piątek, 31 maja 2013

17. I want you to stay



Chłopcy wyszli właśnie z hotelu. Mają dziś dosyć napięty grafik. Kilka wywiadów, nagranie w programie i jakiś występ. Za chwilę mają do mnie wpaść Jowita i Kels, bo to już taka nasza mała tradycja, że pijemy kawę na tarasie. Nie może się też obyć bez ciasta czekoladowego. Siadam z laptopem przy stoliku i obserwuję panoramę Paryża. Jest pięknie, słonecznie i ciepło. Jestem szczęśliwa, zakochana. Niczego więcej mi nie trzeba. No, może oprócz dobrej kawy, ale na to jeszcze muszę chwilę poczekać. Zanim zjawią się dziewczyny mam moment, żeby sprawdzić pocztę i facebooka. Nie logowałam się tam od czasu wyjazdu, ale nie mogę przecież chować głowy w piasek i zerwać kontaktu ze znajomymi dlatego, że ktoś wysyła mi pogróżki.  Wchodzę w skrzynkę odbiorczą i wstrzymuję oddech. Nie wiedzieć dlaczego, nagle na ekranie laptopa zaczynają pojawiać się jakieś makabryczne zdjęcia. Krew, rozszarpane ludzkie zwłoki, pourywane kończyny. Zdjęcia otwierają się jedno za drugim, a ja nie potrafię tego zatrzymać. Łzy napływają do moich oczu. Drżącymi rękami staram się cokolwiek zrobić, ale nie mogę zrobić nic. Odwracam w końcu spojrzenie i szlochając zamykam klapę laptopa niemal go przy tym uszkadzając. W tej chwili jest mi wszystko jedno. Uciekam z tarasu i rzucam się na łóżko. Nie potrafię się uspokoić. Nie mogę przestać płakać. Nie mogę pozbyć się z głowy widoku tych okropnych zdjęć. Na niektórych było napisane, że właśnie to czeka Nathana, jeśli go natychmiast nie zostawię. Może powinnam spakować się w tej chwili i wyjechać do Polski? Wciąż zanosząc się od płaczu wstaję i biegnę do swojej walizki. Otwieram ją i wrzucam do niej co popadnie. Moje kosmetyki, moje ciuchy, buty. Nie jestem w stanie się opanować. Cała się trzęsę. Tak bardzo się boję, że jeśli wciąż będę z Nathanem, stanie mu się coś złego. Kocham go, chcę, żeby był bezpieczny. Muszę go opuścić. Muszę wrócić do Anglii. Może nawet do Polski? Łzy nadal płyną po mojej twarzy, kiedy biegnę do łazienki, żeby zabrać resztę swoich rzeczy. Muszę się dostać na lotnisko. Muszę po prostu zniknąć.
- Ada, co Ty wyprawiasz?! – Odwracam się szybko i widzę Jowitę I Kelsey, które patrzą na mnie zszokowane. – Jezu, co się stało?! – Pyta znowu Jowita, a ja nie mogę wydobyć z siebie ani słowa. – Ada?! Ada, co się stało?!
- Ja muszę… - Zaczynam, ale nie jestem w stanie powiedzieć więcej. Zginam się w pół i płacz targa mną na wszystkie strony.
- Ada, słońce. Chodź tutaj! – Kelsey podchodzi do mnie z Jowitą. Prowadzą mnie do pokoju i każą mi usiąść na łóżku. – Kochana, co się dzieje? Dlaczego się pakujesz? – Mówi Kels spokojnym tonem.
- Facebook… Ja… Dostałam… - Staram się powiedzieć, ale od ciągłego płaczu nie mogę złapać tchu. Jowita pędzi na taras i widzę, że sięga po mojego laptopa. Na wspomnienie tych przerażających zdjęć znów zaczynam płakać. Kels daje sygnał mojej przyjaciółce, żeby została tam, gdzie jest i popycha mnie na łóżko.
- Połóż się, Ada. Zrobię Ci drinka. To Ci pomoże. – Kels idzie do małego barku i tworzy dla mnie jakąś miksturę. Podaje mi szklaneczkę i słyszę, że Jowita woła ją do siebie. Kiedy obie wracają są prawie tak samo przerażone, jak ja.
- Jasna dupa. - Odzywa się moja przyjaciółka, łapiąc się za głowę. – Dzwonić po chłopaków?
- Nie! – Nieco przytomnieję, upijając kolejny łyk alkoholu.
- Co Ty chciałaś zrobić, co?
- Kels, ja muszę go zostawić, ja muszę…
- Ada! – Beszta mnie Jowita, łapiąc za rękę. – Jak możesz tak w ogóle myśleć?
- A co mam myśleć?! – Znów zbiera mi się na płacz, chociaż przed sekundą się trochę uspokoiłam. – Widziałyście te obrzydliwe zdjęcia…
- To tylko zdjęcia.
- Może dla Ciebie! – Odpowiadam przyjaciółce chyba trochę za ostro. – Przepraszam… - Mówię po chwili, widząc, że sprawiłam jej tym przykrość.
- Rozumiemy, że jesteś zdenerwowana, ale nie możesz dać się zastraszyć.
- O, tak. Kelsey ma rację. Nic złego się nie stanie. Chłopaki mają wszystko pod kontrolą.
- A jeśli nie? Jeśli Nathan…
- Nie kończ! – Jowita mi przerywa. – Proszę, uspokój się, dobrze? – Przyjaciółka siada obok mnie, a Kels z drugiej strony. – Jesteśmy w Paryżu, cieszmy się tym.
Łatwo powiedzieć, gorzej wykonać. Dziewczyny zagadują mnie na różne sposoby, ale ja wciąż mam przed oczami te paskudne zdjęcia. Na samą myśl robi mi się niedobrze. Sączę kawę, ale na ciasto nie mam ochoty. Rozmawiamy bardzo długo. Jestem wdzięczna Jowicie i Kels, że starają się odciągnąć moje myśli od tego dramatycznego tematu.


Budzę się zamknięta w ramionach Nathana. Spałam? Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam zmęczona tym długim płaczem I nerwami. Odwracam się twarzą do niego. Nic nie mówi, patrzy tylko na mnie z czułością tak wielką, że znów łzy napływają do moich oczu. Jak długo przy mnie czuwał? Domyślam się, że dziewczyny wszystko mu przekazały. Przytulam się do niego mocno, ciesząc się, że jest tutaj ze mną cały i zdrowy. Umarłabym, gdyby jemu się coś stało. I to z mojej winy.
- Widziałeś… - Szeptam odsuwając się trochę, żeby móc spojrzeć w jego oczy.
- Tak. – Odpowiada, gładząc opuszkami palców mój policzek. – Chciałaś odejść? – Pyta nagle po dłuższej chwili, z bólem w głosie. – Chciałaś mnie zostawić?
- Tak… Ale chciałam zrobić to dla Ciebie, nie dla siebie. Dla Ciebie, żebyś był bezpieczny.
- Kochanie… - Nath przybliża swoją twarz do mojej i dostrzegam, że w jego oczach zbierają się łzy. – Proszę, nie odchodź ode mnie. Proszę…
Nic nie mówię. Po prostu wpijam się zachłannie w jego usta. Całujemy się tak, jakby zaraz miał się skończyć świat. Żarliwie, wręcz rozpaczliwie, aż brakuje nam tchu, między kolejnymi pocałunkami wyznając sobie miłość. Gdy przerywamy, żeby zaczerpnąć powietrza, rozlega się głośnie pukanie do drzwi. Uśmiechamy się do siebie i wstajemy. W tej samej chwili do pokoju wtaczają się nasi przyjaciele.
- Cześć, ludzie. Wiemy, że może chcecie być sami, ale właściwie mamy to w dupie i przyszliśmy oglądać z wami filmy. – Odzywa się Jay i wybuchamy śmiechem.
Tak oto wszyscy rozsiadają się na naszym wielkim łóżku. Wiem, że przyszli tutaj, żeby nas wesprzeć. I za to ich uwielbiam. Bo właśnie tego mnie i Nathanowi teraz trzeba. 

Zostały dwa dni do powrotu do domu. Chłopcy chcieli zrobić nam niespodziankę i jak się okazuje, nie mają już żadnych zobowiązań zawodowych, dlatego plan jest taki, że mamy trochę pozwiedzać. Jestem z tego powodu bardzo zadowolona, bo w Paryżu jest mnóstwo miejsc, które zawsze chciałam zobaczyć. Szykujemy się z Nathanem do wyjścia, bo za kilka minut mamy być na dole. Obowiązkowo zabieram do torby aparat, bo chcę mieć dużo zdjęć.
Rozpoczynamy standardowo, czyli od wizytówki Paryża, którą jest Wieża Eiffela. Całą bandą wjeżdżamy na górę. Obserwuję Jowiśkę i Maxa, którzy uśmiechają się do siebie, patrząc sobie głęboko w oczy. Pewnie wspominają swoją romantyczną kolację. Miło na nich patrzeć, ale wolę teraz inny widok. Odwracam głowę i spoglądam w zielone tęczówki Nathana. Widzę w nich miłość, troskę i czułość. Nie potrzeba tutaj słów. Wystarczy jego spojrzenie i wiem, że on kocha mnie tak bardzo, jak ja kocham jego. Uśmiechamy się do siebie, bo kątem oka widzę, że Kels robi nam zdjęcia. Staję na palcach i skradam Nathanowi całusa mając nadzieję, że Kelsey uwieczniła to na fotografii.
- Jestem panem świata! – Wrzeszczy Jay, rozkładając ręce, gdy stajemy w końcu wszyscy przy barierkach.
- Idioto, to ja jestem panem świata! – Tom też rozpościera ramiona, zarażając wszystkich śmiechem.
- Chciałbyś! – Mówi Jay, grzebiąc w plecaku. – Gdzie jest moje polskie piwo?
- Wiecie co? Musimy tutaj wrócić wieczorem. – Propnuje Kels, a ja przyznaję jej rację. W nocy wieża jest cudownie oświetlona.
- Wow, co za widok. – Biorę od niej aparat i staram się jak najlepiej uwiecznić panoramę Paryża.
- Zrobimy sobie zdjęcie, kochanie? – Pyta Nath, gładząc mnie po plecach.
- Z Tobą? Zawsze. – Podaję mu aparat I przytulam się do niego. – Nie ma to, jak fotka z ręki. – Wybucham śmiechem, kiedy spoglądamy na ekran, żeby zobaczyć efekt.
- Epicko. – Stwierdza Sykes, uśmiechając się tak, że kolana się pode mną uginają.
- Nathan, przestań, bo za chwilę zwariuję. – Mruczę, czując, jak mój żołądek robi fikołki.
- Wiem, co sobie tam myślisz. – Nath zagląda mi w oczy i czyta ze mnie, jak z otwartej książki. Co ja poradzę na to, że przez niego i jego perfekcję mam grzeszne myśli? Najchętniej bym z nim teraz…
- Ada, chcę mieć z Tobą foteczkę! – Zjawia się Jay i bezczelnie odciąga mnie od Nathana, który stara się bardzo, żeby się nie zdenerwować. – No, dajże pyska, mała! – Mówi i składa na moim policzku soczystego buziaka. Śmieję się jak wariatka i chociaż widzę, że Nath jest wściekły, robi nam zdjęcie. Będzie fajna pamiątka.
- Dobra, już dobra. Chodź tu, bracie. – Jay wyciąga ramiona w stronę Nathana i widzę, że mój chłopak został właśnie udobruchany. 

Nasza wyprawa do Paryża, to już przeszłość. Od dwóch dni jesteśmy w domu. Nathan uznał, że powinnam mieć ochronę, więc Ted stał się teraz moim nieodłącznym towarzyszem. Czuję się trochę jak w jakimś filmie, albo książce. Do tej pory byłam zwykłą dziewczyną z Polski, a teraz doszło do tego, że mam swojego ochroniarza. Moje życie wywróciło się do góry nogami i stanęł na głowie. Może i nie byłam na to wszystko gotowa, ale dla takiej miłości warto się poświęcić. Nie poddam się. Nie zrezygnuję z Nathana. Zbyt mocno mi zależy, za bardzo go kocham. 

xxx
 
Mieszam i mieszać będę dalej! 

1 komentarz:

  1. Mieszaj, mieszaj a może jakieś kolejne procenty powstaną ;D czekam na moment, w którym Ted pokaże swoje umiejętności :3 w ogóle czekam ;)

    OdpowiedzUsuń