Za kilka godzin mamy lot do Francji. Jesteśmy z Jowitą w
naszym mieszkaniu, żeby spakować jeszcze kilka rzeczy na podróż. Ja jestem już
gotowa, toteż siadam w kuchni i czekam, aż Jowita w końcu przestanie biegać jak
wariatka w te i z powrotem. Postanawiam sprawdzić co tam na facebooku. Loguję
się więc i widzę, że moja skrzynka pęka w szwach. Dziwne… Nie było mnie tam
raptem od wczoraj. Skąd tyle wiadomości? Odbieram pierwszą i zamieram. Nie,
tylko nie to… „Dziwko, on jest mój! Zostaw go zanim będzie za późno!” Otwieram
kolejne i robi mi się niedobrze. Treść mniej więcej podobna, a momentami nawet
gorsza. Odkładam telefon trzęsącą się ręką. A czego ja się spodziewałam? Że
nagle wszystko ucichnie? Że to się skończy zanim tak naprawdę się zaczęło?
- Co Ci jest? – Zjawia się Jowita, trzymająca w dłoniach
dwie pary trampek.
- Mi? Nic. – Uśmiecham się krzywo, mając nadzieję, że to
kupi.
- Jaja sobie ze mnie robisz? Jesteś blada jak ściana!
- Zobacz… - Podaję jej telefon uznając, że i tak nie ma
sensu ściemniać.
- Kurwa! – Jowita aż przysiada z wrażenia. – Kurwa, kurwa…
- Może jak wrócimy z Francji, naszego mieszkania już nie
będzie, bo ktoś wysadzi je w powietrze? – Śmieję się głupio, chociaż to wcale
zabawne nie jest. – Boże…
- Przestań! Max mówił, że ochrona będzie miała oko na nasz
dom. Ale właściwie, to… Może jakby to mieszkanie zniknęło z powierzchni ziemi byłoby lepiej. Mieszkałybyśmy wtedy z
chłopakami tak na serio.
- Jowiśka!
- Oj, żartowałam! Chciałam rozładować napięcie. Chyba mi się
nawet udało. – Przyjaciółka spogląda na mnie uważnie. W jej oczach dostrzegam
troskę. – Zostaw to teraz. Zapomnij o
tych pogróżkach.
- Jak mam o tym zapomnieć? Ktoś grozi mi śmiercią…
- Powiesz Nathanowi?
- Nie będę musiała. Sam zauważy, że jestem zdenerwowana. –
Wzruszam ramionami i wychodzę z facebooka. Nie mogę dłużej patrzeć na te
wszystkie anonimowe, pełne nienawiści wiadomości.
- Ada, to tylko jakieś fanki, a nie seryjny morderca.
- Może i tak, ale to nie zmienia faktu, że się boję. O
siebie, ale przede wszystkim o Nathana, o was.
- Stop! – Jowita przerywa mój wywód i wstaje. – Koniec.
Zbieraj tyłek i lecimy do Francji!
- Ja? Kochana, ja dawno jestem gotowa. To Ty się grzebiesz.
Jak zwykle zresztą! – Śmieję się czując, jak napięcie powoli ze mnie ulatuje. Jowita
ma rację. Nie pora na zmartwienia.
Jesteśmy w drodze na lotnisko. W busie jest głośno, bardzo
głośno, bo Jay jest w imprezowym nastroju. A kiedy nie jest? Bird włącza stary,
ale jary kawałek ‘I Get knocked down’ na cały regulator i wszyscy śpiewamy,
zachowując się przy tym jak idioci. Serio, życie z nimi, to nieustająca balanga.
Myślałam, że Nathan nie domyśli się, że coś jest nie tak, ale on oczywiście
ciągnie mnie na koniec busa i sadza sobie na kolanach.
- Mów mi natychmiast, co jest grane.
- Kurcze, przed Tobą nic się nie ukryje, co?
- Czuję, że coś Cię gryzie. Mam rację? – Sykes zaplata na
swoim palcu kosmyk moich włosów i patrzy na mnie wyczekująco.
- Dostałam trochę wiadomości na facebooku. – Mówię,
zagryzając wargę. – Nie będę cytowała…
- Kochanie, przepraszam Cię…
- Przestań, Nathan. To nie twoja wina! Przejdziemy przez to
razem, tak?
- Chyba, że chcesz odejść i żyć w spokoju. – Mówi Nathan
cicho.
- Nigdzie się nie wybieram! – Niemal krzyczę, biorąc jego
twarz w swoje dłonie. – Ile razy mam Ci to jeszcze powtórzyć?
- Moja śliczna… - Sykes przyciąga mnie do siebie i nasze
usta się spotykają. Jednak nie dane jest nam rozkoszować się tą chwilą długo.
Siva przerywa nam, trafiając nas poduszką, którą zabrał w podróż Tom.
- Wysiadka, zakochańce! – Seev Szczerzy się od ucha do ucha.
Rzeczywiście, dojeżdżamy do lotniska Heathrow.
Tłum fanek, do tego fotoreporterzy. Jeszcze nie przywykłam
do takich akcji, dlatego cieszę się, że mam na twarzy ogromne okulary
przeciwsłoneczne, dzięki czemu mam wrażenie, że jestem trochę niewidzialna.
Taaa, chciałoby się. Paparazzi wołają mnie po imieniu, chcąc, żebym odwróciła
się w ich stronę. To istne szaleństwo! W jednej ręce trzymam walizkę, którą
ciągnę za sobą, a moja druga dłoń mocno ściska dłoń Nathana. Czym ja jestem
zszokowana? Sykes uprzedzał mnie, jaka będzie sytuacja. Muszę wziąć się w
garść. Natychmiast. Słyszę, że fotoreporterzy wołają też Jowitę. Oglądam się za
nią i widzę, że jest dużo mniej spięta, niż ja. Jak ona to robi? Max całuję ją
w czoło i zostawia na moment, podchodząc do fanek. Zauważam, że Jay przytula
każdą z dziewczyn na powitanie i nie szczędzi im buziaków. Siva jest dużo mniej
wylewny, ale Tom i Max zachowują się identycznie jak Bird. W końcu Nathan
puszcza moją dłoń i mówi, że idzie przywitać się z fankami. Nie mam mu tego za
złe. Chłopcy opowiadali nam, jak ważni są dla nich fani. Wcale nie dziwię się
tym dziewczynom, że kochają tych wariatów.
- Jesteś zazdrosna? – Obok mnie zjawia się Jowita.
- Nie. A Ty? – Zerkam na nią, a potem na Maxa, który całuje
właśnie fankę w oba policzki.
- Nieeee.
- Nathan mówił mi, w jaki sposób traktują fanki. Tu urocze,
nie sądzisz? – Uśmiecham się, spoglądając w stronę swojego chłopaka. Przytula
właśnie do siebie uszczęśliwioną, niską blondynkę.
- Właściwie, to masz rację. Oni są wyjątkowi. – Przyjaciółka
daje mi kuksańca w bok.
- Przepraszam, mogę prosić o autograf? – Słyszę za swoimi
plecami. Odwracamy się z Jowitą za siebie i napotykamy spojrzenie drobnej,
uśmiechniętej brunetki.
- To chyba jakaś pomyłka… - Bełkotam zmieszana.
- Jesteś dziewczyną Nathana, tak?
- Tak…
- To poproszę o autograf. I zdjęcie, jeśli można.
- Ja wam zrobię. – Jowita bierze od niej telefon, a ja
bazgram na kartce swoje imię i ustawiam się do fotki. Jestem po prostu w szoku.
- Dzięki. Z dziewczyną Maxa też chciałabym zdjęcie. –
Brunetka uśmiecha się do mojej przyjaciółki i teraz to ja robię fotkę im. –
Dziękuję wam, dziewczyny. Do zobaczenia!
- Ej, co to było? – Jowita wybucha śmiechem i klepie mnie w
plecy. – Rodzi się nam nowa gwiazda!
- Odezwała się!
- Nie, ale serio. Co to było?
- Nie wiem… Ale wiesz co? Ulżyło mi, że nie wszystkie fanki
chcą mnie zabić. – Mówię, zdając sobie sprawę, że może naprawdę nie będzie tak
źle.
- Wszystkie nie, ale te tam… - Jowita patrzy na lewo więc
podążam wzrokiem tuż za nią. Kilka metrów od nas stoją dwie dziewczyny, które
spoglądają na mnie tak, jakbym była najobrzydliwszym stworzeniem na ziemi.
Dobrze, że wciąż mam na nosie okulary przeciwsłoneczne. Mogę im się bezkarnie
przyjrzeć. – A co, jeśli to one wysyłają Ci te pogróżki?
- No co Ty… - Odpowiadam ale zastanawiam się nad słowami
Jowity. Nagle zdaję sobie sprawę, że te obsesyjne fanki naprawdę mogą tu być. I
to może być każda z nich.
- Dziewczęta, idziemy. – Nie mam czasu na dalsze
rozmyślania. Ted, przesympatyczny ochroniarz, który nam towarzyszy kieruje nas
powoli na odprawę.
W samolocie zostaję posadzona między Nathanem a Jayem. Przypadek?
McGuiness od razu zaczyna się drażnić z moim poirytowanym chłopakiem. Kładzie
mi głowę na ramieniu i mówi, że jest mu wygodnie, jak w niebie, a będzie
jeszcze lepiej, jak położy się nieco niżej. Nathan od razu reaguje i odpycha go
ode mnie. Wybucham śmiechem i już wiem, że lot do Francji będzie niezapomniany.
Stoję właśnie na balkonie w hotelu, w którym zostaliśmy
zakwaterowani i nie mogę uwierzyć w to, co widzę. Jesteśmy w Paryżu i mam przed
sobą widok na Wieżę Eiffela. Powoli zapada zmrok, jestem totalnie oczarowana
tym miastem. Zawsze marzyłam o tym, żeby się tu znaleźć, ale nie sądziłam, że
trafię tutaj z kimś, na kim tak bardzo mi zależy. Ten ktoś staje teraz za mną i
obejmuje mnie mocno, składając pocałunek na mojej szyi. I znów moje zmysły wariują,
ze szczęścia kręci mi się w głowie. Mam wrażenie, że śnię, ale kiedy Nathan
odwraca mnie w swoją stronę i zaczyna całować, dostaję dowód na to, że to
wszystko dzieje się naprawdę.
- S.O.S. Adaaa! – Półtorej godziny później do naszego pokoju
wpada Jowita. Wyszłam właśnie spod prysznica, a Nathan leży na łóżku i korzysta
z laptopa.
- Co się stało?
- Byłam w łazience, a jak wróciłam, Maxa już nie było.
Zostawił mi liścik, że mam być gotowa za godzinę, bo po mnie przyjdzie. –
Jowita jest podekscytowana tak, że mam wrażenie, iż zaraz eksploduje. – Zrobisz
mnie na bóstwo?!
- No to ba!
- Jowita, Ty się przyzwyczajaj. Max tak ma. – Nathan staje
obok nas i całuje mnie w policzek. – Pogadajcie sobie, ja pójdę do chłopaków. –
Udanej randki państwo George!
- Dzięki, Nath! – Jowita niemal podskakuje z radości.
- Dobra, koniec gadania. Biorę Cię w obroty moja panno.
Jowita jest już gotowa. Ma na sobie czerwoną, dopasowaną
sukienkę do połowy uda, która odsłania plecy, a na stopach czarne szpilki. Zrobiłam
jej nieco mocniejszy makijaż, włosy potraktowałam lokówką. Coś mi mówi, że Max
zaniemówi na widok mojej przyjaciółki. Jesteśmy u nich w pokoju i już właśnie
mam wychodzić, kiedy zjawia się właśnie on. Będę świadkiem pięknej sceny, czuję to. George
wygląda oszałamiająco, muszę to przyznać. Włożył grafitowy garnitur, który
podkreśla kolor jego oczu. Oczu, które teraz wpatrzone są w Jowitę. Trzyma w
dłoni długą, czerwoną różę i jak w transie zmierza w stronę Jowiśki, która
dosłownie promienieje szczęściem. Mam wrażenie, że oboje zapomnieli, że ja też
jestem w tym pomieszczeniu. Przysiadam na łóżku i rozkoszuję się widokiem tej
dwójki. Przyciąganie między nimi jest niemal namacalne.
- Kochanie, jesteś niewyobrażalnie piękna.
- Max… Wariacie. – Jowita bierze od chłopaka różę i zarzuca
mu ręce na szyję. – Co Ty znowu wymyśliłeś?
- Zabieram Cię na kolację. Na jedną taką wieżę…
- Oh! – Moja przyjaciółka wpija się w usta Maxa. Od
patrzenia na nich serce rośnie!
- Ekhm. – Odchrząkuję, uśmiechając się szeroko, kiedy Max i
Jowita uzmysławiają sobie fakt, że nie są tu sami. – Bawcie się dobrze, moi kochani.
Ja wracam do mojego królewicza.
- Dziękuję za wszystko. Uwielbiam Cię! – Woła za mną
przyjaciółka. Max mi odmachuje, a ja zmierzam do pokoju, który dzielę z
Nathanem. Nie zastaję go tam, więc wędruję do Jaya. Po drodze spotykam Kels i
Toma, którzy też idą tam, gdzie ja.
- Robimy imprezę! – McGuiness wita nas od progu tymi oto słowami
i rzuca mi się na szyję. Kątem oka już widzę zmierzającego w naszym kierunku
Nathana. Wybucham śmiechem, bo to naprawdę słodkie, kiedy on jest o mnie
zazdrosny mimo, że Jay specjalnie mu dokucza.
- McGuiness, zajmij się swoim drinkiem! – Sykes zachowuję
się niczym rycerz odbijający księżniczkę z rąk potwora. Nie mogę przestać się
śmiać. To takie urocze!
- Skarbie, dobrze wiesz, że jestem tylko twoja. – Mówię, gdy
Jay oddala się od nas tanecznym krokiem. – Bird się z Tobą tylko droczy.
- Wiem, ale i tak trafia mnie szlag, jak ten głupek się koło
Ciebie kręci.
- Nathan… - Znów się śmieję, czym zarażam i jego. – Chodź tu…
- Przyciągam chłopaka do siebie i całuję go żarliwie.
- Zakochani! Tutaj się pije! – Woła Siva, nalewając nam po
kieliszku.
To będzie długa noc.
xxx
Coś mi tu nie gra, ale no co tam... Dla Jowiśki, bo chyba wiadomo, dlaczego! Love you <3
I chciałam tylko powiedziec, że nadal żyję piątkiem i nadal jest fangirling... The Wanted followed me yaaaaaay! Jestem z tego powodu w niebie!
HAHAHAHAHHA <3 no nie wierzę, nie wierzę. cudacko jest, serio! przyjemność. <3 Max w grafitowym garniturze <3 Jaybird hahahshahshahshah kocham tego kretyna i tylko wyobrażam sobie miny Natha i jak idzie w stylu 'biegnę Ci wpierdolić' hahshahsha <3
OdpowiedzUsuńGosh! Przepraszam, że piszę pijany komentarz, ale czytam ponownie, bo kocham to sobie wyobrazac na nowo ;) Juz 14 rodzial?! Ale to leci! ;)
OdpowiedzUsuń