poniedziałek, 22 kwietnia 2013

12. I was made to keep your body warm



Staram się wstać tak, żeby nie obudzić Nathana. Jakimś cudem wyplątuję się z jego ramion, a on tylko przekręca się na drugi bok i mruczy coś przez sen. Niech sobie jeszcze trochę pośpi, bo w nocy nieźle się nagimnastykował… Na wspomnienie cudownych chwil, moje ciało pokrywa gęsia skórka ,a na usta wkrada się uśmiech. Jestem zakochana bardziej niż wczoraj, ale mniej niż jutro. Nie umiem znaleźć słów na to, jak bardzo jestem szczęśliwa. Mam ochotę na dużą kawę z mlekiem, dlatego wędruję do małej kuchni, uprzednio zakładając na siebie bluzę Nathana. Z kubkiem parującego napoju wychodzę na zewnątrz i siadam na ławce tuż przed naszym domkiem. Pogoda jest cudowna. Odzwierciedla mój nastrój i to, jak się w tej chwili czuję.
- Pssst! – Uśmiechnięta Jowita siada obok mnie. Też ma na sobie bluzę swojego faceta i też trzyma w dłoniach kawę. – Jak się spało?
- Hmm…
- Ej, co wy robiliście w nocy?
-  A jak myślisz? – Spoglądam na przyjaciółkę znacząco, nie mogąc powstrzymać uśmiechu.
- Nie!
- Tak. A wy, to niby co? Rączki na kołdrę? Jasne!
- My… - Jowita zagryza wargę i już wiem, że u nich też było gorąco. – Ada, kiedy on mnie dotyka, ja odlatuję. Płonę. Cała drżę. Nie wiem, co się ze mną dzieje!
- Zakochałaś się, Jowiśka. – Stwierdzam, popijając pyszną kawę. – Ja też się zakochałam.
- I przestaniesz mi w końcu ględzić, że jesteś niewystarczająco ładna, mądra i tak dalej?!
Uśmiecham się szeroko. Tak, w końcu uwierzyłam, że ja i Nathan możemy być razem. Mimo wszystko.

Kończę właśnie zmianę w kinie. Wciąż jeszcze żyję weekendem i bujam w obłokach, dlatego cieszę się, że mam już wolne i mogę bezkarnie wspominać ostatnie dni. Chłopcy mają dziś zapracowany dzień. Rano byli z wizytą w szpitalu dziecięcym, potem mieli jechać do studia, gdzie na pewno dalej są, bo nie mam żadnych wieści od Nathana. Jowita też skończyła właśnie pracę, więc umówiłyśmy się na zakupy. Miała po mnie przyjechać, dlatego idę na parking, gdzie przyjaciółka powinna już czekać. Mijają mnie dwie dziewczyny, które obrzucają mnie morderczym spojrzeniem. Marszczę brwi, bo nie bardzo rozumiem, o co chodzi. Nie zamierzam jednak się tego dowiadywać. Po prostu idę dalej i w tej samej chwili dostrzegam żółty wóz Jowity.
- To ta szmata! – Słyszę nagle za swoimi plecami. Że co?
- Mówiłaś do mnie? – Odwracam się do nich natychmiast, jednak nie uzyskuję żadnej odpowiedzi. Te dwie dziewczyny po prostu z szyderczymi uśmieszkami oddalają się w swoją stronę. Jestem wściekła. Może powinnam za nimi pójść i się z nimi rozprawić? Stwierdzam jednak, że szkoda mojego czasu na wygłupy takich gówniar.
- A co Ty taka zła? – Pyta mnie Jowita, gdy zasiadam obok niej w aucie.
- Przed chwilą miałam niemiły incydent. Jakaś dziewczyna nazwała mnie szmatą.
- Coooo? – Jowiśka zdejmuje z nosa okulary przeciwsłoneczne, przyglądając mi się ze zdziwieniem.
- Serio. Nie wiem, o co chodzi, ale jestem wkurzona, więc jedźmy już na te zakupy. To mi poprawi humor!

Rzeczywiście, pół godziny później zapominam o tym zdarzeniu i oddaję się przyjemnościom. Buszujemy z Jowitą po sklepach z ciuchami. Obie dostałyśmy ostatnio wypłaty, więc możemy pozwolić sobie na kilka nowych ubrań. Ja kupuję jak zwykle trampki, a do tego dżinsy, sukienkę, kilka koszulek, luźniejszych bluzek i trzy pary nowych kolczyków. Jowita za to obłowiła się w kilka fajnych kiecek. Oczywiście wszystko po to, żeby Max oszalał. Nie, żeby już nie wariował na jej punkcie. Wracamy do domu w wyśmienitych nastrojach, po drodze kupujemy jeszcze duże lody waniliowe. Jowita przekręca klucz w zamku i otwiera przed nami drzwi. To co zastajemy w środku mrozi nam krew w żyłach.

- Jezu… Dzwonię po Maxa. – Mówi Jowita, grzebiąc w torebce za telefonem. Minął kwadrans, a my wciąż jesteśmy roztrzęsione. To się dzieje naprawdę. Cała podłoga usłana jest odłamkami szkła z wybitej szyby. A na środku kuchni leży niemałych rozmiarów kamień, na którym ktoś napisał czarnym mazakiem „Zginiesz, suko”. Boże, chyba nie możemy już nazwać tego przypadkiem, jak poprzednio przy sytuacji z drzwiami. – Ada, chłopcy do nas przyjadą zaraz. Nathan, to w ogóle wyleciał ze studia z prędkością światła, kiedy Max mu powiedział, co się stało…
- Jowita, ja nie rozumiem…
- Chodź tu… Będzie dobrze. – Przyjaciółka przytula się do mnie i staramy się jakoś uspokoić w oczekiwaniu na chłopaków.

Kilkanaście minut później do naszego mieszkania wpadają chłopcy. Patrzą na to całe pobojowisko i są w szoku. Nathan doskakuje do mnie i przytula mnie tak mocno, że prawie miażdży mi żebra.
- Kochanie, nic Ci nie jest?
- Wszystko dobrze. Nath, udusisz mnie…
- Boże, tak się wystraszyłem. – Sykes odkleja się ode mnie i nasze spojrzenia się krzyżują. W jego zielonych tęczówkach widzę przejęcie i nagle zachciewa mi się płakać.
- Cholera jasna, nieźle ktoś ma w głowie powalone! – Odzywa się Jay, zgarniając butem rozbite szkło. – Chyba muszę się napić.
- Piwo jest w lodówce. – Mówi Jowita, wtulając się w Maxa. – Ada, myślę, że musimy im powiedzieć o drzwiach.
- O jakich drzwiach? – Pytają jednocześnie Siva i Tom.
- Ktoś nam farbą namalował słowo „SUKA”. – Odpowiadam cicho, naprawdę  mając ochotę się rozpłakać.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś?! Kochanie… - Sykes przyciąga mnie do siebie i już nie mogę powstrzymać łez. Co to wszystko ma znaczyć? – Nie płacz. Jestem przy Tobie.
- Kurde, to jakaś grubsza sprawa. – Mówi Tom, przez co cała się spinam.
- Nie wiem, czy to ma związek, ale jakaś dziewczyna zaczepiła dziś Adę na ulicy i nazwała ją szmatą. – Odzywa się Jowita. Zaczynam się zastanawiać, czy faktycznie przyjaciółka nie ma racji. Odrywam się od swojego chłopaka i zauważam, że cała piątka patrzy na siebie porozumiewawczo.
- O co chodzi? – Pytam, bo widzę, że coś świta im w głowach.
- Teraz wszystko układa się w całość…
- W całość? W jaką całość? Siva, co Ty mówisz?
- Fanki… - Mówi cicho Nathan.
- Jakie… Że co? – Nie dociera do mnie, o co chodzi, ale za chwilę zapala mi się lampka w głowie. Och, no tak…
- Chyba wszyscy musimy się napić. – Decyduje Jay i wyjmuje z lodówki więcej piwa.
- Najpierw, to ja dzwonię po kumpla. Trzeba wstawić nową szybę. – Mówi Tom i sięga po swój telefon.

Szyba wstawiona, piwo wypite. Siedzimy wszyscy w naszej maleńkiej kuchni. Staram się nie myśleć o tym wszystkim, ale kiepsko mi wychodzi. Chociaż dużo pomaga mi Jay, który opowiada jakieś sprośne kawały. No i Nathan, który odkąd do nas przyszli, nie wypuszcza mnie z ramion. Musimy porozmawiać na osobności. Wstaję więc i ciągnę chłopaka do pokoju, przymykając drzwi.
- I co teraz będzie, kochanie? – Pytam, zarzucając mu ręce na szyję. Znowu chce mi się płakać.
- Poradzimy sobie.
- Zostawisz mnie…?
- Nie! A Ty mnie chcesz zostawić? – Szepta Nath, przybliżając swoje usta do moich warg.
- Nie potrafiłabym…
- A myślisz, że ja umiałbym teraz żyć bez Ciebie?
-  Ale co, jeśli dla dobra zespołu, będziemy musieli się rozstać?
- Nic takiego się nie stanie. Nie pozwolę na to. Za bardzo mi na Tobie zależy. – Mówi Nathan, a w moich oczach stają łzy. Boję się tego, co może się stać.
- Jestem tylko twoja… Skradłeś mi serce, złodzieju. – Uśmiecham się, przeczesując dłonią jego włosy.
- Moja, moja, moja. – Odpowiada Sykes, całując mnie czule.
Mam przeczucie, że już niedługo przyjdzie nam się zmierzyć z czymś trudnym. Czuję, że czeka nas próba uczucia.

xxx

Ekhm. I jak? Co do pikantnych szczegółow, to obiecuję, że takowe tutaj zawitają, skoro chcecie! ;D

3 komentarze:

  1. Jasne, że chcemy! ;D
    Oh cóż za nagły zwrot akcji. Ale bardzo mi się podoba! ;3 I jak najbardziej wierzę w NADE- jeśli tak mogę nazwać nasze słodkie gołąbeczki! ^^ Czekam na kolejny rozdział! <3
    PS- U mnie dziś też pojawił się rozdział! ;p Zapraszam ;p

    OdpowiedzUsuń
  2. Nada forever haha ! :)

    WOW! Uwielbiam ten rozdział, naprawdę! Tyle akcji! Aaaa krzyczę....! Też czuję, że stanie się coś złego...

    OdpowiedzUsuń