czwartek, 4 kwietnia 2013

2. 'We found love'



Przez całą drogę do domu nie mogę przestać myśleć o chłopakach. Nigdy bym nie pomyślała, że spotka mnie coś takiego. Nie mogę się doczekać, aż opowiem o tym Jowicie. Jestem strasznie ciekawa jej miny. Zastaję ją w kuchni, przy herbacie i książce.
- Cześć, bejbe! – Mrugam do przyjaciółki, a ta patrzy na mnie podejrzliwie. Oj, udzieliło mi się od chłopaków.
- Stało się coś?
- Hmm… - Zaczynam, ale nie dane jest mi skończyć, bo Jowita zrywa się z krzesła i podbiega do radia, żeby dać głośniej.
- Ta piosenka jest świetna! Wczoraj ją usłyszałam i nie mogę przestać jej słuchać. – Mówi uradowana, gibając się na lewo i prawo. Chwilę mi schodzi, zanim orientuję się, że to The Wanted!
- The Wanted.
- O! Tak! Wczoraj spiker mówił nazwę zespołu, ale mi wyleciało. Fajne, nie?
- A co, jeśli bym Ci powiedziała, że właśnie od nich wracam? – Mówię szybko i czekam na reakcję Jowity.
- Od jakich ich?
- The Wanted, no.
- To bym Cię popukała w czoło. – Śmieje się Jowita, rzeczywiście stukając mnie w potylicę. Ale widząc moją poważną minę, wybałusza oczy i aż przysiada z wrażenia na krześle. – Jak to…?
Opowiadam jej całą historię. I wtedy, jakby na potwierdzenie moich słów, chociaż oczywiście Jowita mi wierzy, dostaję wiadomość od Nathana. Jej treść wprawia mnie w osłupienie. Przyjaciółka wyrywa mi telefon z ręki i czyta na głos:
- „Po raz pierwszy cieszę się, że goniły mnie fanki, a wiesz czemu? Bo poznałem Ciebie…” – Recytuje, a ja uśmiecham się do łyżki na stole. – No Kuźwa! Ale czad!
- Co?
- No, mówię, że czad! Daj laptopa, muszę go obczaić.
- Ale co, bo on jest sławny?
- Nie, Ty głupia! – Mówi Jowita, wpisując w Google imię i nazwisko chłopaka. – Ogólnie, bo w końcu kogoś poznałaś i to w takich niezwykłych okolicznościach.
- Sama nie wiem…
- Jaki on jest słodki! – Stwierdza Jowita, wpatrując się w ekran laptopa, na którym widnieje roześmiana twarz Nathana. – Pasujecie do siebie.
- Oszalałaś chyba! Taki chłopak jak on, potrzebuje ładnej, wyjątkowej dziewczyny.
- A idź, bo jak Cię trzepnę zaraz! – Jowita się na mnie denerwuje, jak zawsze, kiedy narzekam na siebie samą. – Bredzisz mi tu jakieś głupoty. Bierz ten telefon i odpisz mu!
Odpisuję. I od słowa do słowa, umawiamy się na weekend na imprezę. U nich w domu. Oczywiście mam zabrać ze sobą Jowitę. Jak dobrze, że weekend jest pojutrze. Nie mogę się doczekać. Coś mnie do nich przyciąga, tylko jeszcze nie wiem, co takiego.

- Ada, jak on Cię ujrzy w tej sukience, to padnie trupem! – Jowita mierzy mnie od stóp do głów, kiedy w sobotni wieczór szykujemy się do wyjścia.
- Piłaś coś? Uspokój się…
- Ja nie rozumiem, czemu Ty mi ściemniasz, że on wcale nie chodzi Ci po głowie. Dobrze wiem, że o nim myślisz!
- Ojej, no… - Poprawiam włosy i odwracam się w stronę przyjaciółki. – Nie wiem. Za to wiem, że Ty masz do wyboru aż czterech. – Parskam śmiechem, sięgając po dżinsową kurtkę.
- Kto wie, może idę na spotkanie z przeznaczeniem. – Jowita do mnie mruga i kilka chwil później wychodzimy z domu.

Sama nie wiem, co mi jest, ale denerwuję się, jak przed pierwszą randką. Setki razy patrzę w lusterko, czy na pewno dobrze wyglądam, podczas gdy Jowita prowadzi swój żółty wóz i śpiewa piosenki The Wanted. W końcu podjeżdżamy pod dom chłopaków i naprawdę nie wiem, co się ze mną dzieje, ale nogi mam jak z waty. Pytam Jowity, czy nie wyglądam przypadkiem brzydko, ale ona tylko przewraca oczami i popycha mnie w stronę bramy. Widzę, że ktoś biegnie, żeby nam otworzyć. Jest trochę ciemno, dopiero po chwili dostrzegam, że to Nath. Jowita trąca mnie łokciem, a ja się spinam.
- Cześć, dziewczyny. Zapraszam! – Idziemy za nim przez ogród, ja modlę się, żeby się o nic nie potknąć. Nathan przedstawia się Jowicie i otwiera przed nią drzwi wejściowe. Moja przyjaciółka wchodzi do środka, a on odwraca się w moją stronę i zamiera. Zamieram i ja, dostrzegając, że ma na sobie jasną koszulę, wetkniętą w dżinsy i czarny krawat.
- Co? Halo, Nathan? – Przytomnieję po dłuższej chwili i pytam chłopaka, słysząc dudniącą w domu muzykę i śmiechy.
- Ślicznie wyglądasz. – Mówi w końcu, wciąż patrząc mi w oczy. Za chwilę chyba zejdę na zawał serca, które wali jak szalone. – Chodź. – Bierze mnie za rękę, przez co wzdłuż mojego kręgosłupa przebiega dreszcz. Ciekawe, czy on też to poczuł?
Kiedy jesteśmy już w środku, zauważam, że Jowitą zdążył zaopiekować się Tom. Oboje sączą drinki z palemką, które serwuje im Jay. Macham do nich i idę przywitać się Maxem i Sivą, oraz zapoznać z resztą obecnych na imprezie.

Przez całą noc rzucamy sobie z Nathanem ukradkowe spojrzenia i uśmiechy. Trochę też rozmawiamy, trochę tańczymy. Coś ewidentnie wisi w powietrzu. To samo mogłabym powiedzieć na temat Jowity i Toma. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że ja czułam, że tak będzie. I bardzo mnie to cieszy! Jako, że noc jest jeszcze młoda, Siva wymyśla konkurs karaoke. Mamy śpiewać parami. Jay patrzy na mnie niczym sęp na swoją ofiarę, ale Nathan nie daje mu żadnych szans. Przytula się do mnie i mówi, że albo śpiewam z nim, albo on wychodzi. Podły szantażysta! Jednak jego metoda skutkuje. Oczywiście, że będziemy śpiewali razem. Jak mogłoby być inaczej? I oczywiście, że Jowita zaśpiewa z Tomem. To też nie powinno nikogo dziwić. Kiedy Siva i Max przygotowują wszystko do zabawy, idę z Nathanem do kuchni, żeby pomóc mu trochę posprzątać. Wyjmuję właśnie sok z lodówki, gdy słyszę pierwsze dźwięki ‘We found love’ Rihanny. To kawałek, który bardzo lubię, dlatego zaczynam śpiewać razem z Riri. Zawsze to robię, to dla mnie tak naturalne jak spanie, czy jedzenie. Nathan, który wkłada właśnie naczynia do zmywarki, przerywa czynność i rozdziawia usta. Nie do końca wiem, dlaczego, ale naprawdę nie mogę się powstrzymać i zaczynam tańczyć na środku kuchni. Nath nie potrzebuje specjalnego zaproszenie i dołącza do mnie natychmiast, nie tylko w tańcu, ale też w śpiewaniu. Muszę przyznać, że nieźle nam to wychodzi. Mamy tutaj swoją prywatną, kuchenną imprezkę. Nie pamiętam, kiedy ostatnio czułam się tak wolna i wyluzowana, jak w tej chwili. Jestem sobą, a przecież o to w życiu chodzi. Piosenka się kończy. Patrzymy na siebie z Nathanem i wybuchamy śmiechem.
- Chyba wiem, co zaśpiewamy za chwilę na karaoke. – Stwierdza chłopak, nie przestając się szczerzyć. – Masz naprawdę niezły głos!
- Dzięki, ale Tobie to ja nie dorastam do pięt.
- Przestań. – Nathan wywraca oczami i przyciąga mnie do siebie. Który to już raz dzisiaj? Straciłam rachubę. Ale nie, ja nie narzekam! Jest miło, nawet bardzo. Pomału nawet zaczynam się od tego uzależniać.
- Lubisz się przytulać, co? – Zagaduję, nadal wtulona w chłopaka.
- Tylko do Ciebie. – Mówi, a moje serce przyspiesza. Boże, czy ja zaczynam się angażować?
- Wariat… Chodź, idziemy, mamy konkurs do wygrania. – Niechętnie wysuwam się z objęć chłopaka i zmierzamy do salonu, gdzie właśnie Jowita i Tom wybierają piosenkę, którą wspólnie zaśpiewają. Pada na ‘Call me maybe’ co reszta towarzystwa przyjmuje gromkimi brawami. Szykuje się niezła zabawa. Oni śpiewają, wygłupiając się przy tym niesamowicie, a my dobrze się bawimy. Z rąk Nathana zostaję przekazana w ręce Jaya, później w obroty bierze mnie Max i na końcu ląduję u Sivy. Hulanka trwa w najlepsze, karaoke to był genialny pomysł! Od śmiechu zaczynają boleć mnie mięśnie brzucha i twarzy, ale jest tak wspaniale, że tylko marzę o tym, żeby ta noc trwała jeszcze długo. 

Około trzeciej nad ranem, powoli wszyscy zaczynamy odczuwać zmęczenie. Jay zasypia na stojąco, więc Siva wygania go do siebie i sam stwierdza, że też już nie wróci na dół. Max za to ma w sobie jeszcze spore pokłady energii i oznajmia, że on sobie tutaj wszystko posprząta bez niczyjej pomocy. Wow, podziwiam. Siadam na kanapie i obserwuję Toma, który szepta coś Jowicie na ucho, po czym oboje wybuchają śmiechem.
- Ci to się dobrali. – Mówię do Nathana, który siada obok mnie.
- Chyba tak, jak i my. – Odpowiada chłopak, przysuwając się w moją stronę.
- Co masz na myśli?
- Jedno i drugie trochę udaje, że nic się między nimi nie dzieje. – Jego odpowiedź wywołuje gęsią skórkę na moim ciele. Jasny gwint.
- Nathan…
- Nic nie mów. – Przyciąga mnie do siebie i przytula. Jest mi tak cholernie dobrze, że nawet nie wiem, kiedy zasypiam. Ostatnim, co widzę jest Max, który z uśmiechem na twarzy przykrywa nas kocem. 

xxx

Z dedykacją dla Kasi ;D 

1 komentarz:

  1. Awww dedykacja dla mnie? Dziękuję!

    W takim razie poproszę o dedykcje w Twojej przyszlej ksiazce :)

    OdpowiedzUsuń