W tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem. Od
pół roku bezskutecznie staram się znaleźć jakąś normalną pracę, ale nie mam
zbyt wielu znajomości, dlatego idzie mi kiepsko, żeby nie powiedzieć, że
fatalnie. Dojrzewa więc we mnie decyzja, że muszę wyjechać. I na całe szczęście
mam dokąd. Zresztą zawsze chciałam pojechać na zachód, a konkretnie na Wyspy. W
Polsce tak naprawdę niewiele mnie trzyma, więc czemu nie? Warto chyba
zaryzykować. Lepiej żałować, że się coś zrobiło, niż żałować, że nie zrobiło
się nic. Dlatego pakuję swoje manatki i wyjeżdżam do Londynu, gdzie od roku
jest moja przyjaciółka, która już od dawna przekonywała mnie gorąco, żebym do
niej dołączyła, bo „tutaj jest tak wspaniale”. Ja jednak liczyłam na to, że
znajdę pracę w moim rodzinnym mieście. Trochę też nie chciałam nigdzie
wyjeżdżać, bo tak naprawdę nigdy nie byłam poza granicami kraju i tak daleko od
domu. Ale nie chcę być taka ograniczona, przecież do odważnych świat należy.
Nie mam problemów z dogadaniem się po angielsku bo od lat uczę się tego języka,
więc… Witaj przygodo!
W Anglii jestem od miesiąca i mogę powiedzieć, że zakochałam
się w Londynie od pierwszego wejrzenia. Mieszkamy z Jowitą na przedmieściach w
malutkim, ale przytulnym mieszkanku przy spokojnej ulicy. Towarzystwa
dotrzymują nam dwa chomiki i złota rybka. Jowita pracuje w kawiarence w centrum
Londynu, a ja znalazłam niedawno pracę w kinie. Jestem naprawdę zadowolona i
już zadziwiająco szybko zdążyłam się zadomowić. Dziś Jowita ma urlop, więc
pożyczyłam od niej samochód, żeby pozałatwiać kilka spraw. Skończyłam właśnie
zmianę w kinie i ruszam na tyły budynku na parking dla personelu, gdzie
zaparkowałam żółty wóz przyjaciółki. Podśpiewując pod nosem włączam się do
ruchu ulicznego. Korków jako tako nie ma, ale światła właśnie się zmieniają,
więc chwilę sobie poczekam. Korzystając z okazji uruchamiam radio i robię
porządek na fotelu obok, bo rano zostawiłam tam niemały bałagan. Wyrzucam
wszystko co niepotrzebne na tylne siedzenie, po czym dostrzegam, że mam zielone
światło. Moja stopa ląduje właśnie na pedale gazu, kiedy drzwi od strony
pasażera się otwierają i ktoś ładuje mi się do samochodu!
- Ej, koleś, co Ty wyprawiasz?! Spieprzaj mi stąd!
- Dawaj gazu! JEEEEDŹ! – Wrzeszczy do mnie ten chłopak,
szarpiąc za kierownicę. – Błagam! Szybko! – Piszczy, a ja w lusterku wstecznym
dostrzegam grupkę rozkrzyczanych dziewczyn, wymachujących rękami, które to za
chwilę staranują wóz Jowity.
- Jasna cholera! – Naciskam pedał gazu i zmieniając biegi
wyprzedzam inne samochody, chociaż właściwie nie wiem, dlaczego to robię?!
- Dziękuję. Uratowałaś mi życie! – Odzywa się do mnie
nieznajomy, ale nie mogę mu się przyjrzeć, bo muszę skupić się na drodze.
- Coś Ty za jeden? – Pytam po chwili, skręcając na lewo w
jakąś ulicę.
- Jestem Nathan.
- Pytanie numer jeden- co robisz w moim, to znaczy w mojej
przyjaciółki aucie? I pytanie numer dwa, dlaczego goniła Cię banda
rozwrzeszczanych niewiast?
- Co robię? Jadę… A ta banda, to dlatego, że ja sam należę
do bandy.
- Że co? – Zatrzymuję samochód pewna, że już nic nam nie
grozi i w końcu odwracam się w stronę mojego współpasażera. Odwracam się i
widzę uśmiechniętego chłopaka, który przygląda mi się z zainteresowaniem
oczami, których koloru nie jestem w stanie sprecyzować. Nie wydaje mi się, żeby
chciał mnie skrzywdzić, ale instynktownie nieco się odsuwam.
- A takie tam… - Mówi Nathan, nadal świdrując mnie wzrokiem.
Odpowiadam mu uśmiechem, chociaż wciąż żądam wyjaśnień. Nie powiem, na początku
byłam wściekła, ale teraz to już tylko ciekawa, o co w tym wszystkim chodzi. –
Przepraszam, że tak bez uprzedzenia wepchałem Ci się do samochodu, ale gdyby
nie Ty, chyba rozerwałyby mnie na strzępy.
- Intuicja podpowiada mi, że nie jesteś zwykłym obywatelem?
– Drążę temat dalej, chcąc dowiedzieć się całej prawdy.
- Wiesz, to nawet fajne, że nie masz pojęcia kim jestem. Już
dawno nie poznałem nikogo, kto nie wie o zespole.
- A więc bożyszcze nastolatek, co?
- Coś w ten deseń. – Nathan wybucha śmiechem, nie
spuszczając ze mnie spojrzenia. Czemu on się tak gapi?!
- Podwieźć Cię gdzieś?
- Nie chcę Cię tak wykorzystywać… Ale w sumie mieszkam
niedaleko stąd.
- No, to jedziemy. – Oznajmiam z uśmiechem i stwierdzam, że
już lubię tego chłopaka.
Faktycznie, nie mija pięć minut i parkuję pod domem z
wysokim płotem. Znów przyłapuję Nathana na wgapianiu się w moją osobę. Posyłam
mu uśmiech, ale on ani myśli wysiadać. Przeczesuje palcami włosy i zagryza
wargę. Widzę, że chce coś powiedzieć, ale sam chyba nie wie, co.
- Wejdziesz do środka? Za to wszystko, co dla mnie zrobiłaś,
należy Ci się jakaś nagroda.
- Bez przesady. Drobiazg. – Odpowiadam, jednak faktycznie
korci mnie, żeby z nim pójść.
- Ada, nie daj się prosić!
- Ok, ale tylko na moment. – Nathan klaszcze w ręce i
wysiadamy z auta. Jestem cholernie ciekawa, co zastanę za drzwiami tego domu.
- Tylko uprzedzam, mam czwórkę współlokatorów.
- I razem tworzycie zespół, tak?
- Dokładnie tak. – Nathan wyjmuje klucz z kieszeni dżinsów i
po chwili wchodzimy do lokum.
- Ale tu cicho.
- Nie daj się zwieść.
- Wspominałeś coś o nagrodzie dla mnie…
- Ach, no tak. – Nathan stuka się palcem w czoło i wskazuje
na wprost. – Zapraszam do kuchni. Zaserwuję Ci kawę, jakiej jeszcze nigdy nie
piłaś.
- O, cześć! - Nagle
znikąd pojawia się jakiś kudłaty chłopak, jak przypuszczam mieszkaniec tego
domu. – Jay jestem.
- Hej. Ada, miło mi. – Witam się z nim, kątem oka
zauważając, że Nathan wywraca oczami. Ciekawe, gdzie reszta składu.
- Sykes, skąd wytrzasnąłeś taką fajną Adę?
- Długa historia…
- I jakże zabawna. – Dodaję, szczerząc się od ucha do ucha.
- Zamieniam się w słuch!
- Jasne, tylko czy najpierw mogłabym skorzystać z toalety?
- Łazienka jest tutaj, na lewo. – Kudłaty pokazuje na drzwi
z ciemnego drewna, więc udaję się w tamtą stronę, czując na sobie wzrok jego
jak i Nathana. Uśmiechając się pod nosem wchodzę do pomieszczenia i praktycznie
dostaję zawału. W wannie siedzi jakiś chłopak! Nie, nie jest goły, wręcz
odwrotnie. Ma na sobie ciuchy i leży w pustej wannie, trzymając w dłoni zeszyt.
- Cześć! – Wita mnie radośnie, machając do mnie drugą ręką.
– Wiem, jak to wygląda, ale uwierz mi, doznałem nagłej weny i musiałem to
szybko wykorzystać. Napisałem piosenkę! – Mówi z dumą w głosie i jednym susem
wyskakuje z wanny, stając obok mnie. – Jestem Max. I już się ulatniam. Do zobaczenia!
Wracając z łazienki, zanim wchodzę do kuchni podsłuchuję
przez moment rozmowę Nathana z Jayem.
- Bierzesz się za nią? Bo jak nie, to ja ją wezmę w obroty!
Więc decyduj się szybko, bracie.
- Jay, Ty głupku!
- Nie słyszałem, że tak…
- Chcę ją bliżej poznać. Zadowolony?!
- Dobra, masz pierwszeństwo. – Odpowiada Jay, a ja duszę się
ze śmiechu i dopiero po chwili dociera do mnie, co powiedział Nathan.
- Oh, no dziękuję Ci bardzo!
- Znaj moją łaskę. – Mówi kudłaty, przez co ja muszę zakryć
dłonią usta, żeby nie ryknąć śmiechem. W końcu się jednak uspokajam i wkraczam
do kuchni.
- O, jesteś. – Nathan rozpromienia się na mój widok, co jest
naprawdę urocze.
- Poznałam Maxa przed chwilą.
- Co, pewnie siedział w wannie? – Zagaduje mnie Jay,
siadając naprzeciwko mnie przy stole.
- Czego się nie robi dla sztuki. – Uśmiecham się, kątem oka
obserwując Nathana, który szykuje kawę.
- Joooooł! – Aż podskakuję na krześle. Do kuchni wpada Max i
dwóch pozostałych, jak przypuszczam członków zespołu. No, to chyba jesteśmy w
komplecie.
- Ada, to są Siva i Tom. – Nathan przedstawia mi chłopaków,
którzy witają mnie buziakami w policzek. Ojej, jacy oni są kochani! – A wiecie,
że Ada nie wiedziała aż do dziś o naszym istnieniu?
- Skąd Ty się urwałaś, że jeszcze o nas nie słyszałaś? – Pyta
Tom, szczerząc się od ucha do ucha.
- Technicznie rzecz biorąc, to z Polski.
- Ej! Ja słyszałem, że podobno w Polsce są najładniejsze
dziewczyny. – Mówi Siva i cała piątka wlepia we mnie swoje spojrzenia.
- Zdecydowanie. – Odzywa się Nathan, nie spuszczając ze mnie
wzroku.
- Nath, nie podstawiłeś filiżanki pod ekspresem do kawy. –
Staram się zachować powagę, ale nie mogę powstrzymać się od śmiechu widząc, jak
Nathan natychmiast próbuje nie dopuścić do rozlania się gorącego napoju.
Mija godzina z chłopakami, a mnie wydaje się, jakbym znała
ich od zawsze. W ogóle nie zachowują się jak gwiazdy. Są najnormalniejsi w
świecie. Bije od nich ciepło, szczerość i radość, którą zarażają i mnie. Kiedy
muszę się już zbierać do wyjścia, chociaż bardzo nie chcę, chłopcy żegnają mnie
śpiewająco. Kopara w dół i zbieram szczękę z podłogi. Boże, jak oni śpiewają!
Mogę to oficjalnie potwierdzić- uwielbiam The Wanted. Nathan odprowadza mnie do
samochodu i widzę, że strzela oczami na lewo i prawo, jakby chciał coś
powiedzieć, ale nie wie, czy powinien.
- Co jest? – Zachęcam go z uśmiechem, otwierając drzwi
żółtego wozu Jowity.
- Nie sądzisz chyba, że tak po prostu pozwolę Ci wsiąść do
auta i sobie pojechać?
- Daj telefon. – Wyciągam rękę po jego komórkę i wpisuję
swój numer.
- Mam nadzieję, że do szybkiego zobaczenia. – Mówi Nath i
całuje mnie w policzek, czym kompletnie mnie rozbraja.
xxx
Dobra, nie bijcie dziewczyny... Mam nadzieję, że się spodoba! Do tej pory pisałam dla siebie, ale cieszę się, że mogę się z kimś podzielić moją wyobraźnią. Enjoy :) x
Wow! *o* Jesteś świetna! Nie wiem dlaczego się z tym ukrywałaś? Tylko talent marnowałaś! ;] Naprawdę genialny masz ten rozdział i nie wiem dlaczego byśmy miały cię bić ;D
OdpowiedzUsuńCZEKAM NA NEXTA!! ^^
PS- Nie wiem z jakiego konta komentuje (bo z telefonu ), ale mojego twittera masz- @AlaTajak
Dokladnie! Nie wiem dlaczego nie publikowalas tego! Nie moge sie oderwac! Wow!
OdpowiedzUsuńsuper ;33
OdpowiedzUsuń