Jest ósma rano w sobotę. Budzi mnie dzwonek do drzwi. Czy
kogoś pogięło? Zerkam zaspana na Jowitę, ale ona śpi jak zabita. Zawsze miała
mocny sen, w przeciwieństwie do mnie. Nie mam ochoty wstawać, ale ktoś po
drugiej stronie drzwi dobija się jak głupi. Klnę pod nosem i gramolę się z
łóżka, gotowa zabić spojrzeniem tego, kto przerywa mój błogi sen. Mam na sobie
krótką koszulkę i majtki, no a na głowie szogun, jak po przejściu huraganu, ale
co tam. Jeśli zaraz nie otworzę, ten ktoś zrobi dziurę w drzwiach. Wlokę się
przez korytarz marząc, żeby jak najszybciej wrócić do łóżka. Otwieram i
natychmiast się budzę. Przede mną stoją Nathan i Max. Może jednak śnię?
- Dzień dobry! – Uśmiecha się George i ładuje do środka. –
Gdzie Jowitka?
- Eee… Śpi…
- Idę ją obudzić.
- Życzę Ci powodzenia. – Śmieję się pod nosem, zamykając
drzwi. Max znika w naszym pokoju, a Nathan stoi jak zaczarowany. Gorąco mi.
Jezu, jak on na mnie patrzy. Zaraz mnie stąd wywiezie karetka na sygnale. A
przecież ja wyglądam jak wypłosz, że aż mi wstyd, że mnie widzi w takim stanie.
- Sykes, co Ci jest?
- Ada, jestem w Tobie zakochany po uszy. – Szepta Nath,
opuszkami palców gładząc mnie po twarzy.
- Dobrze się czujesz? Wyglądam jak upiór… - Mówię słabym
głosem, bo mowę mi odbiera jego wyznanie.
- Przestań, głuptasie.
- Nie, ja… Polecę szybko się ogarnąć, rozgość się. - Już
chcę mu zwiać, ale on mi na to nie pozwala. Łapie mnie za rękę i przyciąga do
siebie. Przysięgam, serce zaraz wyskoczy mi z piersi.
- Nigdzie nie idziesz. – Mówi i zamyka mi usta pocałunkiem.
- Nathan, co Ty ze mną robisz…
- Raczej na odwrót, kochanie. A brzydalem w naszym związku,
to jestem ja.
- Słucham? – Besztam go, uderzając lekko w ramię. – Chyba sobie
kpisz, Nath.
- Przecież widzę się w lustrze. – Oznajmia Sykes, a ja
stukam go palcem w czoło. Czy on się słyszy?
- Dobry żart!
- Widzisz teraz, jak to jest? Przestań ciągle mi mówić, że
jesteś niewystarczająco ładna, dobrze?
- Postaram się… - Mruczę, całując go w policzek. Dopiero
teraz zauważam, że Nathan ma lekki zarost. Jasna cholera, ależ to seksowne. – Kawy?
- Chętnie. – Uśmiecha się Nathan.
- To chodź. – Biorę go za rękę i prowadzę do kuchni.
- Jezu, kapituluję. Nie dobudzę jej. – Do pomieszczenia
wpada Max.
- Ja się tym zajmę. – Mówię, zmierzając do pokoju. – Mam wprawę.
Pół godziny później siedzimy w czwórkę w kuchni i jemy
śniadanie. Jak się właśnie z Jowitą dowiedziałyśmy, chłopcy zabierają nas na weekend
nad jezioro. Jowiśka szuka szczęki pod stołem. Ja też jestem zszokowana. Oczywiście
nie mamy nic do gadania. Ewentualnie oni zostaną z nami cały weekend w naszej
klitce. To ja już wolę wypad nad jezioro. Zbieramy się szybko, pakujemy niezbędne
szpargały i w drogę. Coś czuję, że będzie romantycznie. I zabawnie.
Pogoda jest cudowna. Pełne słońce, lekki wiatr. Po prostu żyć,
nie umierać. Max zarezerwował dla nas dwa małe domki zaraz przy brzegu jeziora,
w nieco odludnej okolicy. Ciekawe bardzo, dlaczego akurat dwa…? Z tego, co wiem
od Jowity, ona i Max oficjalnie są już parą.
- Dobra, to my idziemy do siebie, a wy do siebie. – Oznajmia
Max, wręczając mi klucz od domku. – I spotykamy się tutaj za jakieś pół
godziny. Wynajęliśmy jachcik.
- Okay, tylko się nie spóźnijcie. – Uśmiecham się głupio do
Jowity, która od razu się rumieni. Ha, trafiłam w sedno. Jak ją znam, będzie
gorąco.
- Znalazła się święta. – Przyjaciółka wystawia do mnie
jęzor, zmierzając za Maxem do ich lokum.
- Takie rzeczy, to dopiero po dwudziestej drugiej. – Woła do
niej Nathan, wsadzając klucz do drzwi od naszego domku. Wzdłuż mojego
kręgosłupa przebiega dreszcz.
W środku jest bardzo przyjemnie. Tak przytulnie i czysto. A
co najlepsze, jest tylko jedno łóżko… Nie, żeby mi było z tego powodu źle, ale
zdaje się, że Max dobrze wiedział, co robi. Och, faceci. Kładę torbę na szafce
i zaglądam do łazienki. Jest malutka ale ładna. Ale co mnie teraz obchodzi
jakaś łazienka, kiedy widzę, że Nathan rozbiera się z koszulki. Oblewa mnie
fala gorąca. Uspokój się, Ada! Nie, ja nie potrafię opanować przy nim swoich
emocji i zmysłów. Jeszcze nikt nigdy nie działał na mnie w taki sposób. Nie
mogę oderwać oczu od jego ramion, od brzucha. Czy jest na sali lekarz? Nie
zdaję sobie nawet sprawy, że mój oddech staje się szybszy. Mam ochotę rzucić go
na to łóżko i całować do utraty tchu. Nogi same mnie niosą. W kilka sekund
znajduję się przy jego boku. Nathan podnosi na mnie swój wzrok i znów świat
staje w miejscu. Popycham go na miękki materac i pochylam się nad nim,
podpierając na łokciach.
- Oszaleje przez Ciebie, Sykes. – Szeptam wprost w jego
usta.
Nathan odpowiada mi pocałunkiem.
xxx
O mój panie, ale sobie słodzę… No ale co, coś mi się od
życia należy też, hahaha ;D
Happy b-day moja Kasiu ;****
95 dni!
Również podłączam się do życzeń dla Kasi! <3
OdpowiedzUsuńZanim przeczytałam rozdział byłam tak wkurzona że o ja cie... Przyznam szczerze, że czytałam dwa razy, bo jak przeczytałam jeden raz to nic nie wiedziałam! ;p Ale jednak już po drugim razie kumałam wszystko i wcześniejszy gniew nieco ze mnie ujęciał! Tak więc odkryłam kolejną zaletę Twojego opowiadania- uspokaja! ^^ Więc pisz kolejne, a będę oazą spokoju! ;D Czekam ;3
Dzięęęękujęęęę! Blisko, blisko coraz bliżej ! Nath z zarostem <3 Wielbię!
OdpowiedzUsuń