośno, udając zirytowanie.
Serio, jeśli w ciągu całego pobytu tutaj nie umrę ze śmiechu, uznam to za cud.
- Więc zbiórka za… - Manager spogląda na zegarek, kiedy
ładujemy się wszyscy do windy. – Za dwie godziny?
- Jaja sobie robisz? – Pyta Tom ze zdziwioną miną. – A co ja
na wycieczkę szkolną tu przyjechałem?
- Ja tu rządzę. – Odpowiada Nano z poważną miną, ale
doskonale wiem, że się zgrywa. – Macie mnie słuchać, dzieci.
- Wolne żarty! – Nath parska śmiechem. – Chyba na za dużo
sobie pozwalasz.
- Tak… Za
dwie godziny na dole. – Mówi Nano i wychodzi z windy, która zatrzymuje się na
szóstym piętrze. Kiedy znów ruszamy do góry, wszyscy pokładamy się ze śmiechu.
Mamy pokoje na dziewiątym piętrze. Moim i Nathana sąsiadem
jest Jay, który ledwo wszedł do siebie, a już puka do naszych drzwi. Dzierży w
dłoniach butelkę whisky i trzepocze rzęsami.
- Człowieku, daj żyć. – Smęci Nath, wpuszczając go do
środka.
- Bird, nie za wcześnie? – Wyjmuję z walizki ciuchy,
spoglądając wymownie na alkohol.
- Na to nigdy nie jest za wcześnie, słoneczko. Sykes, podaj
szklanki.
- McGuiness, Ty to naprawdę… - Nath wzdycha głośno i bierze
ze stolika szkło.
- Musimy to
oblać!
- Co? Co
oblać? – Pytam, ciekawa, jaką tym razem okazję do picia wymyślił Jay.
- Jeszcze się pyta! – Bird wybucha śmiechem. – Nasz przyjazd
tutaj! Robimy beforparty, no
nie?
- Ah, no tak. – Odzywa się Nath, grzebiąc w swojej walizce.
- Dobra, polewaj. – Mówię i biorę od Jaya szklankę z
brunatnym płynem.
- Pijemy za zajebiste wakacje! – Oznajmia McGuiness i stuka
swoim szkłem w moje.
- Tak czuję, że takie właśnie będą. – Mówię i patrzę w oczy
Nathanowi.
- Owszem,
kochanie. Będą. – Sykes staje obok mnie i całuje mój policzek.
Dwie godziny później faktycznie wszyscy spotykamy się w
hollu. Każdy zaprzeczał, że się pojawi, ale jak przyszło co do czego, to lecimy
na rozkaz Nano. Nie chcę nic mówić, ale po kilku szklankach whisky jestem już
równo wstawiona. Nathan trzyma fason, ale oczy mu błyszczą i wiem, że też ma w
czubie. Jest mi bardzo do śmiechu.
Jowita patrzy na mnie podejrzliwie. Posyłam jej całusa i im
baczniej jej się przyglądam, tym więcej dostrzegam. Jest taka jakaś
zarumieniona, trochę jakby nieobecna. Przenoszę swoje spojrzenie na Maxa i
widzę, że uśmiecha się pod nosem. To ja już chyba wiem, co oni przed chwilą
robili. Zjawia się Nano i patrzy po nas sokolim wzrokiem. Chyba widzi, że
połowa z nas już nie jest trzeźwa. Dostaniemy karę? Na samą myśl o tym wybucham
śmiechem i wtulam twarz w szyję Nathana. Kątem oka widzę, jak Nano znów
przewraca oczami i kręci głową. A potem oznajmia nam, że zaplanował dla nas coś
ekstra, no chyba, że wolimy odespać lot. Jay odpowiada, że wyśpimy się po
śmierci i że imprezę czas zaczynać.
Będziemy pływać z delfinami! Zawsze o tym marzyłam. Delfiny
to takie cudowne, urocze stworzenia. Kiedy byłam dzieckiem często oglądałam
programy przyrodnicze i zachwycałam się tymi zwierzakami. Zakładamy kapoki i za
chwilę instruktor ma nam wszystko wytłumaczyć.
- Jestem pijana. – Mruczę pod nosem, jednak Nathan wszystko
słyszy.
- Zaraz idę do Jaya i mu nagadam! Znowu mi chce upić
dziewczynę! – Sykes niemal tupie nogą czym doprowadza mnie do śmiechu.
- Daaaaj mu spokój. – Poprawiam kapelusz na głowie i
zarzucam Nathanowi ręce na szyję. – Zaraz mi przejdzie.
- Na takim
słońcu? Bardzo wątpię. – Mówi Nath i schyla się, żeby mnie pocałować. –
Co ja z Tobą mam…
- Co masz?
- Kocham
Cię. Chodźmy już do reszty.
- Piłaś? – Jowita od razu odciąga mnie na bok, gdy dołączamy
do ekipy.
- Troszkę.
- Chyba ja wiem, kiedy u Ciebie jest troszkę! Piłaś? Beze mnie!
- Ty za to
miałaś sesję z Maxem. Chyba nie narzekasz? – Spoglądam na nią zza
okularów przeciwsłonecznych.
- Jaką sesję… - Zaczyna i urywa w pół zdania, po czym
uśmiecha się zawadiacko, bo już wie, co mam na myśli. – No co? Na wakacjach
jestem.
- Z kim ja żyję! – Wybucham śmiechem, lekko się zataczając.
Cholera, może się za chwilę nie utopię w tej lazurowej wodzie.
- Potrzebujesz asekuracji, mała? – Przy moim boku zjawia się
Jay, co nie uchodzi uwadze Nathana. Uwielbiam, kiedy Bird drażni się z nim w
ten sposób.
- Ehm… Co proponujesz, Jay?
- Mogę być twoim delfinem.
- Jeśli ktoś tutaj ma być delfinem dla Ady, to na pewno nie
Ty! – Mój rycerz długo nie wytrzymał i już się bulwersuje.
- Lubię Cię tak wkurzać! – Odzywa się Jay i śmieje głośno.
- A ja lubię Ci chyba przyłożyć! – Nathan grozi kumplowi
pięścią a my z Jowitą mamy ubaw po pachy. - Ja tak walczę o Ciebie, a Ty się ze
mnie śmiejesz? – Nath odwraca się teraz w moją stronę.
- Jesteś najsłodszym facetem na świecie, Sykes. –
Odpowiadam, po czym Nathan odciąga mnie na bok i całuje czule.
- Czuję się taki odrzucony. Tak bardzo samotny! Gdzie moje
piwo? – Mówi Jay i znowu wybuchamy śmiechem.
- Przytulić Cię? – Pyta Siva i rozkłada ramiona.
- Nie pogardzę. – Jay zostaje uściśnięty przez przyjaciela i
wszyscy są zadowoleni.
- Ludzie, chodźcie bliżej! – Woła Nano, przywódca. Więc
zaczynamy zabawę.
- Chcę delfina do domu! – Mówię, wychodząc z łazienki po
prysznicu. Nie, jeszcze nie wytrzeźwiałam.
- Czy ja Ci już nie wystarczam, kochanie? – Sykes paraduje
przede mną w samym ręczniku owiniętym wokół bioder.
- Nathan, Ty znowu zaczynasz…
- Ale co?
- Kusisz mnie!
- To chyba trzeba z tym coś natychmiast zrobić, nie sądzisz?
– W sekundzie Sykes jest przy mnie i standardowo mój żołądek podskakuje na
wszystkie strony.
- Nathan… - Mruczę i już czuję jego usta na swojej szyi.
- Tak, kochanie? – Nath popycha mnie lekko i ląduję na
miękkim materacu. – Mhm… - Jego dłonie wędrują teraz pod mój podkoszulek. Moje
ciało atakuje gęsia skórka, a zapach Nathana przyprawia mnie o zawroty głowy.
Opuszki jego palców nie zaprzestają swojej wędrówki. Wariuję, gdy Nathan składa
delikatne pocałunki na moim ramieniu. I właśnie wtedy rozlega się pukanie do drzwi.
- Oh, nieeee. – Mamroczę, bo nastrój chwili zgasł.
- Jeśli to znowu Jay z wódką… Nie, nie otwieramy! Udajemy, że nas nie
ma. – Mówi Sykes i wtula twarz w moją szyję. Ale pukanie nie ustępuje.
- Idź się ubierz, ja otworzę. – Wzdycham i Nath niechętnie
wstaje ze mnie i idzie do łazienki, a ja zarzucam na siebie jego koszulkę i idę
otworzyć.
- Cześć! – Wita mnie wesoło Jowita.
- Możemy? – Pyta towarzyszący jej Max, przyglądając mi się podejrzliwie.
– Czy w czymś wam przeszkadzamy?
- Chodźcie. – Śmieję się głośno i wpuszczam ich do środka. –
A przynieśliście coś dobrego?
- Jasne! – Max wyciąga zza pleców butelkę wina. Serio?
- Boże, czy wy wszyscy chcecie mi upić dziewczynę? – Pyta Sykes,
wychodząc z łazienki.
- Co tam takie wino. – Odzywa się George i od razu
przechodzi do rzeczy, nalewając dla każdego po szklaneczce.
- Ktoś znowu puka, czy mi się wydaje?
- Nie, kochanie, nie wydaje Ci się. – Odpowiada mi Nath,
przewracając przy tym oczami.
- Można? – Słyszę głos Nano i wybucham śmiechem. Tylko jego tu brakowało!
- Heeeej, Nano! – Mrugam do niego, gdy ten siada na jednym z
foteli. – Co Cię do nas sprowadza?
- Nie będę przecież pił sam. – Mówi, po czym wyjmuje z
papierowej torby butelkę wódki.
- Chyba zwariuję za moment. – Sykes się irytuje i jest przy
tym tak seksowny, że mam ochotę wywalić naszych gości za drzwi i…
- Nie gadaj tyle, tylko podaj kieliszki.
- Woheeeeey!
Cześć ludzie! – Bez pukania do pokoju wpada Jay. Wyraz twarzy Nathana
sprawia, że mam ochotę turlać się po dywanie ze śmiechu. – Widzę, że wpadłem w
porę. Ma się to wyczucie.
- Dobra, dzwonię po Kels, Toma i Sivę. – Oznajmiam i sięgam
po telefon. Jak imprezować, to tylko razem i do białego rana.
Prawie świta a my wychodzimy z klubu. I naprawdę nie wiem,
jak to możliwe, ale zgubiliśmy Jaya. Rozpoczynamy poszukiwania na szeroką
skalę. Nano i Kev mają iść do hotelu sprawdzić, czy nie ma go u siebie,
aczkolwiek to mało możliwe. Natomiast my parami mamy się rozejść we wszystkie
możliwe strony. Siva, Tom i Kels idą w miasto, Max i Jowita w drugą stronę, a
ja i Nathan na plażę.
- Zadzwoń do niego jeszcze raz. – Mówię, rozglądając się
wkoło.
- Skarbie, założę się, że zgubił ten telefon. Trzeci w tym miesiącu. Jakie to
typowe!
- Mam nadzieję, że nic mu się nie stało.
- Nie martw się, wszystko będzie dobrze. Jay już tak ma. –
Sykes obejmuje mnie ramieniem i całuje w czoło.
- Widzisz go gdzieś tutaj?
- Chodźmy dalej, może się znajdzie. – Odpowiada Nath i
rozdzwania się jego telefon. – Co tam, Seev? Poważnie? Okay, to widzimy się później.
- Znalazł
się Jay?
- Wyobraź sobie, że spał w najlepsze na ławce niedaleko
klubu. – Mówi Nath ze śmiechem. – Ale już transportują go do hotelu.
- Całe
szczęście. A my? Wracamy?
- Hmm… - Nathan zatrzymuje się i przytula mnie do siebie. –
Nie chciałabyś obejrzeć ze mną wschodu słońca?
- Chciałabym, panie Sykes. – Mruczę, a on skrada mi pocałunek.
- Więc zapraszam tutaj, pani Sykes. – Nath siada na piasku i
ciągnie mnie za sobą tak, że wtula się teraz w moje plecy.
- Pani Sykes… - Powtarzam za nim i przyjemny dreszcz
przebiega wzdłuż mojego kręgosłupa.
- Owszem. – Mruczy Nath i składa pocałunki na mojej szyi.
Jestem dosłownie pijana miłością. Nie liczy się nic więcej.
Tylko on.
xxx
Funny też musi czasem być ;D
Już Ci mówiłam, że masz talent?:D Chyba mówiłam. W końcu udało mi się przeczytać wszystkie rozdziały i jestem pod wrażeniem;)
OdpowiedzUsuńWcale się nie dziwię, że Jay zaginął w akcji :D To takie typowe dla niego.
Czekam na następny :D Ciekawe co tym razem będzie ;)
Uuuuuu pijana z miłości ;3 Chwile romantyczne, zabawne i ostre ;D Ja Ci mówię, jak ich całe wakacje mają tak wyglądać to nie wiem czy ich do samolotu powrotnego wpuszcza ;D Tyle procentów...;D Jak byłam młodsza też uwielbiałam delfiny, teraz wolę bardziej dzikie futrzaki ;P
OdpowiedzUsuńAle tak czy siak next bedzie i ja go przeczytałam ;D W E N Y ;**
Nominowałam Cię do Versatile Blogger Award :) http://thewantedstory3.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń