piątek, 5 kwietnia 2013

3. To jest proste jak konstrukcja cepa!



Gdy się budzę, dopiero po chwili orientuję się, że leżę w łóżku. Sama. Na ścianie wisi zegar, którego duża wskazówka właśnie pokazuje godzinę siódmą. Jest jeszcze strasznie wcześnie i nadal chce mi się spać, ale jestem ciekawa, co ja tu właściwie robię. Podnoszę się na łokciach i dokonuję szokującego odkrycia- na podłodze śpi Nathan. Gapię się na niego, jak urzeczona przez dobrych kilka minut. Łóżko jest tak wielkie, a on mimo wszystko położył się na dywanie. Nie, nie mogę pozwolić na to, żeby Nathan obudził się z bólem kręgosłupa. Pochylam się i trącam go lekko, żeby się przebudził.
- Hej, co Ty wyprawiasz? Właź do łóżka.
- Nie chciałem, żebyś pomyślała, że ja…
- Właź, nie gadaj tyle. – Odsuwam się i robię chłopakowi miejsce. – Nie pamiętam nawet, jak się tutaj znalazłam.
- Przyniosłem Cię. Spałaś jak zabita. – Mówi Nathan z lekkim uśmiechem i przykłada głowę do poduszki. Dwa metry ode mnie.
- Nath, nie wygłupiaj się… - Szeptam, patrząc na niego zachęcająco. On uśmiecha się nieśmiało i przysuwa blisko mnie. Bardzo blisko. - Tak, ja też uwielbiam się przytulać. – Mruczę, otoczona ramionami Nathana. – Tylko z Tobą…

Otwieram oczy dokładnie o godzinie 12:09. Po pierwsze, burczy mi w brzuchu, a po drugie trochę ścierpła mi lewa ręka. Twarz Nathana znajduję się zaledwie kilka milimetrów od mojej twarzy, gdy próbuję wyswobodzić się z jego objęć tak, żeby go nie zbudzić.
- Gdzie Ty mi uciekasz, Adaaaa.
- Oj, nie chciałam Cię obudzić. Idę na śniadanie.
- A ja bym jeszcze pospał. Jeszcze tylko chwilkę...
- Śpij. – Gładzę go po policzku i wychodzę z łóżka.
Zanim wchodzę do kuchni zauważam, że Max naprawdę ogarnął cały dom na błysk. Przy stole zastaję właśnie jego, jak i również kudłatego, który chyba jeszcze się nie dobudził, bo ziewa głośno, przeciągając się na wszystkie strony.
- Dzień dobry. – Mówię, poprawiając włosy i zmierzając w stronę lodówki. – Mogę się obsłużyć?
- No, ba. Co nasze, to twoje. – Oznajmia Jay. – Ale przygotujesz też dla nas?
- Z wami, to tylko interesy robić. – Śmieję się, wyjmując z lodówki, co tylko wpadnie mi w ręce.
- Ada?
- Słucham Cię, Max.
- Podoba Ci się Nath, co? – Pyta chłopak, przez co z wrażenia aż upuszczam pomidory, które toczą się po podłodze. – Ha! To znaczy, że tak.
- Jasne, że oni na siebie lecą. Wyczuwam to na kilometr! – Odzywa się Jay, strojąc przy tym mądre miny.
- Chłopaki…
- Nie mamy racji?
- Max, to wszystko nie jest takie proste. – Mówię, podnosząc pomidory i wkładając je do zlewu.
- A co w tym trudnego? – Wtrąca się Jay.
- No bo… Ja jestem tylko zwykłą dziewczyną z Polski.
- Mała, Ty chcesz jego, on chce Ciebie. To jest proste jak konstrukcja cepa! – Max klaszcze w dłonie, a ja lekko się uśmiecham.
- Skąd możesz wiedzieć, czego chce Nathan?
- Bo znam go nie od dziś i wiem, kiedy mu zależy na dziewczynie. Uwierz mi, Ty już skradłaś mu serce.
- A co Ty tam wiesz… - Mruczę, rumieniąc się aż po uszy.
- On naprawdę wie. – Mówi Jay, posyłając mi uśmiech.
- Tylko uważaj, Nath jest wrażliwy. Ktoś go kiedyś bardzo zranił. – Max patrzy na mnie z poważną miną.
- Mnie też ktoś kiedyś skrzywdził…
- Ciągnie swój do swego. – Jay puszcza do mnie oczko i gładzi się po brzuchu. – Nie żeby coś, ale ja tu umieram z głodu.
- Zrozumiałam aluzję. – Mówię ze śmiechem, biorąc się za robienie kanapek i rozmyślając o tym, co powiedział Max.

Po śniadaniu postanawiam poszukać Jowity, chociaż domyślam się, gdzie ją mogę zastać. Według wskazówek Sivy, którego spotkałam na schodach, pokój Toma jest na końcu korytarza, dlatego udaję się tam, po drodze zaglądając do Nathana. Kukam i widzę, że nadal śpi jak zabity. Uśmiecham się pod nosem i zamykam cicho drzwi.
- Pssst! – Odwracam się za siebie i widzę roześmianą Jowitę. – Dzień dobry!
- Jowiśka, coś Ty zrobiła?! – Patrzę na nią i zauważam, że ma na sobie koszulkę Toma i jego… bokserki, podczas gdy ja, nadal jestem w sukience z wczorajszej imprezy.
- No wiesz, za kogo Ty mnie masz? – Przyjaciółka puka się w czoło, ale nie przestaje się uśmiechać. – Tom pożyczył mi do spania!
- Oh, aha… I całą noc byliście grzeczni? Serio?
- O szczegółach porozmawiamy w domu. – Mówi Jowita z błyskiem w oku.
- Co za wariatka…
- A Ty mi lepiej powiedz, jak tam z twoim chłopakiem, co?
- Jowita, to nie jest mój chłopak! – Złoszczę się, przygryzając wargę.
- To się jeszcze okaże.
- Co się okaże? – W futrynie pojawia się głowa Nathana. Świetnie, pewnie go obudziłyśmy rozmową.
- Nie, nie. Nic… - Odpowiadam, uprzedzając Jowitę. A Nathan wychodzi z pokoju i przytula się do mnie, kładąc głowę na moim ramieniu.
- Spaaaaać. – Mruczy mi w szyję, przez co gęsia skórka w sekundzie atakuje moje ciało. Wpadłam jak śliwka w kompot. Tryumfalny uśmiech Jowity tylko utwierdza mnie w tym przekonaniu.
- My już powoli będziemy się zbierały do siebie.
- Nieeeee! – Tom zjawia się znikąd i obejmując  Jowitę w pasie unosi ją do góry. – Nie wyrażam zgody!
- No właśnie. Nie! – Nathan przytula mnie jeszcze mocniej. – Dziś jest niedziela, którą my też mamy wolną. Zostańcie jeszcze trochę.
- Ja proponuję inaczej. – Odzywa się Jowita. – Pojedziemy do siebie się przebrać i wrócimy do was. Zgoda?
- Nie wiem, nie wiem… - Tom patrzy na Jowitę, potem na Nathana i na mnie. – Ale pod jednym warunkiem.
- Jakim? – Pytam, uśmiechając się do chłopaka.
- Wrócicie w tempie ekspresowym. Nie można tak marnować czasu!
- Masz to załatwione. 

W domu z prędkością światła doprowadzamy się z Jowitą do ładu. Wcześniej ustaliłyśmy z chłopakami, że zrobimy sobie filmowe popołudnie. Wkładam rurki, luźny sweter i trampki, a włosy upinam w swobodnego koka. Jowita też niespecjalnie się stroi, dlatego wyglądamy teraz jak siostry bliźniaczki. Zanim jednak wrócimy do chłopaków, po drodze zatrzymujemy się w pizzerii, żeby kupić pizzę, rzecz jasna. A właściwie, to bardzo dużo pizzy. W końcu jest nas siódemka.
- Dowiem się o tych szczegółach? – Zagaduję Jowitę, kiedy czekamy na nasze zamówienie.
- Hm…
- Jowita!
- No, dobra. Pocałował mnie.
- Tylko raz? Akurat!
- Nie liczyłam. – Jowita wybucha śmiechem, po chwili przyglądając mi się z uwagą. – A Ty? Co robiłaś ze swoim chłopakiem?
- To nie jest mój chłopak! – Znów powtarzam, piorunując przyjaciółkę spojrzeniem. – Spaliśmy.
- Tylko tyle?
- A co byś chciała usłyszeć?
- Że się całowaliście. Szczerze? Dziwi mnie, że jeszcze do tego nie doszło. Czemu wy się tak bronicie przed tym uczuciem?! – Pyta Jowita z oburzeniem.
- Nie bronię się, ja…
- Co, kuźwa, pewnie mi zaraz powiesz, że jesteś niewystarczająco odpowiednia dla niego, tak? – Widzę, że Jowita jest już na mnie zła, ale ja naprawdę mam w tej chwili taki mętlik w głowie, że nie potrafię sobie z tym wszystkim poradzić.
- Bo tak jest. – Stwierdzam, spuszczając głowę.
- To dlaczego tam jedziesz? Po co?
- Bo…
- Bo Cię tam ciągnie i dobrze obie wiemy, dlaczego! – Jowita lekko uderza dłonią w stolik. – Może Ci się wydaje, że nie, ale doskonale widziałam, jak na niego patrzysz.
- Słuchaj, on jest gwiazdą. A ja jestem nikim.
-No jak Cię zaraz trzepnę, Adka! - Moja przyjaciółka jest już wkurzona nie na żarty. – On jest człowiekiem przede wszystkim, tak samo, jak Ty. Dlaczego szukasz wymówek? Może warto spróbować?
- Wiesz, jak było z Maćkiem. Boję się.
- Kochana, w życiu chodzi o to, żeby ryzykować. Żeby żyć chwilą. Żeby kochać. – Mówi Jowita, czym doprowadza mnie niemalże do łez. – Bierz przykład ze mnie. Coś ciągnie mnie do Toma, a jego coś przyciąga do mnie. Dlaczego mamy udawać, że tak nie jest?
- Może masz rację.
- Na pewno mam! Poza tym widzę, że Nath nie ma aż tak wielkich oporów jak Ty. Więc nie odsuwaj go od siebie. Zresztą szczerze? Nie uciekniesz przed tym. – Przyjaciółka uśmiecha się do mnie.

Trzydzieści minut później jesteśmy z powrotem u chłopaków. Lista filmów jest długa, toteż zaczynamy od razu nasz seans. Jay zasuwa rolety, przez co w salonie robi się prawie całkiem ciemno. Siva i Max przynoszą z kuchni sztućce, talerze, chipsy, napoje, szklanki i inne tego typu akcesoria. Pierwszy na liście jest film, który wybrał Tom, czyli „Silent Hill”. Już wiem, że tytuł nie wróży nic przyjemnego, ale cóż, jak mus to mus. Jowita i Tom sadowią się na sofie, obok nich Siva i Max. Zostają dwa fotele i nasza trójca- ja, Jay i Nathan. Oh, świetnie. I co teraz? Jak się pomieścimy? Głowię się przez moment, ale wtedy kudłaty wybucha śmiechem i rzuca się na jeden z foteli. Kuźwa! Serce podjeżdża mi do gardła. Wszyscy patrzą na mnie i Nathana z głupimi uśmieszkami na twarzach, zwłaszcza Jowita, którą to chyba najbardziej bawi i czekają na naszą reakcję.
- Cóż, poradzimy sobie. – Chłopak siada na fotelu i pociąga mnie za sobą tak, że ląduję na jego kolanach. Czy w tym pokoju jest tak gorąco, czy tylko mi się wydaje? – Włączaj ten film, Tom.
Nie mogę się skupić na filmie. Czy kogoś to w ogóle dziwi? Po pierwsze, to rozprasza mnie bliskość Nathana i to, że on zamiast na ekran telewizora, patrzy na mnie. Czuję na sobie jego spojrzenie. A po drugie, to nie mogę patrzeć na to, co widzę. Ten film jest przerażający! Chłopaki podłączyli telewizor do wielkich kolumn, więc wszystkie dźwięki, nawet zwykłe szmery tylko wzmagają mój strach. Jestem autentycznie wystraszona, dlatego co chwilę się zrywam. Zerkam na Jowitę. Ona też nie jest zadowolona z tego, co ogląda. Wtula się w Toma coraz mocniej, a ja widząc jego uśmiech mam wrażenie, że wybór filmu nie był przypadkowy. Cwana z niego bestia. Reszta składu jest zainteresowana projekcją, no może poza kudłaczem, który co chwilę wybucha śmiechem. Co w tym, kurde, śmiesznego?! Kiedy na ekranie zaczyna robić się naprawdę nieciekawie, obracam się, zmieniając trochę pozycję i przytulam do Nathana. Byleby tylko nie widzieć tych paskudnych rzeczy.
- Tylko nie zaśnij. – Mówi Nathan cicho. Mam ochotę puknąć go w czoło. Jak mam zasnąć, kiedy moje serce wręcz galopuje, bo on jest tak blisko? Jestem zbyt podekscytowana, żeby spać sobie teraz w najlepsze.
- Nie ma takiej opcji. – Jakby na potwierdzenie moich słów, z głośników dobiega przeraźliwy krzyk. Nathan mocniej mnie obejmuje, a ja zaciskam powieki. – Chyba muszę stąd wyjść. Pójdę do kuchni po herbatę. – Wstaję, wyplątując się ze szczelnego uścisku Nathana i nie oglądając się za siebie zmierzam do kuchni. Jednak w połowie drogi zawracam, bo przez ten głupi film mam jakieś zwidy. Staję przed Nathanem i uśmiecham się krzywo. – Pójdziesz ze mną?
Woda właśnie się zagotowała. Nathan podaje mi dwa kubki i kroi cytrynę. Śmiać mi się chce z mojej głupoty. To tylko durny film. Ale ja nigdy nie lubiłam horrorów, bo to nie na moje nerwy.
- Przepraszam Cię za moje żałosne zachowanie. – Mówię, zalewając torebki herbaty wrzątkiem.
- Daj spokój. Wolę być tutaj z Tobą… - Dobrze, że odstawiłam już czajnik, bo chyba bym się poparzyła z wrażenia.
- Nath… - Chcę powiedzieć coś sensownego, ale nie jestem w stanie. Nawet nie mam odwagi na niego spojrzeć. Stoimy milimetry od siebie, a ja zamiast w niego, wpatruję się w blat stołu. Dotyka mojej dłoni, przez co elektryzujący dreszcz przebiega wzdłuż mojego kręgosłupa. Cholera, znowu. Czy on też to poczuł?! Powoli odwracam głowę i nasze spojrzenia się krzyżują. Doskonale wiem, co za chwilę się stanie… Czuję zapach jego perfum i tak przyjemnie kręci mi się w głowie. Czekam aż jego usta w końcu dotkną moich warg. I właśnie wtedy…
- Pora na driny! – Do kuchni wpada nie kto inny, jak Jay. Odskakujemy od siebie z Nathanem jak oparzeni, ale kudłaty patrzy na nas z uśmiechem i chyba nawet nie ma pojęcia, w czym właśnie przeszkodził.
- Jakie… Co…? – Jąkam się, bo nie wróciłam jeszcze z obłoków na ziemię.
- Alkoholizujemy się!
- No, chyba Ty. – W głosie Nathana wyczuwam nutkę złości.
- A co, nie chcecie?
- Ja chcę! – Odpowiadam szybko, bo stwierdzam, że faktycznie muszę się napić po czymś takim.
- I gitara gra! Pomożesz mi Ada, czy coś?
- Jasne… - Bełkotam, zdając sobie sprawę, że Nathan wciąż trzyma mnie za rękę. Patrzymy sobie w oczy i wiem, że czar prysł, ale mam poczucie, że to kwestia czasu, jak dojdzie do takiej sytuacji ponownie. 

Jak to ujął Jay, alkoholizujemy się wszyscy podczas oglądania drugiego filmu, którym na szczęście nie jest horror. Jowita wybrała „Igrzyska śmierci” za co jestem jej niezmiernie wdzięczna. Oczywiście nadal siedzę na kolanach u Nathana. Napięcie między nami jest wręcz namacalne. Cholera, czy o ten też czuje, jak ekscytujące jest to oczekiwanie? Ten niedosyt zżera mnie od środka. Jeszcze nie tak dawno broniłam się przed tym wszystkim rękami i nogami, ale kazanie, jakie strzeliła mi przyjaciółka przyniosło efekty. O, właśnie. Skoro mowa o Jowicie, zerkam ukradkiem w stronę jej i Toma. I co? No, nieźle. Wszyscy zajęci są filmem, a oni za to zajmują się sobą. Całują się w najlepsze. Na szczęście jest na tyle głośno, że nie słychać żadnego… mlaskania. Parskam cicho śmiechem, czym zwracam na siebie uwagę Nathana. Od razu zauważa, gdzie patrzę. Niech to szlag, a teraz odwraca się z powrotem do mnie i unosi prawą brew do góry. I oczywiście od razu robi mi się gorąco.
- Eeee, idę do łazienki. – Mówię i uciekam jak ostatni tchórz. Sama nie wiem, dlaczego, ale to chyba nie ten moment.
W toalecie staję przed lustrem i przyglądam się swojemu odbiciu. Nie wyglądam najgorzej, ale jakoś olśniewająco, to też nie za specjalnie. Wyglądam po prostu zwyczajnie. I znowu zaczynam rozmyślać o tym, że jestem niewystarczająco piękna, mądra, dobra… Niewystarczająca dla kogoś takiego, jak Nathan. Wyobrażam sobie jakąś piękną, długonogą dziewczynę o idealnej twarzy u jego boku i robi mi się smutno. Całe podekscytowanie sytuacją w kuchni poszło się bujać. To właśnie ja… Z miną zbitego psa wychodzę z łazienki. Dziwne, kiedy tu szłam, w hollu się świeciło, a teraz jest trochę ciemno. Przypominam sobie o „Silent Hill”. O nie, nie nie! Puszczam się biegiem w kierunku salonu, kiedy z kąta wyłania się czyjaś sylwetka. Oczy mam chyba wielkości pięciozłotówek, gdy ten ktoś łapie mnie i przyciąga do siebie. Już mam wrzeszczeć, kiedy dostrzegam, że to Nathan.
- Nath, chcesz, żebym umarła ze strachu? Co Ty… - Nie jest mi dane dokończyć, bo jego usta przywierają do moich warg i w tej chwili świat staje w miejscu.
Nie wiem, naprawdę nie wiem ile czasu stoimy w tym korytarzu i się całujemy. Chcę, żeby ten moment nigdy się nie kończył. Kolana się pode mną uginają, gdy Nath lekko popycha mnie na ścianę. Splata swoje palce z moimi, przyciskając mi dłonie do chłodnej powierzchni. Jeśli teraz znowu przerwie nam Jay, to chyba go zatłukę! Nathan całuje mnie delikatnie i powoli, nigdzie się nie spieszymy. Delektuję się smakiem jego ust i tą cudowną chwilą. Jednak zaczyna brakować mi tchu, więc przerywam pocałunek, chociaż wcale tego nie chcę.
- I co teraz z nami będzie? – Pytam cicho, gdy oboje próbujemy złapać oddech.
- Nie wypuszczę Cię.
- Będziesz musiał. Jutro pracuję. Ty zresztą też. – Śmieję się, przeczesując palcami jego włosy.
- Nie wypuszczę Cię z mojego życia. – Mówi Nath, czym doprowadza moje serce do palpitacji. O, jasny gwint.
- Chyba Jay zrobił Ci za mocnego drinka. – Bełkotam oniemiała.
- Ada… - Szepta Nath i znowu mnie całuje.

Wracamy do salonu pod ostrzałem pięciu par oczu. Max mruga do mnie widząc, że Nathan trzyma mnie za rękę. Odpowiadam mu uśmiechem i zauważam, że Jowita bezgłośnie mówi mi „wiedziałam, że tak będzie”, a Tom przysypia z głową na jej kolanach. Oni są tak uroczy razem, że aż chce mi się zrobić im zdjęcie! I zrobiłabym, ale nie mam przy sobie telefonu. Wielka szkoda, ale jeszcze będzie okazja. I znów Nathan siada na fotelu, ja ląduję na jego kolanach. I znów on zamiast patrzeć na ekran telewizora patrzy na mnie. Uśmiecham się pod nosem, zagryzając wargę. Mam taką straszną ochotę skraść mu całusa. Właściwie czemu miałabym tego nie zrobić? Pochylam się więc i muskam jego wargi, a on oddaje pocałunek. Przez resztę filmu robię to jeszcze kilkanaście razy. I naprawdę nie wiem, jak to się dzieje, ale zaczynam się zakochiwać w Nathanie.
- Jestem głodny! – Odzywa się Siva, gdy kończy się film.
- Pizzy już nie ma, wszystko zjedzone. – Wzdycha Max, spoglądając tęskno na puste pudełka.
- Chłopaki, mam pomysł. – Mówię, patrząc na Jowitę. – Zrobimy wam coś polskiego do jedzenia.
- Aha, jasne. – Śmieje się Jowita. – Już to widzę. Co Ci chodzi po głowie?
- Pierogi. – Odpowiadam, a widząc zadziwione miny chłopaków wybucham śmiechem.
- Dobra. – Jowita wstaje i kieruje swoje kroki do kuchni. – O ile znajdziemy potrzebne składniki!
O dziwo w lodówce znajdujemy wszystko, co potrzebne nam do pierogów z serem. Chłopcy są tak zafascynowani, że Siva bierze kamerę i wszystko filmuje. Uwijamy się z Jowitą dosyć szybko, tak że po godzinie pierogi są już gotowe. Nakładamy całej piątce małe porcje, w razie, gdyby miało im nie posmakować i z niecierpliwością oczekujemy na opinie. Nathan patrzy to na talerz, to na mnie, po czym puszcza mi oczko i zabiera się za pierogi. Reszta bierze z niego przykład.
- O Jezusie. – Pierwszy odzywa się Jay. Nie jestem do końca pewna, czy reakcja jest na tak, czy na nie.
- Dziewczyny, zamieszkajcie z nami. – Mówi Tom po przełknięciu kęsa. – Będziecie nam gotować!
- I co jeszcze? Prać, zmywać, prasować? – Jowita wybucha śmiechem.
- Te… Pierogi? One są zajebiste! – Jay pałaszuje swoją porcję i wyciąga talerz po dokładkę.
- Potwierdzam. – Kiwa głową Max.
- A wy? – Spoglądam na Nathana i Sivę.
- Dawno nie jadłem czegoś tak pysznego! – Stwierdza Siva, również prosząc o dokładkę.
- A ja popieram Toma. – Odzywa się Nath, świdrując mnie spojrzeniem, od którego kolana mi się uginają. 

Niestety, wszystko co dobre, szybko się kończy. Pora zbierać się do domu, jutro obie z Jowitą pracujemy i to od rana. Czy tego chcemy, czy nie, musimy wracać do siebie. Żegnamy się z Sivą, Maxem i kudłatym, a Tom i Nathan odprowadzają nas do samochodu. Tom oczywiście ciągnie Jowitę gdzieś pod posesję sąsiadów, żeby mogli się pożegnać jak należy, a ja zostaję z Nathanem. Mam chyba stan przedzawałowy, ale co tam.
- Dziękuję za wspaniały weekend. – Mówię, stając bliżej chłopaka. – Było cudownie.
- Cudownie, to mało powiedziane… Zwariuję, jeśli za chwilę Cię nie pocałuję.
- Więc zrób to. – Szeptam i znów dane jest mi poczuć smak jego ust.

Kiedy już leżymy z Jowitą w swoich łóżkach, opowiadam jej, co zaszło między mną a Nathanem. Czuję się pijana szczęściem. Na samą myśl o nim moje serce bije szybciej. Ma wrażenie, że to wszystko, co się wydarzyło w ciągu tych paru dni, to piękny sen. I wtedy dostaję wiadomość tekstową od Nathana, która jest dowodem na to, że to dzieje się naprawdę. Uśmiecham się do ekranu telefonu, kiedy czytam przyjaciółce na głos, co napisał Sykes. A napisał „Dobranoc, kochanie”.
- Jezu, tak się cieszę! – Mówi Jowita. – To jest po prostu niesamowite!
- Mhm… - Mruczę, wciąż uśmiechnięta. Ale nie wiedzieć czemu, nagle nachodzą mnie czarne myśli, które pojawiają się znikąd. – Jowita, ale co my robimy?
- Śpimy?
- Nie, mnie chodzi o to, że oni, że my… On jest gwiazdą, a ja jestem nikim.
- Adka, kuźwa! Czy chcesz spać na klatce schodowej?!
- Jowita! Czy Ty nie rozumiesz, że oni są z innego świata?
- Cholera, a chcesz kopa w dupę?! –Jowita się wścieka, ale ja nie mogę przestać się zadręczać.
- To nie wyjdzie…
- DOBRANOC! – Przyjaciółka odwraca się do mnie plecami, a ja zostaję sam na sam ze swoimi myślami.

xxx

Dłuuuugie ale co tam. Mam nadzieję, że miło się czyta ;D Strasznie się cieszę, że mam dla kogo pisać :)
Dziękuję!

2 komentarze:

  1. Ja to nie tylko czytam, ja to pochłaniam!

    Moment z pierogami <3 haahaha

    I czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń
  2. Uuuuuu pocałunek w ciemnościach ;3 Mnie się tak miło czyta, że aż mi się płakać chce jak się kończy ;D Super wciągający rozdział <3 A może następnym razem Ada i Jowitka ugotują chłopakom bigos? XD
    Czekam na kolejny! ;*

    OdpowiedzUsuń