niedziela, 14 kwietnia 2013

8. Czy Ty chcesz mnie zabić?



Teraz, to i ja się muszę napić. Jesteśmy autentycznie przestraszone. To jakiś chory żart? Może to przypadek, pomyłka? Może tu nie chodzi o mnie i Jowitę. Nie wiem, ale kiedy wchodzimy do mieszkania, mam totalny mętlik w głowie.
- Trzeba to jakoś zakryć, co powiedzą sąsiedzi? – Trafnie zauważa Jowita. Kiwam głową na znak, że ma rację. –Tylko nie wiem, jak…
- Czekaj, mam pomysł. – Biegnę do pokoju i otwieram szafę. Mam tam kilka plakatów filmowych, które wzięłam z kina. W ręce wpada mi akurat ten z „Intruza”. – Przykleimy to na drzwi.
- Trochę dziwnie to będzie wyglądało.
- Chyba lepsze to, niż…
- Tak, zdecydowanie tak. – Przerywa mi przyjaciółka, otwierając szafkę, w której trzymamy wódkę. – Zrobię nam po drinku.

- Ada, myślisz, że to jakiś głupi wybryk? Przecież to spokojna okolica. – Pyta Jowita, gdy kwadrans później, jakby to ujął Jay, alkoholizujemy się.
- Nie wiem… Mam taką nadzieję. Przecież nic nikomu nie zrobiłyśmy. – Odpowiadam, marszcząc brwi.
- Może zadzwonimy do chłopaków i im o tym powiemy?
- Nie! To nie jest dobry pomysł. Nie mieszajmy ich do tego… Ej, ale pora na zmianę tematu. Co jest między Tobą a Parkerem? Albo raczej, między Tobą a Maxem, hm?
- Cóż… Tom wrócił do swojej byłej.
- Co?! – Krztuszę się drinkiem, przez co Jowita musi mnie poklepać po plecach. – O nie…
- O tak.
- Ale…
- Spoko, nic mi nie będzie. – Mówi moja przyjaciółka, a ja przyglądam jej się uważnie. Serio? – Właściwie, to dopiero teraz doszłam do wniosku, że ja i Tom… To był luźny układ. Nic wielkiego.
- Ty tak na poważnie?
- Dobrze się razem bawiliśmy. – Uśmiecha się Jowita, dolewając nam wódki do szklanek.
- A Max?
- Max… On ma w sobie coś takiego…
- Wow! – Piszczę, obserwując, jak przyjaciółka uśmiecha się coraz szerzej.
- Wcześniej go nie dostrzegałam, bo byłam zajęta Tomem. Ale wiesz, że kiedy on na mnie patrzy, to od razu mam gęsią skórkę? Szaleństwo!
- To zupełnie jak ja, kiedy Nathan jest ze mną. – Szczerzę się jak głupi do sera, na wspomnienie chłopaka.
- A właśnie! Jak to jest między wami, co?
- Powiedział, że się we mnie zakochał.
- I to widać!
- Ale… - Zaczynam tradycyjnie swój wywód, jednak Jowita mi przerywa.
- Ani mi się waż!

Zostałyśmy zaproszone przez The Wanted na galę wręczenia jakichś brytyjskich nagród. Chłopcy też są nominowani do statuetki. Trochę jestem zdenerwowana, bo nie wiem, jak się odnajdę w tym świecie. Mam być osobą towarzyszącą Nathana. Tom wybiera się z Kelsey, więc Jowita będzie parą dla Sivy, Jaya i Maxa jednocześnie. Ja jednak mam przeczucie, że George ma fory…

Dwie godziny przed rozpoczęciem gali na całe szczęście jesteśmy już gotowe, bo mamy niespodziewanych gości. Cała piątka postanawia zrobić nam nalot. Kels też jest z nimi… Mam nadzieję, że nie będzie niezręcznie. O wiele bardziej martwi mnie to, gdzie my się pomieścimy?! Kiedy idę im otworzyć przypominam sobie o obraźliwym słowie, które do niedawna szpeciło drzwi. Na szczęście udało nam się to z Jowitą usunąć. Dzwonek wrzeszczy, założę się, że to Jay.
- Heeeeej! – Witam ich radośnie, otwierając drzwi na oścież. – Chodźcie!
- Cześć! – McGuiness bierze mnie w ramiona i podnosi do góry. Jest takie zamieszanie, że nie widzę Nathana. – Wow, ale pięknie wyglądasz! Sykes, zaraz padniesz trupem. – Oznajmia Jay, stawiając mnie na ziemi. Zza jego pleców wyłania się Nathan.
- Hej. – Mówię cicho, gdy chłopak wita się ze mną pocałunkiem.
- Czy Ty chcesz mnie zabić? -  Szepta Sykes, świdrując mnie spojrzeniem. Oj, jak tu gorąco…
- Ja?
- Widziałaś się w lustrze, kochanie?
- Nath, daj spokój. To tylko sukienka i szpilki.
- Ty naprawdę nie zdajesz sobie sprawy z tego, jaka jesteś idealna.
- Sykes… - Zapowietrzam się na moment, dostrzegając, że on sam wygląda jak milion dolarów. Uwielbiam go w garniturze! – Chodź, usiądźmy.
- Macie jakiś alko? – Pyta Jay i dostrzegam, że grzebie po szafkach.
- Mamy polskie piwo, jeśli Cię to interesuje. – Odpowiadam ze śmiechem. Nath siada na jednym z krzeseł i pociąga mnie na swoje kolana.
- Jeszcze nigdy nie piłem polskiego piwa! – Bird dosłownie promienieje ze szczęścia, na co reszta reaguje śmiechem. – W lodówce? – Pyta, a ja kiwam głową. I nagle przytomnieje, przecież nie poznałam jeszcze Kelsey.
- Cześć, jestem Ada. – Mówię, wyciągając do niej rękę.
- Miło mi. – Odpowiada blondynka, uśmiechając się od ucha do ucha. Wydaje się sympatyczna. – Nathan w kółko o Tobie mówi.
- Och, tak? – Rumienię się, czego nie znoszę i odwracam do chłopaka, który przelotnie całuje mnie w ramię. Hiperwentylacja!
- Cześć wszystkim! – To Jowita. Właśnie do mnie dociera, że dopiero wyszła z łazienki. Wygląda szałowo. Ma na sobie miętową sukienkę i beżowe szpilki. Włosy upięła w luźny kok. Wow! Automatycznie moje spojrzenie wędruje do Toma, ale na nim Jowita nie robi chyba wrażenia. Patrzę więc na Maxa i widzę, że totalnie go zatkało. Zdecydowanie coś tutaj iskrzy! Moja przyjaciółka wita się z Kelsey i widzę, że wszystko gra. Kamień z serca! Wydaje mi się, że Max ma zielone światło jeśli chodzi o Jowitę…
- Piwko dla wszystkich! – Jay otwiera butelki i każdemu podaje po jednej. – Niezły macie asortyment w tej waszej maleńkiej lodówce.
- My tu mamy wszystko małe. – Odpowiadam przepraszającym tonem.
- A mnie się podoba. Przytulnie jest. – Siva posyła mi uśmiech, na co ja odpowiadam mu tym samym.

Nie, żebym była pijana, ale przyjemnie szumi mi w głowie, gdy zjawiamy się na gali. Może to i lepiej, bo uzmysławiam sobie właśnie, że czeka nas czerwony dywan i tłumy fotografów. O, Boże. Co ja najlepszego robię? Gdy jedziemy limuzyną wszyscy śmieją się z żartów Toma. No, prawie wszyscy. Jowita i Max siedzą naprzeciwko siebie i patrzą sobie w oczy. Nigdy w życiu nie widziałam jej takiej zafascynowanej. Tak, a  ja mam atak paniki. Nath doskonale wyczuwa mój nastrój.
- Co Ci jest, skarbie?
- Nath, ja się boję… Stanę się od teraz osobą publiczną?
- Chcesz zrezygnować? Jeśli tak, odwiozę Cię do domu.  Jestem głupi, że wcześniej Cię o to nie pytałem.  Postawiłem Cię przed faktem. Wybacz…– Słyszę smutek w jego głosie i widzę, że czuje się winny. Wtedy właśnie dochodzi do mnie, że wiem, co powinnam zrobić.
- Nie, nie zrezygnuję. Zrobię to dla Ciebie.

xxx

I jak? Ojej... Chyba jeszcze do mnie nie dociera, że za 96 dni zobaczę ich na żywo...

2 komentarze:

  1. Wow!! Super!! Tak się wciągnęłam w Twoje opowiadanie, że po kilka razy dziennie sprawdzam bloga! A jak już jest to zaczynam piszczeć^^ kładę się wygodnie na łóżku i pochłaniam każde słowo napisane przez ciebie ;3 Tak więc pisz dalej i pamietaj, że czekam ;D <3

    OdpowiedzUsuń
  2. O Kochana, teledysk, gala <3 To o czym wszystkie marzymy.. Dobrze mieć do czego wracać, a ja jak wracam z pracy to od razu do opowiadania :) #UPDATE: 95 dni ;*

    OdpowiedzUsuń