niedziela, 12 maja 2013

15. We were made to never fall away



Nigdy więcej nie będę piła z Jayem kamikaze. Nigdy. Budzę się z bólem głowy tak uporczywym, że nie mam nawet siły się podnieść. Rejestruję, że w łóżku jestem sama. Z łazienki dobiega szum wody. Sykes jest pod prysznicem. Powoli odwracam głowę i zauważam, że mój kochany chłopak zostawił na szafce obok łóżka butelkę wody. Biorę ją natychmiast do rąk i opróżniam połowę jej zawartości. Gdyby nie to, że kocham Jaya, chyba bym go zatłukła za tego kaca, którego mi sprezentował. Zastanawiam się, jak tam u Jowity i Maxa, ale oczywistym jest, że na pewno oboje są w siódmym niebie po wczorajszej nocy. W przeciwieństwie do mnie…
- Nie dość, że podrywa mi dziewczynę, to jeszcze ją upija. – Nath wychodzi z łazienki i idzie w moją stronę. – Już ja się z nim policzę!
- Sykes, no weź… - Jęczę, zauważając, że mój chłopak jest półnagi. Ma na sobie tylko bokserki. Gdyby nie to, że nie czuję się za dobrze, pewnie bym się na niego rzuciła.
- No co? Zaraz pójdę i mu nagadam.
- Sykes, pójdź ale tutaj i mnie przytul. – Mruczę, czując, jak moja skroń pulsuje od bólu. Ałć.
- Biedactwo… Bardzo boli? – Pyta Nathan, kładąc się obok mnie i całując mnie w czoło.
- Bardzo…
- No widzisz? I dlatego zaraz pójdę do tego idioty!
- Nathan, kochanie… Sama jestem sobie winna. Mogłam przyhamować z tym piciem. – Wtulam się w niego mocniej i nie wiem, jak to się dzieje, ale z sekundy na sekundę zaczynam czuć się lepiej.
- Próbowałem Cię powstrzymać, ale mnie nie słuchałaś.
- Byłam niegrzeczna, wiem. Przewidujesz dla mnie jakąś karę?
- Mimo wszystko nagrodę… - Mruczy mi do ucha Nathan. Jego wargi rozpoczynają wędrówkę od mojego obojczyka, przez szyję, aż docierają do moich ust.
Tak. Zdecydowanie mi lepiej.

Chłopcy mają dziś napięty grafik. Pojechali właśnie na pierwszy z pięciu wywiadów. Ja, Jowita i Kels zostałyśmy w hotelu ale pomiędzy czwartym a piątym wywiadem chłopaki po nas przyjadą. Ciekawe, co oni znowu wymyślili. Zaprosiłam dziewczyny do siebie, żebyśmy z kawą usiadły na tarasie i pogapiły się trochę na wieżę Eiffela.
- Czeeeść! – Jowita rzuca mi się na szyję, kiedy otwieram przed nią drzwi. – Stęskniłam się za Tobą.
- Głupia! – Śmieję się, wpuszczając ją do środka. – A gdzie Kels?
- Powiedziała, że musi wykonać jeszcze kilka telefonów i że przyjdzie do nas z kawą.
- Chodź. – Biorę przyjaciółkę za rękę i ciągnę na taras. – Opowiadaj mi wszystko!
- Nie wiem, od czego zacząć…
- Od początku najlepiej. – Uśmiecham się, siadając naprzeciwko niej.
- Byliśmy na kolacji. Tam. – Jowita wskazuje palcem na wieżę Eiffela. – Jestem taka zakochana!
- Widać!
- Czuję się, jak jakaś pieprzona księżniczka, rozumiesz?
- Wariatka! – Wybucham śmiechem i trochę zbyt gwałtownie ruszam głową, przez co znów zaczyna mnie boleć. – Jakieś szczegóły?
- No co… Było cudownie. Jak w bajce. Cholernie romantyczna kolacja, a potem cholernie dobry seks.
- Jowiśka!– Przyglądam jej się uważnie, a przecież sama nie jestem cnotką. Godzinę temu baraszkowałam jeszcze w łóżku z Nathanem.
- I odezwała się ta święta i niewinna! – Przyjaciółka chyba czyta w moich myślach. Kuźwa. Czuję, że się rumienię. – Ha, zgadłam. Dziś rano, co?
- Skąd wiesz?!
- Widzę to w twoich oczach. – Mówi Jowita i obie wybuchamy śmiechem.
- Zdradzisz mi więcej?
- Max jest niesamowicie czuły. Namiętny, ale jednocześnie delikatny. – Jowita uśmiecha się rozmarzona i zdaję sobie sprawę, że nigdy nie widziałam jej tak szczęśliwej z żadnym facetem. - Nie umiem opisać tego słowami. Wciąż czuję na sobie jego zapach. Zawsze marzyłam o takiej miłości. A czuję, że to jest miłość. Tak na przekór wszystkiemu, bo w zasadzie można powiedzieć, że więcej nas dzieli niż łączy. On jest gwiazdą, no a ja jestem zwykłą dziewczyną z Polski…
- Ej, to moja kwestia! – Trącam przyjaciółkę w ramię i uśmiechamy się do siebie. – Miłość nie wybiera.
- Racja… A jak u Ciebie? Pomijając już ten zajebisty seks!
- Hm. Szczerze?  Mogłabym w ogóle nie wychodzić z łóżka. A tak na poważnie… Kocham go. Wiem to już na pewno. Ale nie mam odwagi mu tego wyznać.
- Adaaaa! – Jowita dosłownie rzuca mi się w ramiona. – Tak się cieszę! Jestem pewna, że on czuje to samo. Powiedz mu to!
- Wiesz, to z Maćkiem... To było nic w porównaniu z tym, co czuję teraz. Jowita, cholera. Ja naprawdę kocham Nathana.
- Nie mów tego mnie, tylko jemu!
- Czego ma nie mówić? – Na taras wchodzi uśmiechnięta Kels. Kładzie na stole trzy kawy ze Starbucksa i jakieś pudełko. – To ciasto. Czekoladowe! – Odpowiada, gdy napotyka moje spojrzenie. – No, to czego masz nie mówić i komu?
- Właśnie, że ma mówić! Ma powiedzieć Nathanowi, że go kocha! – Jowita niemal wrzeszczy, przez co mam wrażenie, że całe miasto ją zaraz usłyszy.
- Ciszej! – Sięgam po kawę, zagryzając wargę.
- Pamiętam, kiedy po raz pierwszy dotarło do mnie, że kocham Parkera. To było niesamowite. – Mówi Kels, otwierając pudełko z pysznie pachnącym ciastem.
- Ale Ada powinna iść mu powiedzieć, prawda?
- Tak, Jowiśka. Wstaję i idę. – Parskam śmiechem, rozkoszując się smakiem przepysznej kawy.
- Będziesz wiedziała, że to jest ta chwila. Poczujesz to. – Odpowiada Kelsey i uśmiecha się do mnie.
Ta dziewczyna jest cudowna. I ma rację!

Chłopcy są po ostatnim wywiadzie. Na dziś fajrant i bardzo mnie ciekawi, co też oni wymyślili, bo na pewno coś jest na rzeczy. Uśmiechają się podejrzanie, gdy wszyscy ładujemy się do busa. Jay częstuje mnie piwem, ale ja stukam go w głowę i mówię, że po wczorajszym piciu absolutnie nie zamierzam brać od niego alkoholu.
- Dobra. Bez zbędnych ceregieli. Dawaj te chustki, Siva. – Odzywa się Max, kiedy ruszamy. Chustki? Jakie znowu chustki?
- Się robi!
- Co Ty wyprawiasz? – Pytam Nathana, który bierze czerwony materiał od przyjaciela i przesłania mi nim oczy.
- To będzie niespodzianka.
- Wariaci! – Słyszę Kels i śmiech Jowity, więc przypuszczam, że im też chłopcy przewiązali oczy. 

Pół godziny później jesteśmy na miejscu. Zupełnie nie wiem, o co chodzi. Nathan skrada mi buziaka i obejmuje mnie w pasie, wyprowadzając z wozu. Dobrze, że nie ubrałam szpilek a trampki, bo grunt nie jest stabilny. Nic nie widzę, ale czuję, że idziemy po kamieniach. Nathan nic nie mówi ale wiem, że cały czas się uśmiecha. Reszta składu idzie gdzieś przed nami. Nie mam pojęcia, co oni wymyślili, ale chcę się już dowiedzieć!
- Okay, jesteśmy na miejscu. – Słyszę Maxa, a w chwilę później pisk Jowity. Kuźwa, co ona ujrzała?!
- Nathan, zdejmuj już tą chustkę!
- Jaka Ty jesteś niecierpliwa, skarbie. – Szepta mi do ucha Sykes. Moim ciałem wstrząsa dreszcz. Cholera, wystarczy, że on do mnie mówi, a ja już szaleję. – Mówisz i masz…
- Nie! – Ściskam mocno dłoń Nathana i nie mogę uwierzyć w to, co widzę. – Nie!
- Tak. Będziemy skakać na bungee. 

Umieram. Zaraz umrę z nerwów. Ja i Nathan mamy skakać razem i to jako pierwsi. Nie! Mogę odmówić? Nie, nie mogę. Nie mam prawa głosu. Boże. Jowita cieszy się jak dziecko i mówi, że zawsze chciała to zrobić. Kelsey też jest uradowana. Jay, jak Jay, ma ubaw ze wszystkiego. Tylko ja panikuję. Jak Nathan może być taki spokojny?! Twierdzi, że robi to pierwszy raz. Stoimy już na szczycie dźwigu. Boję się rozejrzeć wokół siebie, a co dopiero mówić o rzuceniu się w dół.
- A jeśli umrzemy? Nathan, jesteśmy tacy młodzi! – Mówię, próbując jeszcze coś wskórać, kiedy instruktor po raz ostatni sprawdza uprząż.
- Nie przekonasz mnie. Zrobimy to razem! – Sykes śmieje się, tak, śmieje, całując mnie w policzek, podczas gdy ja ledwo stoję na nogach. Cholera jasna! – Myślę, że to świetna zabawa i dobry sposób na odstresowanie. A Tobie tego właśnie teraz trzeba.
- Jak możesz mi to robić! – Mówię płaczliwym głosem, ale to naprawdę nie działa.
- Jeszcze mi za to podziękujesz, słoneczko. – Nathan przyciąga mnie do siebie i całuje czule. Nie, nawet jego usta nie pomagają mi się wyluzować.
- Moi mili, wszystko gotowe. – Odzywa się Tim, instruktor. – Dajcie czadu!
- Ale ja…
- Ada, jestem przy Tobie. Ze mną jesteś bezpieczna, rozumiesz? – Nathan poważnieje w jednej chwili i patrzy w moje oczy. Zieleń jego tęczówek uspokaja. – Rozumiesz?
- Tak…
- Dobra, kochani. Wiecie co robić. – Mówi Tim, uśmiechają się szeroko. Do zobaczenia na dole!
- Skaczemy. – Nathan obejmuje mnie mocno. Tonę w jego kojącym spojrzeniu. – Na raz… Dwa… Trzy…
Strach. Ekscytacja. Adrenalina. Radość. Ulga. Wszystko to w ciągu dosłownie kilku sekund. Nathan miał rację. Czuję się tak, jakbym wyzwoliła się od wszystkich złych emocji, które się we mnie kumulowały. Uśmiecham się ale jednocześnie oczy mam zaszklone od łez. To było niesamowite! Nogi mam jak z waty, kiedy zostajemy ściągnieci z liny i stawiam swoje stopy na ziemi. Ktoś uwalnia nas od uprzęży, ktoś ściąga mi kask, jeszcze ktoś rozsuwa kombinezon.
- Zrobiliśmy to! – Nathan podnosi mnie do góry, obracając w kółko. – Moja piękna!
- Nathan, kocham Cię. – Mówię i dopiero po chwili dociera do mnie, co zrobiłam.
- Co Ty powiedziałaś…? – Sykes zatrzymuje się i stawia mnie na ziemi. Moje serce wali jak szalone, gdy zarzucam mu ręce na szyję i spoglądam w jego błyszczące, zdziwione oczy.
- Kocham Cię. – Powtarzam, uśmiechając się nieśmiało.
- Kochanie... Ja Ciebie też kocham. Nawet nie wiesz, jak bardzo.

Kocham i jestem kochana. Czy może być coś piękniejszego w życiu?

xxx

Łoooo ale znowu romansidło, no wiem! Ale niedługo pomieszam trochę szyki ;D
Kocham Was! x

2 komentarze:

  1. <3 hahahahaha! konam, sikam po gaciach. Wspaniale! No wspaniale! Ty wiesz jak człowieka rozwalić! hahaha <3 kocham, kocham, kocham i czekam na jakąś dramę teraz! <333

    OdpowiedzUsuń
  2. Szuper <3 Nada wyznali sobie miłość :3 OMG fajny rozdział :D I przypływu weny :*

    OdpowiedzUsuń