Chłopcy
wyszli właśnie z hotelu. Mają dziś dosyć napięty grafik. Kilka wywiadów,
nagranie w programie i jakiś występ. Za chwilę mają do mnie wpaść Jowita i
Kels, bo to już taka nasza mała tradycja, że pijemy kawę na tarasie. Nie może
się też obyć bez ciasta czekoladowego. Siadam z laptopem przy stoliku i
obserwuję panoramę Paryża. Jest pięknie, słonecznie i ciepło. Jestem
szczęśliwa, zakochana. Niczego więcej mi nie trzeba. No, może oprócz dobrej
kawy, ale na to jeszcze muszę chwilę poczekać. Zanim zjawią się dziewczyny mam
moment, żeby sprawdzić pocztę i facebooka. Nie logowałam się tam od czasu
wyjazdu, ale nie mogę przecież chować głowy w piasek i zerwać kontaktu ze
znajomymi dlatego, że ktoś wysyła mi pogróżki.
Wchodzę w skrzynkę odbiorczą i wstrzymuję oddech. Nie wiedzieć dlaczego,
nagle na ekranie laptopa zaczynają pojawiać się jakieś makabryczne zdjęcia.
Krew, rozszarpane ludzkie zwłoki, pourywane kończyny. Zdjęcia otwierają się
jedno za drugim, a ja nie potrafię tego zatrzymać. Łzy napływają do moich oczu.
Drżącymi rękami staram się cokolwiek zrobić, ale nie mogę zrobić nic. Odwracam
w końcu spojrzenie i szlochając zamykam klapę laptopa niemal go przy tym
uszkadzając. W tej chwili jest mi wszystko jedno. Uciekam z tarasu i rzucam się
na łóżko. Nie potrafię się uspokoić. Nie mogę przestać płakać. Nie mogę pozbyć
się z głowy widoku tych okropnych zdjęć. Na niektórych było napisane, że
właśnie to czeka Nathana, jeśli go natychmiast nie zostawię. Może powinnam
spakować się w tej chwili i wyjechać do Polski? Wciąż zanosząc się od płaczu
wstaję i biegnę do swojej walizki. Otwieram ją i wrzucam do niej co popadnie.
Moje kosmetyki, moje ciuchy, buty. Nie jestem w stanie się opanować. Cała się
trzęsę. Tak bardzo się boję, że jeśli wciąż będę z Nathanem, stanie mu się coś
złego. Kocham go, chcę, żeby
był bezpieczny. Muszę go opuścić. Muszę wrócić do Anglii. Może nawet do Polski?
Łzy nadal płyną po mojej twarzy, kiedy biegnę do łazienki, żeby zabrać
resztę swoich rzeczy. Muszę się dostać na lotnisko. Muszę po prostu zniknąć.
- Ada, co Ty wyprawiasz?! – Odwracam się szybko i widzę
Jowitę I Kelsey, które patrzą na mnie zszokowane. – Jezu, co się stało?! – Pyta
znowu Jowita, a ja nie mogę wydobyć z siebie ani słowa. – Ada?! Ada, co się
stało?!
- Ja muszę… - Zaczynam, ale nie jestem w stanie powiedzieć
więcej. Zginam się w pół i płacz targa mną na wszystkie strony.
- Ada,
słońce. Chodź tutaj! – Kelsey podchodzi do mnie z Jowitą. Prowadzą mnie
do pokoju i każą mi usiąść na łóżku. – Kochana, co się dzieje? Dlaczego się
pakujesz? – Mówi Kels spokojnym tonem.
- Facebook… Ja… Dostałam… - Staram się powiedzieć, ale od
ciągłego płaczu nie mogę złapać tchu. Jowita pędzi na taras i widzę, że sięga
po mojego laptopa. Na wspomnienie tych przerażających zdjęć znów zaczynam
płakać. Kels daje sygnał mojej przyjaciółce, żeby została tam, gdzie jest i
popycha mnie na łóżko.
- Połóż się, Ada. Zrobię Ci drinka. To Ci pomoże. – Kels
idzie do małego barku i tworzy dla mnie jakąś miksturę. Podaje mi szklaneczkę i
słyszę, że Jowita woła ją do siebie. Kiedy obie wracają są prawie tak samo
przerażone, jak ja.
- Jasna dupa. - Odzywa
się moja przyjaciółka, łapiąc się za głowę. – Dzwonić po chłopaków?
- Nie! – Nieco przytomnieję, upijając kolejny łyk alkoholu.
- Co Ty chciałaś zrobić, co?
- Kels, ja muszę go zostawić, ja muszę…
- Ada! – Beszta mnie Jowita, łapiąc za rękę. – Jak możesz
tak w ogóle myśleć?
- A co mam myśleć?! – Znów zbiera mi się na płacz, chociaż
przed sekundą się trochę uspokoiłam. – Widziałyście te obrzydliwe zdjęcia…
- To tylko
zdjęcia.
- Może dla Ciebie! – Odpowiadam przyjaciółce chyba trochę za
ostro. – Przepraszam… - Mówię po chwili, widząc, że sprawiłam jej tym
przykrość.
- Rozumiemy, że jesteś zdenerwowana, ale nie możesz dać się
zastraszyć.
- O, tak.
Kelsey ma rację. Nic złego się nie stanie. Chłopaki mają wszystko pod
kontrolą.
- A jeśli nie? Jeśli Nathan…
- Nie kończ! – Jowita mi przerywa. – Proszę, uspokój się,
dobrze? – Przyjaciółka siada obok mnie, a Kels z drugiej strony. – Jesteśmy w
Paryżu, cieszmy się tym.
Łatwo powiedzieć, gorzej wykonać. Dziewczyny zagadują mnie
na różne sposoby, ale ja wciąż mam przed oczami te paskudne zdjęcia. Na samą
myśl robi mi się niedobrze. Sączę kawę, ale na ciasto nie mam ochoty.
Rozmawiamy bardzo długo. Jestem wdzięczna Jowicie i Kels, że starają się
odciągnąć moje myśli od tego dramatycznego tematu.
Budzę się zamknięta w ramionach Nathana. Spałam? Nawet nie
wiem, kiedy zasnęłam zmęczona tym długim płaczem I nerwami. Odwracam się twarzą
do niego. Nic nie mówi, patrzy tylko na mnie z czułością tak wielką, że znów
łzy napływają do moich oczu. Jak długo przy mnie czuwał? Domyślam się, że
dziewczyny wszystko mu przekazały. Przytulam się do niego mocno, ciesząc się,
że jest tutaj ze mną cały i zdrowy. Umarłabym, gdyby jemu się coś stało. I to z
mojej winy.
- Widziałeś… - Szeptam odsuwając się trochę, żeby móc
spojrzeć w jego oczy.
- Tak. – Odpowiada, gładząc opuszkami palców mój policzek. –
Chciałaś odejść? – Pyta nagle po dłuższej chwili, z bólem w głosie. – Chciałaś
mnie zostawić?
- Tak… Ale chciałam zrobić to dla Ciebie, nie dla siebie.
Dla Ciebie, żebyś był bezpieczny.
- Kochanie… - Nath przybliża swoją twarz do mojej i
dostrzegam, że w jego oczach zbierają się łzy. – Proszę, nie odchodź ode mnie. Proszę…
Nic nie
mówię. Po prostu wpijam się zachłannie w jego usta. Całujemy się tak,
jakby zaraz miał się skończyć świat. Żarliwie, wręcz rozpaczliwie, aż brakuje
nam tchu, między kolejnymi pocałunkami wyznając sobie miłość. Gdy przerywamy,
żeby zaczerpnąć powietrza, rozlega się głośnie pukanie do drzwi. Uśmiechamy się
do siebie i wstajemy. W tej samej chwili do pokoju wtaczają się nasi
przyjaciele.
- Cześć, ludzie. Wiemy, że może chcecie być sami, ale
właściwie mamy to w dupie i przyszliśmy oglądać z wami filmy. – Odzywa się Jay
i wybuchamy śmiechem.
Tak oto wszyscy rozsiadają się na naszym wielkim łóżku.
Wiem, że przyszli tutaj, żeby nas wesprzeć. I za to ich uwielbiam. Bo właśnie
tego mnie i Nathanowi teraz trzeba.
Zostały dwa dni do powrotu do domu. Chłopcy chcieli zrobić
nam niespodziankę i jak się okazuje, nie mają już żadnych zobowiązań
zawodowych, dlatego plan jest taki, że mamy trochę pozwiedzać. Jestem z tego powodu
bardzo zadowolona, bo w Paryżu jest mnóstwo miejsc, które zawsze chciałam
zobaczyć. Szykujemy się z Nathanem do wyjścia, bo za kilka minut mamy być na
dole. Obowiązkowo zabieram do torby aparat, bo chcę mieć dużo zdjęć.
Rozpoczynamy standardowo, czyli od wizytówki Paryża, którą
jest Wieża Eiffela. Całą bandą wjeżdżamy na górę. Obserwuję Jowiśkę i Maxa,
którzy uśmiechają się do siebie, patrząc sobie głęboko w oczy. Pewnie wspominają
swoją romantyczną kolację. Miło na nich patrzeć, ale wolę teraz inny widok.
Odwracam głowę i spoglądam w zielone tęczówki Nathana. Widzę w nich miłość,
troskę i czułość. Nie potrzeba tutaj słów. Wystarczy jego spojrzenie i wiem, że
on kocha mnie tak bardzo, jak ja kocham jego. Uśmiechamy się do siebie, bo
kątem oka widzę, że Kels robi nam zdjęcia. Staję na palcach i skradam Nathanowi
całusa mając nadzieję, że Kelsey uwieczniła to na fotografii.
- Jestem panem świata! – Wrzeszczy Jay, rozkładając ręce, gdy
stajemy w końcu wszyscy przy barierkach.
- Idioto, to ja jestem panem świata! – Tom też rozpościera
ramiona, zarażając wszystkich śmiechem.
- Chciałbyś! – Mówi Jay, grzebiąc w plecaku. – Gdzie jest
moje polskie piwo?
- Wiecie co? Musimy tutaj wrócić wieczorem. – Propnuje Kels,
a ja przyznaję jej rację. W nocy wieża jest cudownie oświetlona.
- Wow, co za widok. – Biorę od niej aparat i staram się jak
najlepiej uwiecznić panoramę Paryża.
- Zrobimy sobie zdjęcie, kochanie? – Pyta Nath, gładząc mnie
po plecach.
- Z Tobą? Zawsze.
– Podaję mu aparat I przytulam się do niego. – Nie ma to, jak fotka z ręki. –
Wybucham śmiechem, kiedy spoglądamy na ekran, żeby zobaczyć efekt.
- Epicko. – Stwierdza Sykes, uśmiechając się tak, że kolana
się pode mną uginają.
- Nathan, przestań, bo za chwilę zwariuję. – Mruczę, czując,
jak mój żołądek robi fikołki.
- Wiem, co sobie tam myślisz. – Nath zagląda mi w oczy i czyta
ze mnie, jak z otwartej książki. Co ja poradzę na to, że przez niego i jego
perfekcję mam grzeszne myśli? Najchętniej
bym z nim teraz…
- Ada, chcę mieć z Tobą foteczkę! – Zjawia się Jay i
bezczelnie odciąga mnie od Nathana, który stara się bardzo, żeby się nie
zdenerwować. – No, dajże pyska, mała! – Mówi i składa na moim policzku
soczystego buziaka. Śmieję się jak wariatka i chociaż widzę, że Nath jest
wściekły, robi nam zdjęcie. Będzie
fajna pamiątka.
- Dobra,
już dobra. Chodź tu, bracie. – Jay wyciąga ramiona w stronę Nathana i widzę,
że mój chłopak został właśnie udobruchany.
Nasza wyprawa do Paryża, to już przeszłość. Od dwóch dni jesteśmy
w domu. Nathan uznał, że powinnam mieć ochronę, więc Ted stał się teraz moim
nieodłącznym towarzyszem. Czuję się trochę jak w jakimś filmie, albo książce. Do
tej pory byłam zwykłą dziewczyną z Polski, a teraz doszło do tego, że mam
swojego ochroniarza. Moje życie wywróciło się do góry nogami i stanęł na głowie. Może i nie
byłam na to wszystko gotowa, ale dla takiej miłości warto się poświęcić. Nie poddam się. Nie zrezygnuję z
Nathana. Zbyt mocno mi zależy, za bardzo go kocham.
xxx
Mieszam i mieszać będę dalej!
Mieszaj, mieszaj a może jakieś kolejne procenty powstaną ;D czekam na moment, w którym Ted pokaże swoje umiejętności :3 w ogóle czekam ;)
OdpowiedzUsuń