czwartek, 4 kwietnia 2013

1. Dawaj gazu! JEEEEDŹ!



W tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem. Od pół roku bezskutecznie staram się znaleźć jakąś normalną pracę, ale nie mam zbyt wielu znajomości, dlatego idzie mi kiepsko, żeby nie powiedzieć, że fatalnie. Dojrzewa więc we mnie decyzja, że muszę wyjechać. I na całe szczęście mam dokąd. Zresztą zawsze chciałam pojechać na zachód, a konkretnie na Wyspy. W Polsce tak naprawdę niewiele mnie trzyma, więc czemu nie? Warto chyba zaryzykować. Lepiej żałować, że się coś zrobiło, niż żałować, że nie zrobiło się nic. Dlatego pakuję swoje manatki i wyjeżdżam do Londynu, gdzie od roku jest moja przyjaciółka, która już od dawna przekonywała mnie gorąco, żebym do niej dołączyła, bo „tutaj jest tak wspaniale”. Ja jednak liczyłam na to, że znajdę pracę w moim rodzinnym mieście. Trochę też nie chciałam nigdzie wyjeżdżać, bo tak naprawdę nigdy nie byłam poza granicami kraju i tak daleko od domu. Ale nie chcę być taka ograniczona, przecież do odważnych świat należy. Nie mam problemów z dogadaniem się po angielsku bo od lat uczę się tego języka, więc… Witaj przygodo!

W Anglii jestem od miesiąca i mogę powiedzieć, że zakochałam się w Londynie od pierwszego wejrzenia. Mieszkamy z Jowitą na przedmieściach w malutkim, ale przytulnym mieszkanku przy spokojnej ulicy. Towarzystwa dotrzymują nam dwa chomiki i złota rybka. Jowita pracuje w kawiarence w centrum Londynu, a ja znalazłam niedawno pracę w kinie. Jestem naprawdę zadowolona i już zadziwiająco szybko zdążyłam się zadomowić. Dziś Jowita ma urlop, więc pożyczyłam od niej samochód, żeby pozałatwiać kilka spraw. Skończyłam właśnie zmianę w kinie i ruszam na tyły budynku na parking dla personelu, gdzie zaparkowałam żółty wóz przyjaciółki. Podśpiewując pod nosem włączam się do ruchu ulicznego. Korków jako tako nie ma, ale światła właśnie się zmieniają, więc chwilę sobie poczekam. Korzystając z okazji uruchamiam radio i robię porządek na fotelu obok, bo rano zostawiłam tam niemały bałagan. Wyrzucam wszystko co niepotrzebne na tylne siedzenie, po czym dostrzegam, że mam zielone światło. Moja stopa ląduje właśnie na pedale gazu, kiedy drzwi od strony pasażera się otwierają i ktoś ładuje mi się do samochodu!
- Ej, koleś, co Ty wyprawiasz?! Spieprzaj mi stąd!
- Dawaj gazu! JEEEEDŹ! – Wrzeszczy do mnie ten chłopak, szarpiąc za kierownicę. – Błagam! Szybko! – Piszczy, a ja w lusterku wstecznym dostrzegam grupkę rozkrzyczanych dziewczyn, wymachujących rękami, które to za chwilę staranują wóz Jowity.
- Jasna cholera! – Naciskam pedał gazu i zmieniając biegi wyprzedzam inne samochody, chociaż właściwie nie wiem, dlaczego to robię?!
- Dziękuję. Uratowałaś mi życie! – Odzywa się do mnie nieznajomy, ale nie mogę mu się przyjrzeć, bo muszę skupić się na drodze.
- Coś Ty za jeden? – Pytam po chwili, skręcając na lewo w jakąś ulicę.
- Jestem Nathan.
- Pytanie numer jeden- co robisz w moim, to znaczy w mojej przyjaciółki aucie? I pytanie numer dwa, dlaczego goniła Cię banda rozwrzeszczanych niewiast?
- Co robię? Jadę… A ta banda, to dlatego, że ja sam należę do bandy.
- Że co? – Zatrzymuję samochód pewna, że już nic nam nie grozi i w końcu odwracam się w stronę mojego współpasażera. Odwracam się i widzę uśmiechniętego chłopaka, który przygląda mi się z zainteresowaniem oczami, których koloru nie jestem w stanie sprecyzować. Nie wydaje mi się, żeby chciał mnie skrzywdzić, ale instynktownie nieco się odsuwam.
- A takie tam… - Mówi Nathan, nadal świdrując mnie wzrokiem. Odpowiadam mu uśmiechem, chociaż wciąż żądam wyjaśnień. Nie powiem, na początku byłam wściekła, ale teraz to już tylko ciekawa, o co w tym wszystkim chodzi. – Przepraszam, że tak bez uprzedzenia wepchałem Ci się do samochodu, ale gdyby nie Ty, chyba rozerwałyby mnie na strzępy.
- Intuicja podpowiada mi, że nie jesteś zwykłym obywatelem? – Drążę temat dalej, chcąc dowiedzieć się całej prawdy.
- Wiesz, to nawet fajne, że nie masz pojęcia kim jestem. Już dawno nie poznałem nikogo, kto nie wie o zespole.
- A więc bożyszcze nastolatek, co?
- Coś w ten deseń. – Nathan wybucha śmiechem, nie spuszczając ze mnie spojrzenia. Czemu on się tak gapi?!
- Podwieźć Cię gdzieś?
- Nie chcę Cię tak wykorzystywać… Ale w sumie mieszkam niedaleko stąd.
- No, to jedziemy. – Oznajmiam z uśmiechem i stwierdzam, że już lubię tego chłopaka.

Faktycznie, nie mija pięć minut i parkuję pod domem z wysokim płotem. Znów przyłapuję Nathana na wgapianiu się w moją osobę. Posyłam mu uśmiech, ale on ani myśli wysiadać. Przeczesuje palcami włosy i zagryza wargę. Widzę, że chce coś powiedzieć, ale sam chyba nie wie, co.
- Wejdziesz do środka? Za to wszystko, co dla mnie zrobiłaś, należy Ci się jakaś nagroda.
- Bez przesady. Drobiazg. – Odpowiadam, jednak faktycznie korci mnie, żeby z nim pójść.
- Ada, nie daj się prosić!
- Ok, ale tylko na moment. – Nathan klaszcze w ręce i wysiadamy z auta. Jestem cholernie ciekawa, co zastanę za drzwiami tego domu.
- Tylko uprzedzam, mam czwórkę współlokatorów.
- I razem tworzycie zespół, tak?
- Dokładnie tak. – Nathan wyjmuje klucz z kieszeni dżinsów i po chwili wchodzimy do lokum.
- Ale tu cicho.
- Nie daj się zwieść.
- Wspominałeś coś o nagrodzie dla mnie…
- Ach, no tak. – Nathan stuka się palcem w czoło i wskazuje na wprost. – Zapraszam do kuchni. Zaserwuję Ci kawę, jakiej jeszcze nigdy nie piłaś.
- O, cześć!  - Nagle znikąd pojawia się jakiś kudłaty chłopak, jak przypuszczam mieszkaniec tego domu. – Jay jestem.
- Hej. Ada, miło mi. – Witam się z nim, kątem oka zauważając, że Nathan wywraca oczami. Ciekawe, gdzie reszta składu.
- Sykes, skąd wytrzasnąłeś taką fajną Adę?
- Długa historia…
- I jakże zabawna. – Dodaję, szczerząc się od ucha do ucha.
- Zamieniam się w słuch!
- Jasne, tylko czy najpierw mogłabym skorzystać z toalety?
- Łazienka jest tutaj, na lewo. – Kudłaty pokazuje na drzwi z ciemnego drewna, więc udaję się w tamtą stronę, czując na sobie wzrok jego jak i Nathana. Uśmiechając się pod nosem wchodzę do pomieszczenia i praktycznie dostaję zawału. W wannie siedzi jakiś chłopak! Nie, nie jest goły, wręcz odwrotnie. Ma na sobie ciuchy i leży w pustej wannie, trzymając w dłoni zeszyt.
- Cześć! – Wita mnie radośnie, machając do mnie drugą ręką. – Wiem, jak to wygląda, ale uwierz mi, doznałem nagłej weny i musiałem to szybko wykorzystać. Napisałem piosenkę! – Mówi z dumą w głosie i jednym susem wyskakuje z wanny, stając obok mnie. – Jestem Max. I już się ulatniam. Do zobaczenia!
Wracając z łazienki, zanim wchodzę do kuchni podsłuchuję przez moment rozmowę Nathana z Jayem.
- Bierzesz się za nią? Bo jak nie, to ja ją wezmę w obroty! Więc decyduj się szybko, bracie.
- Jay, Ty głupku!
- Nie słyszałem, że tak…
- Chcę ją bliżej poznać. Zadowolony?!
- Dobra, masz pierwszeństwo. – Odpowiada Jay, a ja duszę się ze śmiechu i dopiero po chwili dociera do mnie, co powiedział Nathan.
- Oh, no dziękuję Ci bardzo!
- Znaj moją łaskę. – Mówi kudłaty, przez co ja muszę zakryć dłonią usta, żeby nie ryknąć śmiechem. W końcu się jednak uspokajam i wkraczam do kuchni.
- O, jesteś. – Nathan rozpromienia się na mój widok, co jest naprawdę urocze.
- Poznałam Maxa przed chwilą.
- Co, pewnie siedział w wannie? – Zagaduje mnie Jay, siadając naprzeciwko mnie przy stole.
- Czego się nie robi dla sztuki. – Uśmiecham się, kątem oka obserwując Nathana, który szykuje kawę.
- Joooooł! – Aż podskakuję na krześle. Do kuchni wpada Max i dwóch pozostałych, jak przypuszczam członków zespołu. No, to chyba jesteśmy w komplecie.
- Ada, to są Siva i Tom. – Nathan przedstawia mi chłopaków, którzy witają mnie buziakami w policzek. Ojej, jacy oni są kochani! – A wiecie, że Ada nie wiedziała aż do dziś o naszym istnieniu?
- Skąd Ty się urwałaś, że jeszcze o nas nie słyszałaś? – Pyta Tom, szczerząc się od ucha do ucha.
- Technicznie rzecz biorąc, to z Polski.
- Ej! Ja słyszałem, że podobno w Polsce są najładniejsze dziewczyny. – Mówi Siva i cała piątka wlepia we mnie swoje spojrzenia.
- Zdecydowanie. – Odzywa się Nathan, nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Nath, nie podstawiłeś filiżanki pod ekspresem do kawy. – Staram się zachować powagę, ale nie mogę powstrzymać się od śmiechu widząc, jak Nathan natychmiast próbuje nie dopuścić do rozlania się gorącego napoju.
Mija godzina z chłopakami, a mnie wydaje się, jakbym znała ich od zawsze. W ogóle nie zachowują się jak gwiazdy. Są najnormalniejsi w świecie. Bije od nich ciepło, szczerość i radość, którą zarażają i mnie. Kiedy muszę się już zbierać do wyjścia, chociaż bardzo nie chcę, chłopcy żegnają mnie śpiewająco. Kopara w dół i zbieram szczękę z podłogi. Boże, jak oni śpiewają! Mogę to oficjalnie potwierdzić- uwielbiam The Wanted. Nathan odprowadza mnie do samochodu i widzę, że strzela oczami na lewo i prawo, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie wie, czy powinien.
- Co jest? – Zachęcam go z uśmiechem, otwierając drzwi żółtego wozu Jowity.
- Nie sądzisz chyba, że tak po prostu pozwolę Ci wsiąść do auta i sobie pojechać?
- Daj telefon. – Wyciągam rękę po jego komórkę i wpisuję swój numer.
- Mam nadzieję, że do szybkiego zobaczenia. – Mówi Nath i całuje mnie w policzek, czym kompletnie mnie rozbraja. 

xxx

Dobra, nie bijcie dziewczyny... Mam nadzieję, że się spodoba! Do tej pory pisałam dla siebie, ale cieszę się, że mogę się z kimś podzielić moją wyobraźnią. Enjoy :) x

3 komentarze:

  1. Wow! *o* Jesteś świetna! Nie wiem dlaczego się z tym ukrywałaś? Tylko talent marnowałaś! ;] Naprawdę genialny masz ten rozdział i nie wiem dlaczego byśmy miały cię bić ;D
    CZEKAM NA NEXTA!! ^^
    PS- Nie wiem z jakiego konta komentuje (bo z telefonu ), ale mojego twittera masz- @AlaTajak

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokladnie! Nie wiem dlaczego nie publikowalas tego! Nie moge sie oderwac! Wow!

    OdpowiedzUsuń