wtorek, 16 kwietnia 2013

10. Takie rzeczy, to dopiero po dwudziestej drugiej



Jest ósma rano w sobotę. Budzi mnie dzwonek do drzwi. Czy kogoś pogięło? Zerkam zaspana na Jowitę, ale ona śpi jak zabita. Zawsze miała mocny sen, w przeciwieństwie do mnie. Nie mam ochoty wstawać, ale ktoś po drugiej stronie drzwi dobija się jak głupi. Klnę pod nosem i gramolę się z łóżka, gotowa zabić spojrzeniem tego, kto przerywa mój błogi sen. Mam na sobie krótką koszulkę i majtki, no a na głowie szogun, jak po przejściu huraganu, ale co tam. Jeśli zaraz nie otworzę, ten ktoś zrobi dziurę w drzwiach. Wlokę się przez korytarz marząc, żeby jak najszybciej wrócić do łóżka. Otwieram i natychmiast się budzę. Przede mną stoją Nathan i Max. Może jednak śnię?
- Dzień dobry! – Uśmiecha się George i ładuje do środka. – Gdzie Jowitka?
- Eee… Śpi…
- Idę ją obudzić.
- Życzę Ci powodzenia. – Śmieję się pod nosem, zamykając drzwi. Max znika w naszym pokoju, a Nathan stoi jak zaczarowany. Gorąco mi. Jezu, jak on na mnie patrzy. Zaraz mnie stąd wywiezie karetka na sygnale. A przecież ja wyglądam jak wypłosz, że aż mi wstyd, że mnie widzi w takim stanie.
- Sykes, co Ci jest?
- Ada, jestem w Tobie zakochany po uszy. – Szepta Nath, opuszkami palców gładząc mnie po twarzy.
- Dobrze się czujesz? Wyglądam jak upiór… - Mówię słabym głosem, bo mowę mi odbiera jego wyznanie.
- Przestań, głuptasie.
- Nie, ja… Polecę szybko się ogarnąć, rozgość się. - Już chcę mu zwiać, ale on mi na to nie pozwala. Łapie mnie za rękę i przyciąga do siebie. Przysięgam, serce zaraz wyskoczy mi z piersi.
- Nigdzie nie idziesz. – Mówi i zamyka mi usta pocałunkiem.
- Nathan, co Ty ze mną robisz…
- Raczej na odwrót, kochanie. A brzydalem w naszym związku, to jestem ja.
- Słucham? – Besztam go, uderzając lekko w ramię. – Chyba sobie kpisz, Nath.
- Przecież widzę się w lustrze. – Oznajmia Sykes, a ja stukam go palcem w czoło. Czy on się słyszy?
- Dobry żart!
- Widzisz teraz, jak to jest? Przestań ciągle mi mówić, że jesteś niewystarczająco ładna, dobrze?
- Postaram się… - Mruczę, całując go w policzek. Dopiero teraz zauważam, że Nathan ma lekki zarost. Jasna cholera, ależ to seksowne. – Kawy?
- Chętnie. – Uśmiecha się Nathan.
- To chodź. – Biorę go za rękę i prowadzę do kuchni.
- Jezu, kapituluję. Nie dobudzę jej. – Do pomieszczenia wpada Max.
- Ja się tym zajmę. – Mówię, zmierzając do pokoju. – Mam wprawę.

Pół godziny później siedzimy w czwórkę w kuchni i jemy śniadanie. Jak się właśnie z Jowitą dowiedziałyśmy, chłopcy zabierają nas na weekend nad jezioro. Jowiśka szuka szczęki pod stołem. Ja też jestem zszokowana. Oczywiście nie mamy nic do gadania. Ewentualnie oni zostaną z nami cały weekend w naszej klitce. To ja już wolę wypad nad jezioro. Zbieramy się szybko, pakujemy niezbędne szpargały i w drogę. Coś czuję, że będzie romantycznie. I zabawnie. 

Pogoda jest cudowna. Pełne słońce, lekki wiatr. Po prostu żyć, nie umierać. Max zarezerwował dla nas dwa małe domki zaraz przy brzegu jeziora, w nieco odludnej okolicy. Ciekawe bardzo, dlaczego akurat dwa…? Z tego, co wiem od Jowity, ona i Max oficjalnie są już parą.
- Dobra, to my idziemy do siebie, a wy do siebie. – Oznajmia Max, wręczając mi klucz od domku. – I spotykamy się tutaj za jakieś pół godziny. Wynajęliśmy jachcik.
- Okay, tylko się nie spóźnijcie. – Uśmiecham się głupio do Jowity, która od razu się rumieni. Ha, trafiłam w sedno. Jak ją znam, będzie gorąco.
- Znalazła się święta. – Przyjaciółka wystawia do mnie jęzor, zmierzając za Maxem do ich lokum.
- Takie rzeczy, to dopiero po dwudziestej drugiej. – Woła do niej Nathan, wsadzając klucz do drzwi od naszego domku. Wzdłuż mojego kręgosłupa przebiega dreszcz.
W środku jest bardzo przyjemnie. Tak przytulnie i czysto. A co najlepsze, jest tylko jedno łóżko… Nie, żeby mi było z tego powodu źle, ale zdaje się, że Max dobrze wiedział, co robi. Och, faceci. Kładę torbę na szafce i zaglądam do łazienki. Jest malutka ale ładna. Ale co mnie teraz obchodzi jakaś łazienka, kiedy widzę, że Nathan rozbiera się z koszulki. Oblewa mnie fala gorąca. Uspokój się, Ada! Nie, ja nie potrafię opanować przy nim swoich emocji i zmysłów. Jeszcze nikt nigdy nie działał na mnie w taki sposób. Nie mogę oderwać oczu od jego ramion, od brzucha. Czy jest na sali lekarz? Nie zdaję sobie nawet sprawy, że mój oddech staje się szybszy. Mam ochotę rzucić go na to łóżko i całować do utraty tchu. Nogi same mnie niosą. W kilka sekund znajduję się przy jego boku. Nathan podnosi na mnie swój wzrok i znów świat staje w miejscu. Popycham go na miękki materac i pochylam się nad nim, podpierając na łokciach.
- Oszaleje przez Ciebie, Sykes. – Szeptam wprost w jego usta.
Nathan odpowiada mi pocałunkiem. 

xxx

O mój panie, ale sobie słodzę… No ale co, coś mi się od życia należy też, hahaha ;D
Happy b-day moja Kasiu ;****
95 dni!

2 komentarze:

  1. Również podłączam się do życzeń dla Kasi! <3
    Zanim przeczytałam rozdział byłam tak wkurzona że o ja cie... Przyznam szczerze, że czytałam dwa razy, bo jak przeczytałam jeden raz to nic nie wiedziałam! ;p Ale jednak już po drugim razie kumałam wszystko i wcześniejszy gniew nieco ze mnie ujęciał! Tak więc odkryłam kolejną zaletę Twojego opowiadania- uspokaja! ^^ Więc pisz kolejne, a będę oazą spokoju! ;D Czekam ;3

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięęęękujęęęę! Blisko, blisko coraz bliżej ! Nath z zarostem <3 Wielbię!

    OdpowiedzUsuń