poniedziałek, 27 maja 2013

16. Pocałuj mnie. Po francusku.



Dopiero świta. Leżę obok Nathana i po prostu patrzę, jak śpi. Nie mogę uwierzyć we własne szczęście. I nie chodzi o to, że Nath jest sławny, że jest gwiazdą, że ma pieniądze. To nie ma znaczenia. Ja nie mogę pojąć, że ktoś tak cudowny jak on mnie kocha. Właśnie mnie. Wystarczy jedno jego spojrzenie, a ja unoszę się nad ziemią. Przeżywam coś tak pięknego, że ciężko opisać mi to słowami. Dopiero przy nim czuję, że żyję. Dopiero z nim wiem, że mogę wszystko. Że razem, możemy sięgnąć nieba. Że nasza miłość jest silniejsza niż skała i że nic nas nie powstrzyma. Zdałam sobie sprawę, że wcześniej nigdy nikogo nie kochałam tak naprawdę. Aż do teraz.
Myślami wracam do dnia, w którym się poznaliśmy. Uśmiecham się wspominając tą niedorzeczną sytuację, kiedy Sykes wpakował mi się do samochodu na środku skrzyżowania. Od początku między nami iskrzyło, tylko ja udawałam przed sobą, że wcale tak nie jest. Bałam się, sądziłam, że może mi się tylko wydaje i że jestem… niewystarczająca. Dziś już tak nie myślę. Oddałam mu swoje serce, oddałam mu całą siebie. Oddałam wszystko, co mam. Uśmiecham się lekko, bo Nathan powoli otwiera oczy.
- Uwielbiam budzić się przy Tobie. – Mówi zaspanym głosem i w sekundzie moje ciało pokrywa gęsia skórka. Jak on to robi?
- Mógłbyś się do tego przyzwyczaić? – Przysuwam się bliżej, delikatnie muskając jego ciepłe usta.
- Żartujesz? Ja już się uzależniłem. – Szepta Nath, patrząc mi w oczy. – Dzień dobry, kochanie.
- Dzień dobry, panie Sykes. – Mruczę i po chwili zostaję obsypana pocałunkami.
- Wiesz co? Chcę, żebyś w końcu poznała moją rodzinę. Najwyższa pora. – Mówi nagle Nathan, czym sprawia, że moje wnętrzności się skręcają. Co…?
- Eee…
- Moja siostra bardzo chcę Cię w końcu zobaczyć. Nie wspominając o mamie. – Śmieje się Nath, widząc moją minę. – Nie bój się, oni nie gryzą.
- No co Ty, ja nie… - Zaczynam, ale on zamyka mi usta pocałunkiem. Ach, ten  Sykes.
- Wrócimy do Anglii i zabieram Cię do mojego domu. – Oznajmia i nie mam nic do gadania. Chcę poznać jego rodzinę, ale to nie zmienia faktu, że się zdenerwowałam. Co, jeśli źle wypadnę? Tak, to ja i mój wieczny pesymizm.
- Powiedzmy, że się zgadzam. – Uśmiecham się, całując go w lekko zarośnięty policzek. – Pora wstawać, prawda?
- Co? Jakie wstawać, chodź tutaj.- Nathan ciągnie mnie z powrotem na łóżko i przygniata swoim ciałem. Jego usta wędrują wzdłuż mojej szyi, zostawiając na niej mokre ślady…

Szlag by to trafił. Odnoszę wrażenie, że mam wypisane na twarzy, iż ledwo godzinę temu ja i Sykes rozrabialiśmy w łóżku. Jesteśmy na wspólnym śniadaniu w hotelowej restauracji i Jay dziwnie mi się przygląda. Czy to aż tak widać, czy po prostu on zna się na rzeczy? Chce mi się śmiać ale jednocześnie trochę mi niezręcznie. Staram się na niego nie patrzeć, ale on nie daje za wygraną. W końcu uśmiech sam wkrada się na moje usta. Bird natomiast mruga do mnie porozumiewawczo. Aż dziw, że Nathan jest zajęty swoim śniadaniem i wcale nie reaguje na to, że Jay zachowuje się jak… Jay. Spoglądam na Jowitę. Moja przyjaciółka i Max to przykład pary idealnej, bez dwóch zdań. On wpatrzony w nią jak w obrazek, a ona rozpromieniona szczęściem, zakochana po uszy. Przypominam sobie chwile, kiedy to Jowiśka jeszcze bujała się z Tomem. Nie, to nie było to. Parker jest stworzony dla Kelsey. Czy mówiłam już, że uwielbiam tą dziewczynę? Uśmiecha się teraz do mnie z drugiego końca stolika. Odpowiadam jej tym samym. Myślę, że Kels pretenduje do tego, żeby zostać moją drugą najlepszą przyjaciółką. Przenoszę swoje spojrzenie na siedzącego obok mnie Sivę. Zajada się właśnie rogalikiem z czekoladą i miesza łyżeczką w filiżance z kawą. Mam ogromną nadzieję, że i on spotka niedługo kogoś wyjątkowego. Właściwie, to mam przeczucie, że to stanie się bardzo szybko. Seev jest taki słodki i kochany! Zasługuje na szczęście. Resztę ekipy też uwielbiam. BigKev, Ted i reszta składu, to tacy pozytywnie nakręceni ludzie. Zawsze uśmiechnięci, zawsze chętni do rozmowy, otwarci i wyluzowani. Wzdycham cicho i kładę głowę na ramieniu Nathana, który właśnie skończył jeść. Czuję się z nimi wszystkimi naprawdę dobrze. Można powiedzieć, że jesteśmy jak rodzina. Nie chciałabym być teraz nigdzie indziej, jak z nimi.

Jak się dowiedziałam, wieczorem mamy imprezę. Okazja jest taka, że jutro w Anglii odbędzie się premiera klipu do „Lie to me”. Wcześniej widzieliśmy tylko wersję roboczą, ale dziś po raz pierwszy zobaczymy teledysk w całości. Czuję się naprawdę podekscytowana. Nathan jest właśnie pod prysznicem, ja suszę włosy i dumam, w co by się tutaj ubrać. Zgodnie z sugestią Kels decyduję się w końcu na cytrynową, rozkloszowaną sukienkę. Włosy lekko zakręcam na lokówce, robię stonowany makijaż i w zasadzie mogę już wkładać sukienkę. Muszę jednak czekać na Nathana, żeby zasunął mi zamek na plecach. Staję przed dużym lustrem i czynię jeszcze ostatnie poprawki w makijażu. Akurat Sykes wychodzi z łazienki. Jak zwykle, w samych bokserkach. Obserwuję w lustrzanym odbiciu, jak wyciera włosy w ręcznik, który po chwili rzuca na łóżku i przenosi swoje spojrzenie na mnie. Czy w tym pokoju zrobiło się nagle za gorąco, czy tylko mi się wydaje? Nath wciąż patrzy mi w oczy i powoli zmierza w moją stronę. Jak to możliwe, że nawet sposób, w jaki on się porusza, doprowadza mnie do szaleństwa?
- Zasuniesz? – Odgarniam włosy, kiedy staje przy mnie i otula nas mgiełka orzeźwiającego zapachu.
- Mhm… - Mruczy i zamiast zasunąć ten zamek, on obejmuje mnie w talii, przyciągając do siebie i składa pocałunek na moim ramieniu. Jeden, drugi, trzeci…
- Nathan… - Przymykam powieki, poddając się jego pieszczotom. Po chwili odwraca mnie twarzą do siebie. Wplata dłoń w moje włosy i z czułością spogląda na mnie błyszczącymi tęczówkami. Jego usta odnajdują moje.
- Kocham. Bardzo. – Szepta wprost w moje wargi. I znów unoszę się do chmur.

Spotykamy się wszyscy na dole, w hotelowym lobby. Kels wygląda cudownie, Jowita wręcz bosko. George co chwilę robi do niej maślane oczy. Widać, że poza Jowitą świata nie widzi, bo nie może oderwać od niej spojrzenia. Siva coś do niego mówi, ale on chyba nawet go nie słucha. Gapi się na moją przyjaciółkę, która właśnie rozmawia z Tomem i Kelsey. Zjawia się Jay. Od razu startuje w naszą stronę. Nathan przewraca oczami, a ja śmieję się pod nosem.
- Cześć! – Bird ma ochotę się do mnie przytulić, ale Nathan obejmuje mnie od tyłu i przytula się do moich pleców. Jednak to nie stanowi dla tego człowieka żadnej przeszkody.
- Jay, udusisz mnie! – Mówię, uwięziona między nimi dwoma.
- McGuiness, doigrasz się! – Nath się irytuje, no a mnie znów chce się z tego powodu śmiać.
- Co tam, zakochańce? – Bird odgarnia niesforne loki z czoła i świdruje mnie spojrzeniem.
- W porządku. U Ciebie? – Pytam, bo jak widzę Nathan nie ma ochoty na konwersację. Nadal mocno wtula się w moje plecy.
- Bywało lepiej.
- Chodźcie, jest już transport! – Woła do nas Kevin i zmierzamy za nim do wyjścia.
- Ada? – Zagaduje mnie Jay, idący obok mnie.
- Hm?
- Pocałuj mnie. Po francusku.
- Jay, dobrze wiesz, że tego nie zrobię. – Odpowiadam szybko, zanim Nathan zdąży soczyście zakląć. Bardzo chciałabym się roześmiać, ale próbuję zachować powagę.
- Cóż, zawsze warto próbować. – Jay wzrusza ramionami i wyprzedza nas z uśmiechem.
- Co za wariat. – Teraz już nie mogę się powstrzymać i rechotam jak głupia. Jednak widzę, że Nathanowi nie jest do śmiechu. – Sykes, kocham tylko Ciebie, jasne? – Mówię, zatrzymując się i przyciągając go do siebie. – Tylko Ciebie. – Całuje go i w końcu się uśmiecha. Wychodzimy przed hotel, gdzie na chłopaków znów czeka grupa fanów.

Klub w którym jesteśmy został wynajęty na dzisiejszą noc tylko dla nas. Okazuje się, że do Paryża przyleciała też ekipa z planu teledysku. Co za niespodzianka! Szykuje się naprawdę fajna impreza w doborowym towarzystwie. Najpierw jednak ja i Jowita zostajemy przedstawione managerowi chłopaków. Scooter to całkiem sympatyczny facet, ale już na pierwszy rzut oka widać, że ma wobec zespołu spore wymagania.  Z jednej strony to dobrze, ale z drugiej… Nie mam jednak teraz czasu o tym myśleć, bo za minutę w końcu zobaczymy klip. Nathan przynosi dla mnie kolorowego drinka i siada obok. Nie mogę się doczekać projekcji! Kiedy na ekranie dużego telewizora pojawia się w końcu obraz, pierwszym co wszyscy widzą jest moja twarz. Mój Boże, to naprawdę ja? Muszę przyznać, że wcale nie jest tak źle, aczkolwiek to dziwne uczucie oglądać siebie samą na ekranie. Moim oczom ukazuje się teraz Nathan i po prostu zamieram. Wygląda tak nieziemsko, że w środku cała płonę, a na dodatek on siedzi teraz tak blisko i trzyma mnie za rękę. Jeśli za moment go nie pocałuję, to zwariuję. Teraz muszę się jednak opanować i wytrzymać jeszcze chwilę. W klipie dochodzimy do momentu naszego spontanicznego pocałunku, który wtedy tak spodobał się reżyserowi. Mam ochotę, wręcz potrzebę powtórzyć tą scenę teraz, natychmiast. Nie wiele myśląc biorę twarz Nathana w swoje dłonie i wpijam się w jego usta. I każdy nasz kolejny pocałunek jest jak ten pierwszy. Wyjątkowy, tak bardzo jedyny. Tylko nasz.

xxx

Długo mnie nie było, ale doznałam nagłego przypływu weny. Sprawcą tego jest niejaki Nathan Sykes, który praktycznie obiecał mi wczoraj na twitterze, że mój pierwszy raz będzie memorable, hahaha <3
Kocham Was, kocham chłopców, kocham wszyyyyyyystkooooo!
Enjoy x

1 komentarz:

  1. O MOJ BOŻE! Jak ja na to czekałam! Czytałam już trzy razy i dalej nie mam dość! Nathans feels i koniec! A po wywiadzie u Ryana to w ogóle pozamiatane *.* Dobra wracam do czytania czwarty raz....

    OdpowiedzUsuń