piątek, 19 kwietnia 2013

11. My universe will never be the same



- Zobacz tylko, jaki on ma boski tyłek. – Zgaduje do mnie Jowita, wskazując palcem na Maxa, który zarzuca właśnie wędki wraz z Nathanem po drugiej stronie jachtu.
- Bardzo przepraszam, ale nie obchodzi mnie jego tyłek. Interesuje mnie za to tyłek tej chudziny obok. – Spoglądam na przyjaciółkę i wybuchamy śmiechem.
- Co wam tak wesoło? – Woła do nas George, odwracając się w naszą stronę.
- Tajemnica. – Odpowiada Jowita i wyjmuje z torby olejek do opalania. – A tak w ogóle, to zamiast rybami,  wy powinniście się zająć nami.
- Kochanie, umiem połączyć przyjemne z pożytecznym.
- Ciekawe?
- Co, nie wierzymy? – Max zmierza w naszą stronę z uwodzicielskim uśmiechem. Sądzę, że to pora na to, żeby ich zostawić i udać się do mojego Nathana.
- Lubisz łowić ryby? – Pytam, stając obok chłopaka.
- Dużo bardziej lubię Ciebie.
- Och, czuję się wyróżniona. –Śmieję się i zerkam na Jowitę i Maxa, bo coś umilkli. Ach, no tak. Umilkli, bo jak właśnie widzę, całują się w najlepsze. – Może pójdziemy w ich ślady? – Szeptam do mojego chłopaka i w sekundę później czuję jego miękkie wargi na swoich ustach.

- Ryba! Ryba mi bierze! – To Max oznajmia całemu świata, bo tak głośno wrzeszczy, że właśnie ma branie. Słyszą go chyba w samych Stanach.
- Jak się tak będziesz darł, to ucieknie! – Jowita ma niezły ubaw ze swojego faceta, zresztą ja i Nathan też.
- Człowieku, co ja Ci mówiłem? Trzymaj to, bo się zerwie! – Nath, jako wprawny wędkarz podchodzi do przyjaciela i pomaga mu w wyłowieniu zdobyczy.
- Mam nadzieję, że ją wypuścisz? – Zagaduje Jowita, na co Max obrzuca ją rozbawionym spojrzeniem.
- Nie bardzo. Przecież musimy coś mieć na kolację.
- Ty potworze! – Moja przyjaciółka udaje oburzenie, a ja duszę się ze śmiechu. Mówiłam, że będzie zabawnie?
- Nie gap się teraz na swoją kobietę, tylko zajmij się rybą! – Nathan beszta Maxa, przez co ja i Jowita nie możemy powstrzymać śmiechu.
- Fajnie, jestem mniej ważna od jakiejś tam ryby!
- Kochanie, wynagrodzę Ci to wieczorem! – George składa Jowicie obietnicę, posyłając jej przy tym buziaka. Oj, będzie się działo.

Jest cudownie. Wieczór jest przepiękny. Spoglądam w niebo i widzę tysiące gwiazd. Było zabawnie, teraz pora na romantyzm. Siedzimy we czwórkę przy ognisku i pałaszujemy ryby, które złowili dziś chłopcy. Popijamy przy tym piwo, a Max, jak się okazało, zabrał ze sobą gitarę, więc zaraz po kolacji będziemy śpiewali. Czuję się… Zakochana. Zakochana po czubek głowy. Upijam kolejny łyk piwa i zerkam na Nathana. Czy wspominałam już, że uwielbiam jego uśmiech? Jego cudowne oczy? Jego pełne usta? Całego go uwielbiam. Siedzę tak i wpatruję się w niego przez dłuższą chwilę. Tak, zdecydowanie mogłabym się tak gapić do rana. Nath wyłapuje moje spojrzenie. Odkłada butelką z piwem i rozkłada swoje ramiona w moją stronę. O, tak. Tego mi teraz trzeba.
- Chodź tu, skarbie. – Przyciąga mnie do siebie i tonę w jego uścisku.
- Mmm…
- Co tak mruczysz?
- Dobrze mi z Tobą. – Odpowiadam, przyciskając nos do jego szyi. Te perfumy… Zaraz oszaleję i nie wiem, czy kręci mi się w głowie od piwa, czy od samej obecności Nathana.
- Mnie z Tobą lepiej. – Mówi Nath i chociaż go nie widzę, wiem, że się uśmiecha.
-  Mój. Jesteś mój, prawda?
- Tylko twój. – Szepta, a ja nie mogąc się już powstrzymać sięgam jego ust.
- Ej, zakochani państwo Sykes… Śpiewacie z nami? – Niechętnie odrywam się od Nathana i spoglądam na Maxa, który trzyma już gitarę.
- Jasne, że tak! – Jowita odpowiada za naszą dwójkę, ale nie sposób się z nią nie zgodzić.
- Dobra, to lecimy. – Max uśmiecha się od ucha do ucha i zaczyna grać. Po pierwszych dźwiękach rozpoznaję, ze to „Glad you came”.  

The sun goes down
The stars come out
And all that counts
Is here and now
My universe will never be the same
I'm glad you came

Śpiewam i zdaję sobie sprawę, że jest tak, jak w słowach piosenki. Nic nie będzie już takie, jak przedtem, odkąd poznałam Nathana. On wywrócił moje życie do góry nogami. Nigdy nie czułam się tak, jak teraz. Mam ochotę wrzeszczeć i skakać ze szczęścia! Z każdą minutą zakochuje się w tym chłopaku coraz mocniej. Teraz już wiem, że wcześniej moje życie było pozbawione sensu.

Ognisko dogasa. Zrobiło się trochę chłodno, więc Nath oddaje mi swoją bluzę. Pachnie tak pięknie. Pachnie nim. Zakładam ją i przytulam się do chłopaka. Jowita i Max w ogóle w nosie mają, że wszystko widzimy i całują się namiętnie. A niech się całują! Chociaż podejrzewam, że na tym się u nich dzisiaj nie skończy. Widać to w ich oczach. Parskam cicho śmiechem i zerkam na Nathana. Bez słów się rozumiemy. Sykes wstaje i bierze mnie za rękę. Idziemy do siebie, niech tych dwoje ma trochę prywatności.
W domku ściągam bluzę Nathana i kładę ją na oparciu krzesła. Słyszę, że Sykes zamyka drzwi na klucz. Trochę jeszcze kręci mi się w głowie, ale bardziej z radości. Jedynym źródłem światła w pomieszczeniu jest mała lampka usytuowana tuż nad drzwiami. Stajemy naprzeciwko siebie i patrzymy sobie w oczy. Boże, jak on na mnie działa. Między nami iskrzy tak, że to prawie namacalne.
- Czujesz to? – Pyta szeptem Nath, robiąc krok w moją stronę.
- Tak…
- Ada... Oh, kochanie. – Sykes w sekundzie wpija się w moje usta. Kolana się pode mną uginają. Mój Boże, jak on całuje. Mogłabym nic innego w życiu nie robić, jak tylko się z nim całować.
- Nath… - Mruczę, gdy on popycha mnie delikatnie na łóżko i przygniata swoim ciałem. – Ja przez Ciebie zwariuję…
- A ja oszaleję przez Ciebie, skarbie. – Ciepłe wargi Nathana muskają moją szyję. Cała drżę. To niesamowite.
- Mhm… - Zaczyna robić się coraz goręcej. Czuję, że za chwilę nie będziemy w stanie się powstrzymać. Zdejmuje z niego koszulkę i znów przywieram wargami do jego ust. Cała płonę od środka. Na moment odrywamy się od siebie, żeby zaczerpnąć powietrza. Nasze spojrzenia się krzyżują. – Nathan, ja… - Urywam w pół zdania, dotykając opuszkami palców jego twarzy.
- Kochanie, mnie nie na tym zależy. To Ty jesteś dla mnie najważniejsza.
- Ale ja Cię pragnę. Tu i teraz. 

Tej nocy lecimy razem wysoko. 

xxx

przegięłam pałę...? 

jeju, moje Maleństwo kochane... get well soon baby Nath <3
KOCHAM WAS <3

3 komentarze:

  1. Trza spytać Sykesa czy przegięłaś PAŁĘ :DDDDDD
    Hahahahahah! Mnie się podoba bardzo! Ciekawe czemu 8) ahhsahsha, nie wiedziałam, że z Maxa i Natha taka dobra para rybaków :DDD konam, hahahshahsha! <333 czekam na więcej :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie, jest wprost cudownie! Jak dla nie trochę za mało pikanterii! ;p Ale tam moje myśli...xD Nic dziwnego po przeczytaniu Dangera! ;p Pisz kolejne! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Mmmmmmmmmmmm ale się nastrojowo zrobiło <3 Aż od razu mam lepszy humor ;)

    OdpowiedzUsuń