niedziela, 5 maja 2013

14. I'll be your silver, I'll be your gold



Za kilka godzin mamy lot do Francji. Jesteśmy z Jowitą w naszym mieszkaniu, żeby spakować jeszcze kilka rzeczy na podróż. Ja jestem już gotowa, toteż siadam w kuchni i czekam, aż Jowita w końcu przestanie biegać jak wariatka w te i z powrotem. Postanawiam sprawdzić co tam na facebooku. Loguję się więc i widzę, że moja skrzynka pęka w szwach. Dziwne… Nie było mnie tam raptem od wczoraj. Skąd tyle wiadomości? Odbieram pierwszą i zamieram. Nie, tylko nie to… „Dziwko, on jest mój! Zostaw go zanim będzie za późno!” Otwieram kolejne i robi mi się niedobrze. Treść mniej więcej podobna, a momentami nawet gorsza. Odkładam telefon trzęsącą się ręką. A czego ja się spodziewałam? Że nagle wszystko ucichnie? Że to się skończy zanim tak naprawdę się zaczęło?
- Co Ci jest? – Zjawia się Jowita, trzymająca w dłoniach dwie pary trampek.
- Mi? Nic. – Uśmiecham się krzywo, mając nadzieję, że to kupi.
- Jaja sobie ze mnie robisz? Jesteś blada jak ściana!
- Zobacz… - Podaję jej telefon uznając, że i tak nie ma sensu ściemniać.
- Kurwa! – Jowita aż przysiada z wrażenia. – Kurwa, kurwa…
- Może jak wrócimy z Francji, naszego mieszkania już nie będzie, bo ktoś wysadzi je w powietrze? – Śmieję się głupio, chociaż to wcale zabawne nie jest. – Boże…
- Przestań! Max mówił, że ochrona będzie miała oko na nasz dom. Ale właściwie, to… Może jakby to mieszkanie zniknęło z powierzchni  ziemi byłoby lepiej. Mieszkałybyśmy wtedy z chłopakami tak na serio.
- Jowiśka!
- Oj, żartowałam! Chciałam rozładować napięcie. Chyba mi się nawet udało. – Przyjaciółka spogląda na mnie uważnie. W jej oczach dostrzegam troskę. –  Zostaw to teraz. Zapomnij o tych pogróżkach.
- Jak mam o tym zapomnieć? Ktoś grozi mi śmiercią…
- Powiesz Nathanowi?
- Nie będę musiała. Sam zauważy, że jestem zdenerwowana. – Wzruszam ramionami i wychodzę z facebooka. Nie mogę dłużej patrzeć na te wszystkie anonimowe, pełne nienawiści wiadomości.
- Ada, to tylko jakieś fanki, a nie seryjny morderca.
- Może i tak, ale to nie zmienia faktu, że się boję. O siebie, ale przede wszystkim o Nathana, o was.
- Stop! – Jowita przerywa mój wywód i wstaje. – Koniec. Zbieraj tyłek i lecimy do Francji!
- Ja? Kochana, ja dawno jestem gotowa. To Ty się grzebiesz. Jak zwykle zresztą! – Śmieję się czując, jak napięcie powoli ze mnie ulatuje. Jowita ma rację. Nie pora na zmartwienia.

Jesteśmy w drodze na lotnisko. W busie jest głośno, bardzo głośno, bo Jay jest w imprezowym nastroju. A kiedy nie jest? Bird włącza stary, ale jary kawałek ‘I Get knocked down’ na cały regulator i wszyscy śpiewamy, zachowując się przy tym jak idioci. Serio, życie z nimi, to nieustająca balanga. Myślałam, że Nathan nie domyśli się, że coś jest nie tak, ale on oczywiście ciągnie mnie na koniec busa i sadza sobie na kolanach.
- Mów mi natychmiast, co jest grane.
- Kurcze, przed Tobą nic się nie ukryje, co?
- Czuję, że coś Cię gryzie. Mam rację? – Sykes zaplata na swoim palcu kosmyk moich włosów i patrzy na mnie wyczekująco.
- Dostałam trochę wiadomości na facebooku. – Mówię, zagryzając wargę. – Nie będę cytowała…
- Kochanie, przepraszam Cię…
- Przestań, Nathan. To nie twoja wina! Przejdziemy przez to razem, tak?
- Chyba, że chcesz odejść i żyć w spokoju. – Mówi Nathan cicho.
- Nigdzie się nie wybieram! – Niemal krzyczę, biorąc jego twarz w swoje dłonie. – Ile razy mam Ci to jeszcze powtórzyć?
- Moja śliczna… - Sykes przyciąga mnie do siebie i nasze usta się spotykają. Jednak nie dane jest nam rozkoszować się tą chwilą długo. Siva przerywa nam, trafiając nas poduszką, którą zabrał w podróż Tom.
- Wysiadka, zakochańce! – Seev Szczerzy się od ucha do ucha. Rzeczywiście, dojeżdżamy do lotniska Heathrow.

Tłum fanek, do tego fotoreporterzy. Jeszcze nie przywykłam do takich akcji, dlatego cieszę się, że mam na twarzy ogromne okulary przeciwsłoneczne, dzięki czemu mam wrażenie, że jestem trochę niewidzialna. Taaa, chciałoby się. Paparazzi wołają mnie po imieniu, chcąc, żebym odwróciła się w ich stronę. To istne szaleństwo! W jednej ręce trzymam walizkę, którą ciągnę za sobą, a moja druga dłoń mocno ściska dłoń Nathana. Czym ja jestem zszokowana? Sykes uprzedzał mnie, jaka będzie sytuacja. Muszę wziąć się w garść. Natychmiast. Słyszę, że fotoreporterzy wołają też Jowitę. Oglądam się za nią i widzę, że jest dużo mniej spięta, niż ja. Jak ona to robi? Max całuję ją w czoło i zostawia na moment, podchodząc do fanek. Zauważam, że Jay przytula każdą z dziewczyn na powitanie i nie szczędzi im buziaków. Siva jest dużo mniej wylewny, ale Tom i Max zachowują się identycznie jak Bird. W końcu Nathan puszcza moją dłoń i mówi, że idzie przywitać się z fankami. Nie mam mu tego za złe. Chłopcy opowiadali nam, jak ważni są dla nich fani. Wcale nie dziwię się tym dziewczynom, że kochają tych wariatów.
- Jesteś zazdrosna? – Obok mnie zjawia się Jowita.
- Nie. A Ty? – Zerkam na nią, a potem na Maxa, który całuje właśnie fankę w oba policzki.
- Nieeee.
- Nathan mówił mi, w jaki sposób traktują fanki. Tu urocze, nie sądzisz? – Uśmiecham się, spoglądając w stronę swojego chłopaka. Przytula właśnie do siebie uszczęśliwioną, niską blondynkę.
- Właściwie, to masz rację. Oni są wyjątkowi. – Przyjaciółka daje mi kuksańca w bok.
- Przepraszam, mogę prosić o autograf? – Słyszę za swoimi plecami. Odwracamy się z Jowitą za siebie i napotykamy spojrzenie drobnej, uśmiechniętej brunetki.
- To chyba jakaś pomyłka… - Bełkotam zmieszana.
- Jesteś dziewczyną Nathana, tak?
- Tak…
- To poproszę o autograf. I zdjęcie, jeśli można.
- Ja wam zrobię. – Jowita bierze od niej telefon, a ja bazgram na kartce swoje imię i ustawiam się do fotki. Jestem po prostu w szoku.
- Dzięki. Z dziewczyną Maxa też chciałabym zdjęcie. – Brunetka uśmiecha się do mojej przyjaciółki i teraz to ja robię fotkę im. – Dziękuję wam, dziewczyny. Do zobaczenia!
- Ej, co to było? – Jowita wybucha śmiechem i klepie mnie w plecy. – Rodzi się nam nowa gwiazda!
- Odezwała się!
- Nie, ale serio. Co to było?
- Nie wiem… Ale wiesz co? Ulżyło mi, że nie wszystkie fanki chcą mnie zabić. – Mówię, zdając sobie sprawę, że może naprawdę nie będzie tak źle.
- Wszystkie nie, ale te tam… - Jowita patrzy na lewo więc podążam wzrokiem tuż za nią. Kilka metrów od nas stoją dwie dziewczyny, które spoglądają na mnie tak, jakbym była najobrzydliwszym stworzeniem na ziemi. Dobrze, że wciąż mam na nosie okulary przeciwsłoneczne. Mogę im się bezkarnie przyjrzeć. – A co, jeśli to one wysyłają Ci te pogróżki?
- No co Ty… - Odpowiadam ale zastanawiam się nad słowami Jowity. Nagle zdaję sobie sprawę, że te obsesyjne fanki naprawdę mogą tu być. I to może być każda z nich.
- Dziewczęta, idziemy. – Nie mam czasu na dalsze rozmyślania. Ted, przesympatyczny ochroniarz, który nam towarzyszy kieruje nas powoli na odprawę. 

W samolocie zostaję posadzona między Nathanem a Jayem. Przypadek? McGuiness od razu zaczyna się drażnić z moim poirytowanym chłopakiem. Kładzie mi głowę na ramieniu i mówi, że jest mu wygodnie, jak w niebie, a będzie jeszcze lepiej, jak położy się nieco niżej. Nathan od razu reaguje i odpycha go ode mnie. Wybucham śmiechem i już wiem, że lot do Francji będzie niezapomniany. 

Stoję właśnie na balkonie w hotelu, w którym zostaliśmy zakwaterowani i nie mogę uwierzyć w to, co widzę. Jesteśmy w Paryżu i mam przed sobą widok na Wieżę Eiffela. Powoli zapada zmrok, jestem totalnie oczarowana tym miastem. Zawsze marzyłam o tym, żeby się tu znaleźć, ale nie sądziłam, że trafię tutaj z kimś, na kim tak bardzo mi zależy. Ten ktoś staje teraz za mną i obejmuje mnie mocno, składając pocałunek na mojej szyi. I znów moje zmysły wariują, ze szczęścia kręci mi się w głowie. Mam wrażenie, że śnię, ale kiedy Nathan odwraca mnie w swoją stronę i zaczyna całować, dostaję dowód na to, że to wszystko dzieje się naprawdę. 

- S.O.S. Adaaa! – Półtorej godziny później do naszego pokoju wpada Jowita. Wyszłam właśnie spod prysznica, a Nathan leży na łóżku i korzysta z laptopa.
- Co się stało?
- Byłam w łazience, a jak wróciłam, Maxa już nie było. Zostawił mi liścik, że mam być gotowa za godzinę, bo po mnie przyjdzie. – Jowita jest podekscytowana tak, że mam wrażenie, iż zaraz eksploduje. – Zrobisz mnie na bóstwo?!
- No to ba!
- Jowita, Ty się przyzwyczajaj. Max tak ma. – Nathan staje obok nas i całuje mnie w policzek. – Pogadajcie sobie, ja pójdę do chłopaków. – Udanej randki państwo George!
- Dzięki, Nath! – Jowita niemal podskakuje z radości.
- Dobra, koniec gadania. Biorę Cię w obroty moja panno. 

Jowita jest już gotowa. Ma na sobie czerwoną, dopasowaną sukienkę do połowy uda, która odsłania plecy, a na stopach czarne szpilki. Zrobiłam jej nieco mocniejszy makijaż, włosy potraktowałam lokówką. Coś mi mówi, że Max zaniemówi na widok mojej przyjaciółki. Jesteśmy u nich w pokoju i już właśnie mam wychodzić, kiedy zjawia się właśnie on. Będę świadkiem pięknej sceny, czuję to. George wygląda oszałamiająco, muszę to przyznać. Włożył grafitowy garnitur, który podkreśla kolor jego oczu. Oczu, które teraz wpatrzone są w Jowitę. Trzyma w dłoni długą, czerwoną różę i jak w transie zmierza w stronę Jowiśki, która dosłownie promienieje szczęściem. Mam wrażenie, że oboje zapomnieli, że ja też jestem w tym pomieszczeniu. Przysiadam na łóżku i rozkoszuję się widokiem tej dwójki. Przyciąganie między nimi jest niemal namacalne.
- Kochanie, jesteś niewyobrażalnie piękna.
- Max… Wariacie. – Jowita bierze od chłopaka różę i zarzuca mu ręce na szyję. – Co Ty znowu wymyśliłeś?
- Zabieram Cię na kolację. Na jedną taką wieżę…
- Oh! – Moja przyjaciółka wpija się w usta Maxa. Od patrzenia na nich serce rośnie!
- Ekhm. – Odchrząkuję, uśmiechając się szeroko, kiedy Max i Jowita uzmysławiają sobie fakt, że nie są tu sami. – Bawcie się dobrze, moi kochani. Ja wracam do mojego królewicza.
- Dziękuję za wszystko. Uwielbiam Cię! – Woła za mną przyjaciółka. Max mi odmachuje, a ja zmierzam do pokoju, który dzielę z Nathanem. Nie zastaję go tam, więc wędruję do Jaya. Po drodze spotykam Kels i Toma, którzy też idą tam, gdzie ja.
- Robimy imprezę! – McGuiness wita nas od progu tymi oto słowami i rzuca mi się na szyję. Kątem oka już widzę zmierzającego w naszym kierunku Nathana. Wybucham śmiechem, bo to naprawdę słodkie, kiedy on jest o mnie zazdrosny mimo, że Jay specjalnie mu dokucza.
- McGuiness, zajmij się swoim drinkiem! – Sykes zachowuję się niczym rycerz odbijający księżniczkę z rąk potwora. Nie mogę przestać się śmiać. To takie urocze!
- Skarbie, dobrze wiesz, że jestem tylko twoja. – Mówię, gdy Jay oddala się od nas tanecznym krokiem. – Bird się z Tobą tylko droczy.
- Wiem, ale i tak trafia mnie szlag, jak ten głupek się koło Ciebie kręci.
- Nathan… - Znów się śmieję, czym zarażam i jego. – Chodź tu… - Przyciągam chłopaka do siebie i całuję go żarliwie.
- Zakochani! Tutaj się pije! – Woła Siva, nalewając nam po kieliszku.
To będzie długa noc.

xxx
Coś mi tu nie gra, ale no co tam... Dla Jowiśki, bo chyba wiadomo, dlaczego! Love you <3
I chciałam tylko powiedziec, że nadal żyję piątkiem i nadal jest fangirling... The Wanted followed me yaaaaaay! Jestem z tego powodu w niebie!
 

2 komentarze:

  1. HAHAHAHAHHA <3 no nie wierzę, nie wierzę. cudacko jest, serio! przyjemność. <3 Max w grafitowym garniturze <3 Jaybird hahahshahshahshah kocham tego kretyna i tylko wyobrażam sobie miny Natha i jak idzie w stylu 'biegnę Ci wpierdolić' hahshahsha <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Gosh! Przepraszam, że piszę pijany komentarz, ale czytam ponownie, bo kocham to sobie wyobrazac na nowo ;) Juz 14 rodzial?! Ale to leci! ;)

    OdpowiedzUsuń