niedziela, 7 kwietnia 2013

4. Fajnie, że jesteś.



Jest piątkowe popołudnie. Zaczynam właśnie drugą zmianę w pracy. Przez cały tydzień nie miałyśmy z Jowitą ani jednej okazji, żeby spotkać się z chłopakami. Ale czy kogoś to dziwi? Oni są gwiazdami, a tutaj w Anglii ich popularność jest naprawdę niemała. Wywiady, występy, sesje zdjęciowe, nagrania w studio… No cóż, nie mam na to żadnego wpływu. Na całe szczęście są jeszcze telefony i komputery, ale nie da się ukryć, że stęskniłam się za piątką tych wariatów, a zwłaszcza za jednym z nich. Konkretnie za tym najmłodszym, najsłodszym, najprzystojniejszym…
-Panie Sykes, co pan ze mną robi? – Mruczę do siebie, zakładając na podkoszulek firmowy uniform.
- Mówiłaś coś? – Pyta Paul, kierownik zmiany, wchodząc do szatni.
- Nie, nie. Nic.
- Gotowa?
- Jak zawsze. – Odpowiadam z uśmiechem. Zamykam w szafce swoje rzeczy i udaje się na stanowisko pracy.

Nie mogę uwierzyć, że czas w pracy minął mi tak szybko. Za chwilę zaczynają się ostatnie seanse i zamykamy kino. Przed chwilą sprzedałam cztery bilety na komedię romantyczną, toteż korzystając z okazji, sięgam po kawę, którą zrobiła dla mnie Dora, moja serdeczna koleżanka. Przysiadam na ladzie, a moje myśli od razu wędrują wiadomo gdzie. Z początku z uśmiechem wspominam ostatnie wydarzenia, ale standardowo jak na mnie przystało, po chwili czarne chmury zbierają się nad moją głową. Co ja sobie w ogóle wyobrażam? Przecież ja i on, to zupełnie różne światy. To wszystko nie ma prawa bytu. Jedno wyklucza drugie. To nie jest takie proste, jak być powinno. To jest skomplikowane, a nawet bardziej. Boże, coś Ty sobie ubzdurał, co? Jaki jest twój plan? Wzdycham i wymownie spoglądam w górę. Dlaczego, dlaczego Sykes władował mi się do tego samochodu?
I właśnie wtedy ich dostrzegam. Idą całą piątką w moją stronę, wyluzowani, roześmiani, jak gdyby nigdy nic. Zachłystuję się kawą i wybałuszam oczy. The Wanted w moim kinie? Nathan, Nathan! Pospiesznie odkładam kubek z kawą i mam sekundy na zastanowienie się, czy dobrze wyglądam, ale doskonale wiem, że po całym dniu pracy nie olśniewam swoim wyglądem. Za późno… Ujrzy mnie taką styraną, pal licho. Automatycznie na mojej twarzy pojawia się uśmiech, gdy wyłapuję spojrzenie Nathana.
- Cześć, mała! – Jay dosłownie wskakuje na ladę, żeby dać mi buziaka i uścisnąć mnie mocno. – Ale się stęskniłem za Tobą, no mówię Ci.
- Ej, Jaybird, chyba się zagalopowałeś? Znajdź sobie własną dziewczynę. – Mówi Nath, ale nie jestem pewna, czy naprawdę to słyszę, czy to wszystko mi się śni, a ich wcale tutaj nie ma. – Hej, słonko. – Sykes uśmiecha się promiennie i zanim zdążę się zorientować, jego usta lądują na moich wargach. Nie tylko zapominam, jak się oddycha, ale też jak się nazywam. – Dobrze się czujesz, Ada?
- Coo…? – Odzyskuję głos i tonę w zielonych, zatroskanych, roześmianych oczach Nathana. – Ja? Fantastycznie. – Co wy tutaj robicie? – Pytam, witając się z resztą składu i próbując się uspokoić.
- Jak to, co? Przyszliśmy na seans. – Oznajmia Max, na co Siva mu przytakuje. – Na ten film animowany.
- A Jowitka już jest? – Zagaduje mnie Tom. Marszczę brwi. A ma tu być? Ja o niczym nie wiem!
- Eeee?
- Jestem! Przepraszam za spóźnienie. – Jak na komendę zjawia się moja przyjaciółka, która od razu zostaje porwana w ramiona Parkera. Ci to naprawdę w ogóle się nie czają.
- Prosimy bilety, bo zaraz film się zacznie.
- Tak, już Max. – Odpowiadam, ale nadal bujam gdzieś w obłokach. No, nie mogę się ogarnąć! W głowie huczy mi echo słów Nathana… „Znajdź sobie własną dziewczynę”. Dziewczynę… - I zbieraj się, bo też idziesz z nami.
- Nie mogę, jestem w pracy. – Odpowiadam i nagle ogarnia mnie smutek, że nie dołączę do nich na filmie.
- Głuptasie, chyba nie sądziłaś, że Cię tu zostawię? – Nathan zakłada mi kosmyk włosa za ucho, a ja stoję jak ten kołek. – Możesz iść z nami. Wszystko załatwiłem z twoim szefem.
- Jak to? - Pytam głupio, zamiast po prostu zdjąć uniform i iść z nimi na salę. – Ale na pewno?
- Przecież bym Cię nie okłamał, Ada.
- Dobrze, skoro tak… To zapraszam na seans. – Uśmiecham się i cieszę, że w końcu ich widzę.

Sala jest prawie pusta. Z racji późnej godziny i może dlatego, że oglądamy bajkę, a o tej porze dzieci śpią. Tom i Jowita siadają gdzieś na środku, nieco za nimi Jay, Max i Siva, no a ja i Nath zajmujemy miejsca całkiem na końcu, w ostatnim rzędzie. Staram się opanować emocje, ale moje serce wali jak szalone , gdy Nathan przyciąga mnie do siebie i mocno przytula.
- Okropnie za Tobą tęskniłem. Na szczęście udało nam się dzisiaj znaleźć trochę czasu.
- Ja też za Tobą tęskniłam.
- Bardzo?
- Bardzo.
- Naprawdę? – Sykes pochyla się nade mną i całuje mnie czule. Dobrze, że siedzę, bo chyba bym orła wywinęła. – Twoje włosy tak ślicznie pachną. – Mówi po chwili, czym kompletnie mnie rozbraja.
- Nathan?
- Tak, kochanie?
- Fajnie, że jesteś. 

Gdy wychodzimy po seansie, nic nie wiem z filmu. Kompletnie nic. Cały czas rozmawialiśmy, z przerwami na pocałunki. Albo nawet na odwrót. Podejrzewam, że Jowiśka też została wycałowana przez Toma. Jakby na potwierdzenie moich słów, przyjaciółka uśmiecha się i puszcza do mnie oczko. Wariatka. I znów pora na pożegnanie. Nie zdążyłam się nacieszyć, a już musimy się rozstać. Jest niemalże środek nocy, chłopcy mają jutro zdjęcia do nowego klipu. Cóż… Dobrze, że chociaż te dwie godziny udało nam się spędzić razem.

- Jak z nim przebywam, to nie myślę o tym, że on jest gwiazdą, a ja jestem…
- Nawet, kuźwa, nie kończ! – Złości się Jowita, gdy rano zasiadamy do śniadania. – Bo wyleje Ci tą kawę na głowę.
- No, kurde, co?! Zwierzam się, a Ty się po mnie wydzierasz…
- Nie, Ty się nie zwierzasz. Ty bredzisz jak potłuczona. – Jowita spogląda na mnie spod byka, smarując rogala dżemem.
- A jak siedzę teraz tutaj, to dociera do mnie rzeczywistość, że ja, że on… - Kontynuuje swój wywód, ale przyjaciółka nie daje mi skończyć.
- Chcesz kopa w dupę? I wylecisz stąd na podwórko!
- Jowiśka!
- Jowiśka! – Przedrzeźnia mnie przyjaciółka, czym doprowadza mnie do szału.
- Czy Ty nie rozumiesz, że… - Urywam w pół zdania, bo mój telefon zaczyna tańczyć na stole. O, kurde. To Nathan. – To Sykes. – Mówię do Jowity.
- No i co się tak gapisz? Odbierz!
- Hej przystojniaku! Co tam słychać?
- Cześć, ślicznotko. Mam do Ciebie bardzo pilną sprawę. – Mówi poważnym tonem Nath, a ja się spinam.
- Tak…? –Dukam, przekonana, że pewnie zaraz mi powie, że z nami koniec. Ja i mój wieczny pesymizm…
- Wystąpisz ze mną w teledysku?
- Coooo…? – Wybucham histerycznym śmiechem, nie będąc pewna, czy dobrze słyszę. Jowita patrzy na mnie jak na idiotkę, marszcząc brwi. – Nathan, no co Ty… Przecież ja się do tego nie nadaję!
- Słuchaj, skarbie… Kayla, dziewczyna która miała grać w tym klipie, złamała nogę w drodze na plan.
- Ale…
- Reżyser powiedział, że się zgadza. Proszę, zrób to dla mnie. – Mruczy do telefonu Nathan.
- Sykes, ja nie potrafię! Ja nie wyglądam jak modelka, ja…
- No, kuźwa! – Nim zdążę się zorientować, Jowita wyrywa mi telefon z ręki. – Hej, Nath. O co chodzi? Aha, mhm. Taaaak? – Przyjaciółka spogląda na mnie z cwanym uśmieszkiem. – Spoko. Gdzie to jest? Rozumiem. Wpakuję ją do samochodu i niedługo będziemy. Pa!
- Coś Ty zrobiła, jędzo?!
- Ruszaj tyłek. Masz dziesięć minut i widzę Cię gotową pod drzwiami!
- Ale…
- WYPAD! – Jowita wypycha mnie z kuchni. Jestem w totalnym szoku, ale robię co mi każe.

Dobra. Byłam wściekła na Jowitę, ale już mi przechodzi. Może jednak będzie fajnie? Próbuję ignorować skręcający się z nerwów żołądek i trochę mi się nie udaje, ale co tam. Jak widać moja przyjaciółka i ja, to dwie różne osoby. Ona ma w sobie więcej odwagi niż ja, zawsze tak było. W sumie, to zazdroszczę jej tego. Dobrze, że ją mam, bo gdyby nie ona, nie robiłabym tylu szalonych rzeczy. Jak na przykład występ w teledysku The Wanted. O, Boże… Wjeżdżamy właśnie na plan klipu, a dokładniej na teren jakiejś opuszczonej fabryki. Jowita nucąc wesoło, parkuje pod jakimś drzewem i wychodzimy z auta. Ona rozanielona, a ja na trzęsących się nogach. Jasny gwint. Tylko się ośmieszę…
- Hej, dziewczyny! – Biegnie do nas Jay, machając przy tym rękami jak wariat. Ma na sobie garnitur i naprawdę wygląda… Wow.
- Fju fjuu, Jaybird. Jakiś Ty seksowny! – Jowita tonie w niedźwiedzim uścisku kudłatego. Ja za to nerwowo rozglądam się wkoło. Pełno ludzi,  pełno świateł, statywów i Bóg wie czego jeszcze.   
- Ada! – Jay ściska mnie mocno, jakbyśmy się nie widzieli od miesiąca. – Chodź, zaprowadzę Cię do Natahana.
- Ok.
Idziemy gdzieś na tyły fabryki. Nieco się rozluźniam, gdy jacyś obcy ludzie serdecznie się ze mną witają, bo Jay mówi, że to ja zastąpię biedną Kaylę, która złamała nogę. Ale kiedy widzę w końcu Nathana, muszę przytrzymać się Jaya, żeby nie upaść z wrażenia. On mnie jeszcze nie widzi, dlatego mogę się mu bezkarnie poprzyglądać. Sykes jest ubrany w czarny garnitur, który wygląda na nim tak dobrze, że aż brak mi tchu. I ten czarny krawat do kompletu… Nasze spojrzenia się spotykają. Przez jeden krótki moment, czas staje w miejscu. Jestem tylko ja i on. Coś ciągnie mnie do niego, niczym magnez.
Dobry Boże. Już teraz to wiem. Jestem zakochana w Nathanie.

xxx

Macie następny. Uwielbiam to pisać! Dziękuję za komentarze :)

2 komentarze:

  1. pisz szybko następny bo nie wytrzymam ;333

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem tak podekscytowana, że nie wiem czy wytrzymam do czasu kolejnego rozdziału! *o* A jak pisanie sprawia Ci taka radość to nie marnuj czasu i dodawaj kolejne! ;D Podziel się frajdą z nami! Czekam ;*

    OdpowiedzUsuń